Niespodzianka w Abu Zabi. I to niezwykle przyjemna! Jan Błachowicz pokonał Dominicka Reyesa przez TKO w drugiej rundzie na gali UFC 253 i został mistrzem wagi półciężkiej najlepszej federacji MMA na świecie. To pierwszy w historii polski mistrz w męskiej kategorii wagowej i prawdopodobnie największy sukces w historii polskich mieszanych sztuk walki.
W zapowiedzi tej walki pisaliśmy, że to nie Polak będzie faworytem. To nie on nieoficjalnie „pokonał” Jona Jonesa, nie on miał sobie przywłaszczyć kategorię półciężką na najbliższy czas. To miała być oficjalna koronacja Reyesa na nowego króla tej wagi. Nic z tego nie było widoczne, kiedy obaj zawodnicy weszli do oktagonu.
Błachowicz był znakomicie przygotowany taktycznie. Reyes próbował go wybadać w pierwszej rundzie, jednak jedyne, co mu to dało, to kilka mocnych ciosów na głowę i ogromny, bordowy wręcz ślad od kopnięć Polaka pod prawym łokciem. Amerykańscy eksperci zgodnie pisali w mediach społecznościowych, że była to perfekcyjna runda w wykonaniu naszego zawodnika. Na nic nie pozwolił przeciwnikowi, a sam sprawił, że Reyes zwolnił i wyraźnie odczuł pierwsze pięć minut pojedynku.
To zmusiło Amerykanina do aktywniejszej postawy w drugiej rundzie. Kilka jego ciosów w bliższym kontakcie doszło do głowy Błachowicza, jednak to nie te uderzenia okazały się kluczowe dla losów całego pojedynku. Najważniejszy był prawy prosty, który prawdopodobnie złamał nos Reyesa, a kilka chwil później lewy sierpowy, po którym faworyt „zatańczył” i upadł na ziemię. W tym momencie była to już tylko kwestia chwili – Polak doskoczył i zakończył walkę na niecałe pół minuty przed końcem drugiej rundy.
Niespodzianką jest sam fakt zwycięstwa Błachowicza, jednak jego styl to już prawdziwa sensacja. Faworyzowany Reyes nie był w stanie zrobić nic przeciwko perfekcyjnie przygotowanemu taktycznie i fizycznie Polakowi, który krok po kroku zabierał mu po kawałku zdrowia, by wykończyć robotę dużo szybciej niż byśmy się tego spodziewali. Przypomniało to nieco zdobycie mistrzostwa UFC przez Joannę Jędrzejczyk. W jej walce z Carlą Esparzą też nie dało się stwierdzić, kto w teorii jest faworytem pojedynku, kiedy „underdog” zdominował całą walkę.
No ale przecież nie będziemy na takie miłe zaskoczenie narzekać, prawda? Janek na pewno też nie. Chociaż sam po wszystkim na zaskoczonego nie wyglądał. W wywiadzie najpierw dla UFC, a potem dla Polsatu Sport stwierdził, że po prostu wykonał swoją robotę i choć „będziemy imprezować przez miesiąc” to nie zapomina o tym, co dalej. A dalej wciąż ma na myśli Jona Jonesa, który oficjalnie przeszedł do wagi ciężkiej. Błachowicz wyzwał go do walki już chwilę po swoim zwycięstwie i cóż, nie powiemy, że nie chcielibyśmy tego zobaczyć.
Dziś jednak świętujemy. Nie tylko mistrzostwo, nie tylko być może największy pojedynczy sukces w historii polskiego MMA, ale też zakończenie fantastycznej historii sportowca, który w pewnym momencie był skreślony przez wszystkich. Który miał być na przegranej pozycji w wielu swoich starciach i któremu niewielu dawało szanse na pokonanie Reyesa.
Tymczasem „Cieszyński Książę” został królem. Królem wagi półciężkiej w UFC. A „Legendarna Polska Siła” podbiła cały sportowy świat. Po wygranej Błachowicza dał o niej znać nawet oficjalny profil federacji.
My jednak wiedzieliśmy o niej już dawno temu.
