Jak feniks z popiołów. Sentino odsłania drillowe oblicze, ale wierci w tych samych miejscach (RECENZJA)

Zobacz również:Raper osobny, z fascynującą historią i nowatorskimi pomysłami. Ale nie tylko za to lubimy Sentino
Sentino
fot. okładka płyty "Fenix"

W momencie ukazania się Czarów Marów Sentino znajdował się w centrum oka cyklonu. Czujni obserwatorzy wyłapali internetową anomalię pogodową, którą zaklasyfikowano jednoznacznie: wyolbrzymiona gównoburza.

Chodziło oczywiście o spór ze Step Records oraz typową napinkę pomiędzy nabuzowanymi testosteronem raperami. Na szczęście w chwili wydania trzeciego - a drugiego polskojęzycznego - tegorocznego materiału Sentino ma już luźniejszą głowę. Topór wojenny z wytwórnią został zakopany, a plotkarski internet przestał huczeć od kolejnych afer. Muzyka Sebastiana Enrique Alvareza wróciła na serwisy streamingowe, a on odzyskał prawa do własnej twórczości. Nature is healing. I na co komu były te wszystkie wyzwiska, przeciąganie liny i nerwy w social mediach? Wreszcie można skupić się na aspekcie regularnie podkreślanym przez antyfanów subtelnego wplatania w popkulturę ideologii i społeczno-politycznego komentarza. Na muzyce.

Kiedy pod koniec kwietnia pisałem recenzję znakomitej płyty Czary Mary nie spodziewałem się backlashu, jaki nastąpi po publikacji. Artykuł wywołał spore emocje, nie wszystkim przypadł do gustu. I spoko, to nie zupa pomidorowa. Fanbase Sentino jest nadzwyczaj aktywny, a raper posiada wielu oddanych odbiorców, jak i zagorzałych przeciwników. Wydawnictwo długo nie schodziło z języków i udało mu się przebić przez wrogą artylerię wyposażoną w toksyczny hejt. Emocje opadły, środowisko rapowe wróciło do normy, a wszyscy zajęli się swoimi sprawami. Alvarez dość szybko zapowiedział, że w 2021 roku wyda jeszcze dwie płyty. Po niemieckojęzycznym Smile i wspomnianych Czarach Marach nadszedł Fenix, a w planach jest jeszcze King Sento.

Rozpieszcza słuchaczy Sentino, oj rozpieszcza. Z okazji 38. urodzin postanowił sprawić sobie prezent w postaci nowego longplaya. Fenix trwa niewiele ponad trzydzieści minut, czyli w zasadzie tyle, co jego poprzednik. Zasadnicza różnica polega na gatunkowych fundamentach. Kwietniowy materiał zdominowany był przez trap i niuskulowe brzmienia. Brakowało latynoskich melodii, do których wcześniej przyzwyczaił polsko-chilijski artysta. Dla tych, którzy spodziewali się bujających rytmów na Feniksie: niestety, ponownie ani widu, ani słychu. W zamian Sentino postawił na nokturnowy, pełnokrwisty i przebojowy - miejscami wręcz popowy - drill. Efektem płyta, która zadowoli stałych zwolenników Alvareza i klasycznie rozsierdzi jego hejterów. Astrologowie ogłaszają tydzień Sentino - populacja internetowych pseudo-dyskusji zwiększa się. Czyli status quo utrzymany.

Album zaczyna się od retrospekcji i wyjaśnienia krzywych akcji. Wszystkie brudy wyszły na jaw/Wyliczano mnie na haju/Ten pajac obrażał na live'ach nawija w posępnym Architekcie Zbrodni. Sento notuje solidną wokalną formę i idealnie wpasowuje się w estetykę UK drillu. Zresztą, Fenix charakteryzuje się mroczniejszymi i groźniejszymi elementami przeplatającymi się z kompozycjami, do których wpuszczono więcej światła. Tekstowo standard: materialistyczna bragga, gangsterski storytelling, rozliczanie się z przeszłością i - niestety - klasyczna mizoginia.

