Uruchomieniu wyczekiwanej platformy streamingowej towarzyszą głównie rekomendacje przebojów, które dopiero zeszły z kinowego afisza. Albo serialowych nowości, które już są dostępne jak Peacemaker z uniwersum DC Comics czy dopiero wywołają falę hype'u jak Ród smoka z uniwersum Pieśni lodu i ognia George’a R.R. Martina. Ale to nie u nas.
Długo trzeba było czekać na HBO Max w Polsce, ale wreszcie jest. Z miesięcznym kosztem subskrypcji w wysokości 29,99 zł dla nowych użytkowników i 19,99 zł dla tych, którzy wcześniej korzystali z Go. Z obietnicą dostępu do filmów od Warner Bros. w ciągu niecałych dwóch miesięcy od kinowej premiery i głośnymi świeżynkami na start. My jednak sięgamy głębiej do biblioteki HBO w poszukiwaniu tytułów, które mogą okazać się nawet bardziej ekscytujące niż powrót do Diuny w domowych warunkach.
Jedna z kluczowych produkcji dla nowej fali horroru rozgrywa się wedle zmodyfikowanej zasady hitchcockowskiej, niejednokrotnie sprawdzonej w kultowej stajni A24. Napięcie ma stylowo narastać aż do trzęsienia ziemi, którym najczęściej okazuje się pogański rytuał... W przededniu The Northman nadarza się najlepszy moment, żeby wrócić do wcześniejszego filmu Roberta Eggersa, który przed Lighthouse straszył w XVII-wiecznej Nowej Anglii.
Jeszcze do 20 marca można z kolei na HBO Max zobaczyć wybitny dokument Asifa Kapadii (Senna, Amy), poświęcony Diego Armando. Reżyser potrafi wygrzebać takie perełki, że na miejscu kolejnych bohaterów poważnie obawialibyśmy się o swoją przeszłość; on pewnie byłby w stanie wyszukać nawet rzeczy, o których zapomniał cały świat. To nic, że Maradona dorastał w ubogiej dzielnicy; że jego pierwsze piłkarskie kontrakty to głębokie lata siedemdziesiąte. W „Diego” i tak znajdziecie to wszystko na taśmie. Do tego znakomicie zmontowane – pisał Jacek Sobczyński. Wierzcie nam na słowo – jeżeli nie mieliście nigdy okazji zagościć na trybunach Stadio San Paolo w Neapolu, ten dokument pozwoli wam poczuć się, jakbyście byli na miejscu.
Zanim Yórgos Lánthimos trafił do Hollywood, stając się gościem od Lobstera – nakręcił u siebie za ćwierć miliona dolarów jedną z najbardziej porażających produkcji ever; psychologiczny film grozy a zarazem dystopiczną alegorię społeczną o rodzicach, którzy w całkowitej izolacji wychowują trójkę dzieci; wpajają im wykręcone znaczenia słów, straszą wymyślonym zagrożeniem ze świata zewnętrznego. Lánthimos po hip-hopowemu umieścił Grecję na mapie, rzucając jasny snop światła na jej młode kino autorskie. I zgarnął za to nagrodę w Cannes oraz nominację do Oscara.
Przebój ostatniego Ukraina! Festiwalu Filmowego i ukraiński kandydat do Oscara, nagrodzony wcześniej na Międzynarodowym Tygodniu Krytyki w Wenecji. „Złe drogi” to must-watch. Natalia Worożbyt osadziła cztery historie w – rozdartym od blisko ośmiu lat – Donbasie. Dyrektor szkoły podjeżdża bez dokumentów na punkt kontrolny. Nastolatka czeka pod wiatą przystankową na chłopaka, walczącego na froncie. Dziennikarka przetrzymywana jest w niewoli przez żołnierza-psychopatę; pokiereszowanego emocjonalnie chłopaka. Kobieta próbuje zadośćuczynić starszemu małżeństwu z prowincji, któremu przejechała kurę – pisałem na gorąco po U!FF. To film w stylu Wojciecha Smarzowskiego, ale Wojciech Smarzowski od dawna nie zrobił tak dobrego filmu.
Zakup praw do niezwykłego sci-fi Aleksa Garlanda, potem nowatorska kampania marketingowa z kontem na Tinderze założonym Alicii Vikander, a następnie artystyczny i komercyjny sukces Ex Machiny to były momenty na osi czasu A24, kiedy ta wytwórnia wypracowała sobie obecną pozycję w światowym kinie. Młody programista (Domhnall Gleeson) za wygraną w konkursie zostaje zaproszony do posiadłości prezesa technologicznej korporacji (Oscar Isaac). Kogoś w rodzaju Elona Muska. Okazuje się, że pracuje on tam nad androidem obdarzonym sztuczną inteligencją. Ex Machina to jedna z najlepszych fantastycznonaukowych produkcji wszech czasów według redakcji Esquire i... naszej. Jeśli chodzi o konfrontację z zagadnieniem istoty człowieczeństwa w ramach gatunku – ma więcej wspólnego z oryginalnym Blade Runnerem niż Blade Runner 2049.
Jacek Sobczyński określił Les Misérables mianem nowej Nienawiści i trudno chyba o lepszą rekomendację niż porównanie z francuskim klasykiem w reżyserii Matthieu Kassovitza. Ladja Ly również zapuszcza się na płonące przedmieścia Paryża. A tam sytuacja robi się jeszcze bardziej napięta po tym, jak czarnoskóry chłopiec zostaje oskarżony o kradzież lwiątka z cyrku. Sprawą zajmuje się lokalny wydział kryminalny, do którego dołączył właśnie nowy policjant.
Skoro arcydzieło Romana Polańskiego z Jackiem Nicholsonem i Faye Dunaway jest odmieniane przez wszystkie przypadki po premierze The Batman to chyba najwyższy czas wrócić do materiału źródłowego? Los Angeles lat trzydziestych, prywatny detektyw przyjmuje zlecenie od żony Wydziału Wodociągów i Energetyki i wikła się w miasto, które jest tak zepsute, że pozostaje jedynie zastosować się do rady partnera: Zapomnij o tym, Jake. To Chinatown. Wybitna rzecz, dziesięć na dziesięć.