Jak wrócić do oktagonu po długiej przerwie? Joanna Jędrzejczyk i przykłady na oba rozwiązania tego problemu

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
UFC 248 Adesanya v Romero: Weigh-Ins
Fot. Chris Unger/Zuffa LLC via Getty Images

Długo spekulowało się na temat tego, czy Joanna Jędrzejczyk wróci jeszcze do UFC. Ona sama twierdziła, że jak najbardziej, ale dla odpowiedniej walki (w domyśle – mistrzowskiej), co sprawiało, że pojawiały się też głosy sceptyczne. W końcu Dana White nie miał w interesie dawać możliwości pojedynku mistrzowskiego komuś, kto od dawna nie walczy i przegrał większość ostatnich starć.

Ostatecznie wypracowano kompromis, czyli rewanż z Weili Zhang. Nie jest to walka o pas, ale to druga odsłona jednej z najlepszych w historii MMA walk kobiecych oraz ewentualny eliminator do kolejnej szansy mistrzowskiej. Czy „JJ” będzie w stanie jeszcze wrócić na szczyt? Sprawdzamy jak takie powroty wyglądały u innych powracających mistrzów.

Kompromis zdaje się być idealny – Jędrzejczyk otrzyma walkę bardzo dużego kalibru (Zhang to wciąż numer jeden rankingu kategorii słomkowej), która ostatecznie może ją doprowadzić do trzeciego pojedynku o mistrzostwo z Rose Namajunas. Dana White i UFC dostają pojedynek, który obejrzeć chce każdy fan MMA, nie zwracając uwagi na to, że Polka przegrała cztery z sześciu ostatnich pojedynków, a Chinka ostatnie dwa. Powód jest prosty – ich pierwsza walka była tak znakomita, że cokolwiek by się nie działo, to rewanż trzeba będzie zobaczyć.

Zresztą te porażki (łącznie obie panie mają ich sześć) brzmią źle, dopóki nie zobaczymy z kim były. Wszystkie (!) miały miejsce w walkach mistrzowskich, a za cztery z nich odpowiedzialna jest Rose Namajunas – dwie pozostałe to starcia Jędrzejczyk z dominatorką wyższej kategorii Walentiną Szewczenko i… pierwsza walka z Zhang. Znakiem zapytania w przypadku Polki nie jest więc to, czy potrafi jeszcze wygrywać (w pierwszym starciu z Chinką była bardzo blisko), a bardziej to, jak spisze się po ponaddwuletniej przerwie. To najdłuższy rozbrat z oktagonem w jej karierze. W tym czasie Zhang walczyła dwa razy i jest w ciągłym rytmie treningowym.

Polka wciąż jest w stanie być w czołówce swojej kategorii wagowej, szczególnie że w wagach kobiecych różnica między topowymi zawodniczkami a resztą zdaje się być większa niż wśród panów. Rzecz w tym, że sama zainteresowana chce ponownie być mistrzynią, a to już takie łatwe nie będzie. Z jednej strony taki powrót po dłuższym czasie zdaje się nie dawać na to większych szans, z drugiej – nigdy nie lekceważ serca mistrza. A historia UFC zna przypadki potwierdzające obie te wersje.

1
Georges St-Pierre

Zaczynamy od absolutnej legendy. St-Pierre przez wielu uważany jest za jednego z najlepszych fighterów w historii MMA. Przez prawie pięć lat był mistrzem wagi półśredniej, by w 2013 roku odejść „na trochę” z pasem w rękach. Już wtedy wielu uważało, że to przedwczesna (pod względem czysto sportowym) decyzja, bo Kanadyjczyk miał zaledwie 32 lata. Eksperci zresztą nawet teraz uważają, że spokojnie mógłby walczyć do dnia dzisiejszego (dla porównania – jest zaledwie dwa lata starszy od wciąż rywalizującego na najwyższym poziomie Jana Błachowicza), jednak wiele aspektów sprawiło, że od tamtego momentu wrócił do oktagonu zaledwie raz – w 2017 roku, w wyższej kategorii średniej, w walce mistrzowskiej przeciwko Michaelowi Bispingowi.

