Janusz Walczuk: wyjście z bloków Eisa, zachodnie podejście Mr. Polski (WYWIAD – cz. 1)

Zobacz również:Janusz Walczuk wydaje debiutancki album - jest pierwszy singiel, premiera już niedługo!
Janusz Walczuk.jpg
fot. Piotr Rybiński

Janusz Walczuk to twój nowy idol, ale też coach, ambasador Żoliborza, koneser hip-hopowej techniki. I prawdopodobnie jedyny człowiek zasłuchany w Drill Prawda Kumple Kaczego, który ekscytuje się rozmachem projektu Friza. To pierwsza część rozmowy. Kolejna w przyszły weekend.

Wiele lat temu zrobił się kocioł, gdy Kendrick obwołał się królem Nowego Jorku w numerze Big Seana. On był jednak wtedy po Good Kid, M.A.A.D City, a tymczasem u ciebie już w debiucie powtarza się statement o umieszczeniu Żoliborza na mapie. Pół żartem, pół serio – Solar nie miał pretensji o te wersy?

Zachodzi tu analogia do współpracy Dr. Dre i Kendricka. Czuję się ambasadorem Żolki, gdzie mieszkam przez większą część życia. To świetna dzielnica o bardzo charakterystycznym klimacie. Bywa kojarzona ze starą inteligencją, ale nie do końca tak jest. Dostrzeżesz tam przekrój całego społeczeństwa. Bananowcy sąsiadują z rodzinami, w których patologia jest na porządku dziennym; nie brakuje klasy średniej, żyjącej tam z dziada pradziada w mieszkaniach wartych obecnie powyżej miliona. Chciałem przedstawić tę oazę spokoju z perspektywy takich miejsc jak Potok, gdzie wśród trzynastopiętrowych bloków panuje klimat miejskiej dżungli. Moi najbliżsi znajomi są ziomkami z osiedla. Wydaje mi się, że przypominam w tym Eisa, który rozkminił, jak wyrwać się z tych bloków. Mentalność siedzenia na ławce jest problemem mojego pokolenia. Niektórzy uważają piwko w Sadach Żoliborskich za najlepszą formę rozrywki na piątkowy wieczór. To bywa fajne, dopóki nie zostaniesz na tej ławce. Nawinąłem w Szarym Blokku o tym, że wampiry straszą, kiedy wracam nocą i tak to wygląda w okolicach Marii Kazimiery.

Ale też patriotyzm lokalny jest mi bardzo bliski. Spędzam w tej dzielnicy mnóstwo czasu, chodzę na targi śniadaniowe, do pobliskich restauracji. Bywa, że panuje tam wręcz śródziemnomorska atmosfera. Poczułem ją choćby dziś na śniadaniu z Beteo. Dlatego chciałbym, żeby przez całą karierę udało mi się nakreślić piękno tego rejonu.

Janusz Walczuk to twój nowy idol, ale też chłopak z sąsiedztwa, co jest dosyć typowe dla naszej kultury popularnej. Skąd się to bierze, że tak wielu jest tu raperów-kumpli typu Mata albo Jan-Rapowanie, a brakuje niedostępnych demiurgów, ekscentrycznych geniuszy, wariatów?

Taką gwiazdą był kiedyś Michał Wiśniewski. W pewnym stopniu schedę przejmują po nim teraz Quebonafide albo Żabson ze swoimi szalonymi stylówkami. Jeśli chodzi o wspomniane przez ciebie zjawisko, może potrzebny jest czas? Zobacz – Żabę hejtowano kiedyś za różową bluzę na okładce.

Długo rozkminialiśmy, jak powinna wyglądać okładka. Początkowo chcieliśmy pójść w stronę piłkarską; odwzorować jedno z kultowych zdjęć i przedstawić mnie jako kolesia pozbawionego wad jak Cristiano Ronaldo. Stanęło na pokazaniu w kontrze zupełnie codziennej sytuacji. Wstaję rano, mam nastroszone włosy, wkładam szlafrok, szybka kawa albo kakao. Widzisz błąd w Matriksie; postać idola w krzywym zwierciadle dla ludzi, którzy początkowo nie zostali wystarczająco docenieni. I może nawet dobrze się stało.

Janusz Walczuk 2.jpg
fot. Piotr Rybiński

Jesteś młodym gościem, ale jednak na przełom czekałeś dłuższą chwilę.

