Pozwolę sobie zbiorczo napisać: nie będę dziś dostępna dla mediów. Dziękuję za zaproszenia, ale priorytetem jest ewakuacja naszych Afgańczyków - napisała wczoraj na Twitterze. Dzień wcześniej użytkownik Wykopu groził zgłoszeniem jej do cyberoddziału talibów, który miałby ją wytropić i zabić.
Grondecka uprawia dziennikarstwo zaangażowane, takie, za którym wielu tęskni, ale i takie, którego mało kto odważyłby się podjąć. Od dawna relacjonuje dla polskich mediów wydarzenia z Bliskiego Wschodu; na co dzień Polka mieszka w Kabulu. Mieście, na które aktualnie patrzy z przerażeniem cały świat. Nasi Afgańczycy to lokalsi, którzy współpracowali z polskim wojskiem i Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Teraz grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo z rąk przejmujących władzę w kraju talibów, a Jagoda Grondecka i Piotr Łukasiewicz (publicysta zajmujący się tematyką Bliskiego Wschodu) od wielu dni apelowali, by polski rząd wysłał do Afganistanu samolot, który posłuży do ewakuacji wymagających opieki Afgańczyków.
Dlaczego Afganistan, skąd pomysł, by w ogóle się tam znaleźć? - zapytano ją podczas online'owego spotkania przy okazji wręczenia nagrody Pióro Nadziei 2020, przyznawanej tym dziennikarzom i dziennikarkom, których działalność przyczynia się do pozytywnych zmian na rzecz praw człowieka; Jagoda Grondecka została zresztą laureatką tego prestiżowego wyróżnienia. O wyborze Afganistanu zadecydowały zainteresowania naukowe; kończyłam studia iranistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, a afganologia jest częścią iranistyki. Bardzo zainteresowałam się tym państwem. A później, kiedy szukałam jakiegoś kraju do pracy zawodowej, wiedziałam, że nie może to być miejsce, w którym nie będę mogła porozumieć się w lokalnym języku, dlatego wybór był naturalny. Poza tym miałam wrażenie, że media straciły zainteresowanie Afganistanem, często ludzie zdziwieni pytali się mnie, czy tam naprawdę jest jakaś wojna - mówiła. Dziś jej doniesienia są śledzone przez setki tysięcy Polaków, choć wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że lepiej, gdyby Grondecka nie znalazła się nagle na językach. Rzeczywistość, w jakiej przyszło jej aktualnie pracować, jest straszna.
Stale współpracuje i współpracowała między innymi z Krytyką Polityczną i Kulturą Liberalną. Dla tego pierwszego tytułu pisała choćby o tym, jak bardzo kryzys klimatyczny wpłynął na niedożywienie wśród milionów Afgańczyków, przestrzegając przy tym, że kraj może nawiedzić taka tragedia humanitarna, jakiej nikt sobie nie wyobraża. Opowiadała też o dramacie afgańskich kobiet, kreśliła polityczną rzeczywistość w Izraelu czy Iranie, pisała wreszcie o tym, jak... bojownicy ISIS radzą sobie z epidemią COVID-19. Jej teksty wielowymiarowo portretują codzienność w tej części świata, której większość z nas nigdy nie poznała i nie pozna. Dziennikarstwo Grondeckiej to dziennikarstwo wiarygodne, bo nie posiłkuje się zapośredniczeniem i nie powiela schematów. To dziennikarstwo uważne na drugiego człowieka, pełne niestępionej wrażliwości i szczerej chęci zrozumienia. To dziennikarstwo krytyczne: nie zadowala się powierzchownymi wnioskami. To wreszcie dziennikarstwo niewygodne: nie pozwala zapomnieć o tym, o czym wolelibyśmy nie pamiętać – o odpowiedzialności za piętno, z jakim mierzą się teraz zwykli mieszkańcy zdewastowanego kraju - czytamy w uzasadnieniu nagrody Pióra Nadziei.
Do niedawna znało ją wąskie grono zainteresowanych tematyką Bliskiego Wschodu. Teraz Jagoda Grondecka notuje po sto tysięcy nowych instagramowych followersów w kilka dni - tyle osób chce śledzić jej doniesienia z pogrążonego w chaosie Afganistanu. I trzyma kciuki, żeby dziennikarce udało się uratować zagrożonych Afgańczyków. Tu możecie śledzić ją na IG, tu na Twitterze, a tu wspomóc jej pracę za pośrednictwem serwisu Patronite. Nieśmiało zachęcamy do każdej z tych rzeczy.