Wygrał w fantastycznym stylu i został czwartym w historii federacji czempionem dwóch kategorii wagowych. Od tego momentu mówiło się wiele, chociażby o jego ewentualnym pojedynku z Chabibem Nurmagomiedowem czy konflikcie z UFC w kwestii kolejnych starć, jednak ostatecznie było to „one and done”. St-Pierre oficjalnie zakończył karierę w 2019 roku, ale jego jednorazowy powrót po czterech latach był jednym z najbardziej efektownych w historii.

2
Anderson Silva

Tu mamy z kolei przykład z drugiej strony. Silva to brazylijska legenda MMA i UFC. Od 2006 roku, kiedy zdobył pas mistrzowski wagi średniej, do 2013, kiedy musiał oddać go Chrisowi Weidmanowi, był absolutnym dominatorem, z którym nie mógł poradzić sobie nikt, niezależnie od tego, czy walczono w wadze średniej, półciężkiej czy umownej.

Jednak od momentu straty pasa Silva stał się całkowicie innym zawodnikiem. Przegrywał kolejne walki, kilkukrotnie przewidywano mu koniec kariery, a on wracał, mimo że było to w pewnym sensie rozmienianie się na drobne. Od momentu pierwszego starcia z Weidmanem jego bilans to 1-7 z jedną walką nierozstrzygniętą. Nie przegrywał z byle kim – dwukrotnie Weidman, Bisping, Daniel Cormier, Israel Adesanya czy Jared Cannonier to nie są pierwsze lepsze nazwiska, ale mimo to nie wyglądało to zbyt dobrze. Po jedynym w tym czasie zwycięstwie z Derekiem Brunsonem mówiło się o zakończeniu kariery, szczególnie że rezultat idealnie do tego pasował. Mimo to po dwóch latach Silva powrócił na pojedynek z Adesanyą, a na koniec 2020 roku zawalczył po raz ostatni, przegrywając z Uriahem Hallem. Tym razem chyba już nie wróci – przynajmniej nie do UFC, które rozwiązało z nim kontrakt.

3
Conor McGregor

Przerwa „Notoriousa” nie wyniknęła ani z kontuzji, ani z końca kariery w MMA, a z konfliktów z UFC i innych „spraw pobocznych”, jak np. starcie z Floydem Mayweatherem, ale jakby nie patrzeć przed starciem z Nurmagomiedowem miał mniej więcej podobną przerwę od mieszanych sztuk walki, jak Jędrzejczyk przed rewanżem z Zhang.

Conorowi nie wyszło to na dobre, choć wielu stwierdziłoby pewnie, że Chabib pokonałby go i po krótszym czasie oczekiwania. Od tego momentu Irlandczyk ma bilans 1-3, bo przegrał jeszcze dwukrotnie z Dustinem Poirierem, więc jest to jego najgorszy okres w karierze MMA (mimo że faktycznie walczy z kozakami). Kolejny na tej liście mistrz dwóch kategorii wagowych wciąż nie zbliżył się do powrotu na szczyt, choć gdybyście go spytali, to pewnie uważa, że na walkę o pas zasługuje w trybie natychmiastowym.

4
Brock Lesnar

Brock Lesnar to człowiek, za którym bardzo trudno nadążyć. Zaczynał jako znakomity amatorski zapaśnik na uczelni w Minnesocie, skąd trafił bezpośrednio do WWE. Zawodnik o jego rozmiarach i niszczycielskich zapędach wpisał się fantastycznie w świat profesjonalnego wrestlingu. Niemal z marszu został główną gwiazdą federacji, jednak po trzech latach poczuł niechęć do tego, co robi i chciał spróbować czegoś nowego.

Zaczął od… futbolu amerykańskiego. Podpisał kontrakt w NFL i zagrał nawet w kilku meczach przedsezonowych Minnesota Vikings, jednak ostatecznie nie dał rady przebić się na dłużej. Po futbolu przyszedł czas na MMA, chcąc niejako udowodnić, że wrestlerzy to nie tylko aktorzy, ale i prawdziwi fighterzy. Udało się, bo po pokonaniu Randy’ego Couture’a Brock został nowym mistrzem wagi ciężkiej.

