Jak rozmawiać z rodzicami czy dziadkami o kryzysie klimatycznym, jeśli oni traktują go jak sci-fi?

Zobacz również:Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, Duda… Jak wyglądały wybory prezydenckie od 1990 roku?
Factory at sunset in Cleveland, Ohio
fot. Joe Sohm/Visions of America/Universal Images Group via Getty Images

Według raportu Instytutu Spraw Publicznych ponad połowa dorosłych Polaków interesuje się tematami dotyczącymi zmian klimatu, ale już tylko 15% z nas uważa, że jest to jedna z trzech najważniejszych spraw dla Polski. To mniejszy odsetek niż ci, którzy uważają, że kryzys klimatyczny nie istnieje (20% respondentów).

Jak w takim razie wytłumaczyć zanik instytucji mroźnej zimy lub tropikalne ukropy, powtarzające się u nas lato w lato? Tylko dziś (21 lipca) temperatura we Wrocławiu wynosi 38 stopni Celsjusza. Jak jest lato, to musi być ciepło, kiedyś też było – odpowiedzą pewnie klimatyczni denialiści. Bo generalnie większe zaangażowanie w nagłaśnianie problemu czyhającej za rogiem katastrofy ekologicznej to domena młodzieży; eko aktywiści to przede wszystkim dwudziestokilkulatkowie. I choć ich wpływ na rówieśników jest wyczuwalny, to nieco gorzej wygląda to w przypadku starszych pokoleń.

Odbyłam z rodziną mnóstwo rozmów o rozwiązaniach systemowych w sprawie klimatu. Te rozmowy pokazały mi, że pokolenie naszych rodziców ma przeświadczenie o tym, że kryzys jest, ale my i tak za dużo nie możemy z tym zrobić. Że to polityka, a ona jest ponad nami. To występuje nawet w pokoleniu moich dziadków. Oni mają w sobie takie pojęcie, że nie są w stanie wpłynąć na politykę. Ale jak im mówiłam, że każdy ma pole do działania i każdy jest podmiotem politycznym, to dla nich było niezrozumiałe. Stąd często te nasze rozmowy były sprowadzane do tego, czy my możemy kupować słomki do domu. Często na przyjęciach rodzinnych pojawiały się sugestie, że przy Dominice nie można jeść mięsa ani używać plastiku. Myślę, że już teraz jesteśmy na takim etapie, gdy oni rozumieją i punktują – na przykład w trakcie oglądania wiadomości – newsy typu: politycy podpisują nowe kontrakty gazowe. Ta zmiana się powoli dzieje – opowiada Dominika Lasota, aktywistka związana z ruchem Fridays For Future.

Regularnie piszący o zmianach klimatycznych magazyn Vice przywołał w jednym ze swoich tekstów słowa Roberta Gifforda, profesora psychologii uniwersytetu Victoria. Zdaniem profesora, cokolwiek osobliwe podejście wielu ludzi do zmian klimatycznych (na zasadzie: faktycznie, jest cieplej, ale co my mamy z tym zrobić?) wynika z tego, że o ile doskonale rozumiemy powagę sytuacji nagłej, która jest namacalna, dzieje się obok nas (jak choćby efekt ataku Rosji na Ukrainę), to o wiele trudniej jest nam w pełni ogarnąć zagrożenia, mogące wydarzyć się w bliżej niezidentyfikowanej przyszłości. Dlatego nasi rodzice chętnie pomagali finansowo uciekinierom i uciekinierkom z Ukrainy, ale już mniej chętnie rezygnują z picia wody w plastiku na rzecz szkła. Z drugiej strony – można wiercić dziurę w brzuchu i zaczynać od namawiania do drobiazgów. Na przykład sprezentować drugiej osobie ładną, materiałową torbę na zakupy w miejsce foliówek. Przekonać do stopniowej redukcji spożywania mięsa, zamiast codziennie – dwa razy w tygodniu. O to drugie może być łatwiej zwłaszcza w obliczu recesji.

Jak rozmawiam z różnymi osobami i tłumaczę im, co zrobić, żeby zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie półtora stopnia, to staram się wskazywać odbiorcy skutki, które dotykają go bezpośrednio. Historia o globalnym Południu jakoś na nas nie działa. Historia o wyzyskiwaniu przyrody też nie, zresztą widzimy to teraz, kiedy przez Puszczę Białowieską przechodzi ogromny mur. Ale to nie jest temat z nagłówków, który motywuje ludzi do działania. Za to w sytuacji, w której dostrzegamy te skutki przez upały - i to cała Europa, to nie są jakieś pożary w jednym kraju – to ja bardzo dużo mówię właśnie o tym. Staram się też wskazywać na to, że ta zmiana jest. Jak Niemcy wracają do węgla, a nasze Ministerstwo Klimatu i Środowiska zupełnie nie radzi sobie z nadchodzącym kryzysem energii, to warto pokazywać, że to, ile płacimy w sklepie i na stacji, jest powiązane z tym, że mamy kryzys klimatyczny. A przez niego – kryzys energetyczny. Ten przykład udało się pokazać podczas wojny, na początku. Jak spojrzymy na rosyjską gospodarkę, gdzie 40% to wpływy z gazu, węgla i ropy, mieliśmy do czynienia z sankcjami, gdzie te pozostałe 60% trochę się skurczyło, wówczas pokazujemy – to, że macie teraz upały, że słyszymy absurdalne rady o zbieraniu chrustu na zimę, ma to samo źródło jak wojna w Ukrainie. To paliwa kopalne. I to, że je wykorzystujemy, choć naukowcy mówią nam, by tego nie robić – wskazuje Wiktoria Jędroszkowiak, aktywistka ekologiczna prowadząca w newonce.radio program Klimat.