W kwestii bitowej również bez zaskoczeń. Poza tym, że rdzeniem jest tu drill, to produkcje nie różnią się specjalnie od kierunku obranego na Czarach Marach. Miłośnicy Zabójstw Lirycznych czy brzmień zorientowanych na Amerykę Południową mogą poczuć się lekko zawiedzeni. Getmony, Johnny Goods czy DIONMADEIT dowożą melodyjne podkłady, często opierając je na wokalnych, zapętlonych samplach. Warto dodać, że obecny tu Yung Swisher współpracował m.in. z Pop Smoke’iem i AJ Traceyem, dla którego wykonał mocarny bit pod Kukoč. Najciekawsze są te romansujące z deszczową burialowością: Sauce i Givenchy. Zniekształcone wokalizy przywołują na myśl mistrza nastrojowego 2-stepu z wytwórni Hyperdub. Pojawia się też charakterystyczna, groteskowa liryka: hajs się zgadza, bo kocham kanapki/Mogę być bez baby, ale nie bez sałatki.

Nie od dziś wiadomo, że reprezentatywnym atutem Sentino są chwytliwe refreny. I tu również ich nie brakuje. Przebojowością porywają siostrzane numery względem podejmowanej tematyki: 6AM i Halo Policja, Atutem tego pierwszego jest też dziwaczna konstrukcja liryczna: Tak nie chcę żyć/Z żadnym Judaszem przy boku/Nie mogę wytrzymać ich kłamstw/I to chyba proste, wjeżdżają o szóstej. Poza Sentino, taką językową ekwilibrystykę i meta-groteskę wytrzymaliby chyba jedynie Młody G i Kaz Bałagane. W Halo Policja raper zamienia się w drillową wersję smutnego Future’a. Nie dość, że perfekcyjnie operuje auto-tune’em to ponownie kładzie topowe wersy: halo policja, chuj wam wszystkim w dupę/Z tytanu mój Richard/Ty wpierdalasz zupkę. Jak go za to nie lubić?

Z kolei Oko czy 9.2 Moc z totalnie wystrzelonym tekstem to udany cosplay Pop Smoke’a. Niskie pomruki, buczący wokal i agresywna przewózka. W takich momentach Fenix przedstawia się słuchaczom jako kokainowy, high-energy drill. Lustro to z kolei autokrytyczny egotrip w ponurym wydaniu. Jedyny wróg, którego mam/Patrząc w lustro, to ja sam/Sam spierdalam sobie vibe/Sam se stwarzam cały raj. Trzeba dodać, że to niewiele ponad 30 minut muzyki, a płyta mogłaby spokojnie obejść się bez Rey De Los Cielos czy tytułowego tracku. Zdecydowanie najsłabszych elementów feniksowej układanki. Minusem ponownie jest niedopracowany mastering/mix, co stanowiło też mankament Czarów Marów. Jednak przy takiej obfitości znakomitych utworów wydanych w 2021 roku można przymknąć oko i na przyszłość zasugerować inwestycję w ten obszar postprodukcji.

Sentino

Sentino

Fenix nie jest wydawnictwem pozbawionym mielizn. Nie jest też tak słabe, jak niektórzy głoszą. Najnowszy longplay wcale nie odstaje jakością od Zabójstw Lirycznych, a z Czarami Marami całkiem mu po drodze. Ot, kolejny dzień w biurze i kolejny solidny album, który i tak wybija się ponad polską przeciętną. A jako fan memiarstwa, słowotwórstwa, nieoczywistych zabiegów lirycznych i sztuki balansującej na granicy groteski i - często nieświadomej - autoironii po prostu kupuję tę odsłonę Alvareza. Fenix to obok W stronę światła Miszela najciekawszy polski drill AD 2021. Kropka. Się nie żegnamy i wracamy do tematu przy okazji lipcowego letniaka King Sento. Zapowiada się kulminacja formy.

Podziel się lub zapisz
Redaktor naczelny newonce.net. Prowadzi autorską audycję kolekcje w newonce.radio i współprowadzi dwie inne: Daj Wariata i Strzałką chodzisz, spacją skaczesz. Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne - czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.