Niecałe dwa lata później stracił pas, a po porażkach z Cainem Velasquezem i Alistairem Overeemem wrócił do WWE. Tam ponownie został gwiazdą, jednak nie przeszkodziło mu to myśleć o MMA, do którego wrócił w 2016 roku, po ponad czterech latach przerwy. Wygrał z Markiem Huntem, ale okazało się, że był pod wpływem niedozwolonych środków, co zmieniło wynik rywalizacji na „no contest”. Wyszło więc na to, że był to powrót widmo, a Lesnar nigdy więcej nie wszedł do oktagonu. Z tego powrotu Joanna Jędrzejczyk wniosków raczej nie wyciągnie.

5
Cain Velasquez

A skoro wspomnieliśmy o rywalizacji z Velasquezem… Cain był tym, który zdetronizował Brocka Lesnara, ale pas wagi ciężkiej nie jest jedynym, co panowie mają ze sobą wspólnego. Obaj są też wrestlerami (WWE wykorzystało ich rywalizację, podpisując Caina na krótki okres, w którym walczył m.in. z Lesnarem) i obaj wrócili do MMA jednorazowo, po dłuższych przerwach. W 2019 roku, po prawie trzech latach, Velasquez wszedł do oktagonu, by zmierzyć się z rosnącym w siłę Francisem Ngannou. Nie był to najlepszy pomysł, o czym Velasquez przekonał się po zaledwie 26 sekundach pojedynku.

Od momentu tego nokautu Amerykanin nie wrócił już do oktagonu i prawdopodobnie nie wróci, biorąc pod uwagę, że aktualnie będzie sądzony za próbę morderstwa. Świat MMA jednak o nim nie zapomniał i będzie go wspierał w całym procesie. Zanim jednak zapytacie „jak można wspierać próbę morderstwa?” to trzeba powiedzieć, że chodzi o mężczyznę oskarżonego o molestowanie seksualne dzieci w placówce, do której uczęszczały m.in. dzieci z rodziny Velasqueza. Aktów przemocy pochwalać nie należy, ale w tej sytuacji wsparcie od innych sportowców, także będących rodzicami, jakoś nas nie dziwi.

6
Ken Shamrock

Skoro już jesteśmy przy wrestlingu, to możemy przy nim zostać. Shamrock to kolejny przedstawiciel zarówno MMA, jak i profesjonalnych zapasów, jednak tu musimy cofnąć się do czasów, w których MMA dopiero raczkowało. Dość powiedzieć, że swoje mistrzostwo UFC Shamrock wygrał na gali… UFC 8. Tak, osiem.

Jednak w przypadku żadnego nazwiska wrestling i MMA nie przenikało się tak bardzo, jak w przypadku Shamrocka. Jego start w mieszanych sztukach walki to federacja Pancrase, która zrzeszała wrestlerów walczących w Japonii i w pewnym momencie pomyślała „a co jeśliby zrobić wrestling, ale naprawdę?”. W ten sposób otrzymaliśmy wrestlerów walczących w realnych walkach.

Dla części z nich był to dodatkowy trening (do dziś jednym z bardziej znanych japońskich wrestlerów jest Minoru Suzuki, który walczył i wygrał z Shamrockiem w Pancrase… w 1994 roku), dla innych, np. Amerykanina, był to start kariery w nowo powstałej dyscyplinie. Shamrock szybko trafił do UFC, w którym – jak wspomnieliśmy – został jednym z pierwszych mistrzów, jednak potem wrócił do wrestlingu w trakcie jego najgorętszego okresu w końcówce lat 90.

Po powrocie do MMA w 2000 roku Shamrock nie był już tak dominujący. Dyscyplina rozwijała się niezwykle szybko, więc cztery lata poza obiegiem odbiły się na zawodniku znacznie bardziej, niż dzieje się to współcześnie. Ostatecznie, od momentu powrotu, bilans Shamrocka to 5-12 (ogólny to 28-17-2), ostatnią walkę stoczył w 2016 roku, a finałowa część kariery to odgrzewane nostalgiczne kotlety z lat 90.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Współtwórca audycji NFL PO GODZINACH.
Komentarze 0