Ważnym orężem w walce z postępującym kryzysem jest polityka. Ta sama, w konfrontacji z którą – zdaniem wielu osób – stoimy na z góry straconej pozycji.

No więc nie do końca, skoro od tego, kto zasiada w sejmowych ławach, decydujemy my. I nasi rodzice albo dziadkowie. Nie chodzi tu o agitki polityczne, zwłaszcza że ideologiczne kłótnie przy rodzinnym, niedzielnym rosole to polski instant classic, ale o delikatne uświadomienie, że warto spojrzeć na tych kandydatów, którzy interesują się katastrofą klimatyczną i chcą jej zapobiec. Ważne, żeby pokazać, że oni – to znaczy głosujący – faktycznie mogą coś zrobić. W tym przypadku – postawić krzyżyk albo haczyk przy konkretnym nazwisku.

W rozmowie ze starszymi osobami trzeba podkreślać, że one nie mogą zrzucać na nas odpowiedzialności, na zasadzie: jesteście młodzi, wam się jeszcze chce. To nie jest tak, że tym kryzysem mają się przejmować tylko młodsze osoby. Zależność od paliw kopalnych powoduje kryzys energetyczny, a on dotyka teraz wszystkich. Powoduje wojnę, którą jesteśmy przerażeni. A więc przede wszystkim muszą zrozumieć, że walka o politykę klimatyczną to jest też ich rzecz. I że mają wpływ na to, co się dzieje w tym kraju. Przyszłoroczne wybory parlamentarne muszą być też o kryzysie klimatycznym. I w tym przypadku nasi rodzice i dziadkowie będą mieli ważną rolę do odegrania. Ja mam 20 lat, mogę głosować, ale mam też masę młodszych znajomych aktywistów, którzy jeszcze nie mają praw do głosowania, bo nie są pełnoletni. Tutaj nasi rodzice i dziadkowie mają olbrzymią władzę. Mogą wybrać polityków, którzy będą podejmować bardziej adekwatne kroki wobec kryzysu klimatycznego – radzi Lasota.

Australians Rally For Climate Action As Part Of Global Climate Strike
Australia, marsz uczniów szkół, protestujących przeciwko nieekologicznej polityce, fot. Mark Evans/Getty Images

Kiedy w 2020 roku Jaś Kapela postulował na łamach Krytyki Politycznej o zakaz jeżdżenia samochodami, w których nie ma przynajmniej dwóch osób, całkowite odrzucenie mięsa i podróżowanie wyłącznie pociągiem i rowerem, spora część komentujących zawyła, bo odebrała to jako zamach na wolność, nawet pomimo tego, że Kapela już na początku tekstu ostrzegał, że jego pomysły mogą być radykalne, ale ze względu na to, gdzie znajdujemy się z kryzysem klimatycznym, trzeba działać szybko i ostro. Być może odbiorcy nie odczytali propozycji alternatyw? A te muszą być mocne, bo jeśli chcemy komuś coś zabrać – nawet w ważnym celu – trzeba przedstawić mu opcję numer dwa. I dokładnie to warto poruszać, rozmawiając ze starszym pokoleniem o zmianie codziennych przyzwyczajeń.

Zwiększenie globalnej temperatury w Polsce nie oznacza, że będzie troszkę cieplej. To, że będzie cieplej, doprowadzi do wyginięcia masy gatunków, zabicia tylu ekosystemów, że świat, w którym żyjemy, będzie zupełnie inny. To brzmi jak science fiction, dlatego jeszcze nie umiemy tego przekazać. Dla mnie najważniejsze jest pokazywanie alternatywy i głęboko szukać źródeł. Nie wystarczy odejść od węgla i zredukować emisję gazów cieplarnianych. Kryzys jest wynikiem szkodliwych mechanizmów. Za dużo pracujemy, biznes rośnie bez ograniczeń, chcemy wykorzystywać skończone zasoby. Mamy takie hasło w ruchu Fridays For Future – another world is possible. To jest potrzebne, żeby dać ludziom nadzieję – podkreśla Jędroszkowiak.

I jest to dobry punkt wyjścia do rozmowy z rodzicami i dziadkami o ekologii. Jakby nasze czasy były mało absurdalne, to sam fakt, że młode pokolenie uczy dbania o środowisko te starsze, pokazuje, jak bardzo rzeczywistość stoi dziś na głowie. Ale liczy się cel, a ten jest oczywisty.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.
Komentarze 0