Gdy przymusowo (i słusznie) spędzamy czas w domach, nadarza się znakomita okazja do tego, by sprawdzić, co tam słychać poza głównym nurtem muzycznych wydarzeń.
Pierwsza połowa kwietnia 2020 nie stoi pod znakiem nawału wydawniczego w polskim rapie. Ta chwilowa przerwa niestety dobrze koresponduje z być może najsmutniejszymi świętami wielkanocnymi, jakie dotąd mieliśmy.
Żeby jednak nie zapętlić się w zrezygnowaniu, postanowiliśmy naświetlić wam kilka newcomerskich ksywek z Polski, bo przecież odkrywanie muzyki to jedno z najprzyjemniejszych zajęć nie tylko teraz, ale i zawsze. Nie będziecie zawiedzeni.