Najgorszy był okres po maturze, kiedy zacząłem pracować jako menedżer w studiu NOBOCOTO. Robiłem swoje rzeczy, ale wszyscy patrzyli na to z przymrużeniem oka. To jest Yah00, on już tyle pracuje na sukces, a ciągle nie ma momentu blow-upu. Wywołało to we mnie niesamowity głód. To były bodźce, które zmotywowały mnie, żeby na spokojnie, samemu zrealizować płytę. Bardzo pomógł mi także Hotel Maffija, gdzie jechałem jako realizator, a wielu słuchaczy uznało mnie za czarnego konia całego przedsięwzięcia. Początkowe niedocenienie zamieniłem w upgrade poczucia własnej wartości. Jeszcze nie jesteście gotowi na to, co mam do zaproponowania. Ostatnio w ogóle dużo się u mnie zmieniło. Odrzuciłem pesymistyczne myśli.

Takie myśli nie nachodziły cię w związku z ryzykiem, jakie niosła za sobą współpraca z Ekipą?

To jest jak z TikTokiem. Możesz się obrażać na coś, czego nie rozumiesz albo wykorzystać daną platformę do zrobienia własnego contentu. Popularność jest organiczna. Weźmy hity, o których ktoś potem mówi: ale gówno. To żadne gówno. Przebój może mieć słaby tekst albo prostą melodię, ale chwytliwość stanowi ogromną wartość. Takie Despacito ma świetnie napisany topline. Gość zrobił coś, co zostało podchwycone przez cały świat. W taki sposób patrzę na Ekipę. Możesz ich nie rozumieć, możesz znajdować się poza grupą docelową, ale zobacz, jak oni działają. Wymyślają coś i już dwa dni później to się dzieje. Skrócili dystans między koncepcją a realizacją do minimum. Nie zawsze jest to fabryka wybitnych pomysłów, ale sposób działania imponuje.

Ekipę rozpatrywałbym więc w kategoriach świetnie zrealizowanego projektu komercyjnego. A sztuką jest dla mnie - na przykład - najnowszy album Rau Performance. Wierzę, że dobra sztuka zawsze zostanie doceniona. Choćby przez kilka fajnych osób. Sam jestem fanem rymowania i hip-hopu jako takiego. Myślę, że w przypadku takich artystów jak Quebonafide, Żabson czy Mata najwyżej jeden procent słuchaczy rozkmini, jak świetnie napisane są rymy w ich tekstach. Zresztą – u mnie również jednym z mocniejszych punktów jest akcentowanie oraz rytmika. Przy drillowych fragmentach akcent zawsze zostaje położony tam, gdzie pada stopa. Przy video reaction na Nobocotel widać, jak reagują na to goście z zagranicy. Nie znają języka polskiego, ale słyszą, co tam się dzieje. Hip-hop polega teraz głównie na wizerunku, ale to także rzemiosło, opanowane do perfekcji przez wielu raperów u nas. Trzeba o tym mówić.

Janusz Walczuk 3.jpg
fot. Piotr Rybiński

Kto w takim razie jest najbardziej niedocenionym raperem w Polsce pod względem umiejętności technicznych?

Myślę, że Beteo. A spoza ekipy? Borixon. To koleś, który jest tutaj od zawsze i niezmiennie pisze ciekawie. Ma charakterystyczny dryg. Czuć chemię, bo jego rzeczy nie są robione na odpierdol. Co jeszcze ostatnio zwróciło moją uwagę? Drillowa płyta Kaczego. Tam jest takie akcentowanie, jakby on pochodził z Wysp. Długo tam przebywał i to słychać. Mało kto potrafiłby tak polecieć w Polsce. Pomimo tego, że on pewnie nie przekona do siebie młodzieży – ja kupuję w całości Drill Prawda Kumple. Wiesz, kto jeszcze do pewnego momentu pozostawał niedoceniony? Białas. Pamiętam, jak czytałem na Glamrapie recenzję Eklektyki Queby. Jego zwrotkę z Open Bar oceniono wtedy w kategoriach średniej krajowej. Tymczasem Beezy był najlepszym polskim raperem już w 2013 roku, kiedy chłopaki nagrywali Stage Diving w 2013 roku. Ale poznano się na jego talencie dopiero trzy lata później przy H8M4.

Kluczowe jest to, żeby coś zatrzymywało cię przy zwrotkach. Tak jest z Taco Hemingwayem, który wychował się poza Polską i ja słyszę u niego trochę inny akcent. Nowe rzeczy Żabsona są poukładane jak łamigłówka. Mr. Polska to świetny przykład na to, jak realizować tu zachodnie podejście. U niego występują polskie słowa, ale teksty brzmią, jak napisane w innym języku. Kolejny jest Malik Montana. Światowe standardy są obecnie wprowadzane na całego na naszej scenie.

Chciałbym jednak jeszcze na chwilę wrócić do Ekipy. Ostatnio mówiłem koleżance, że dzisiejszy świat jest jak pociąg, pędzący 700 kilometrów na godzinę. Albo wsiadasz, albo się przyglądasz i żalisz, że fajniej było w TLK. Ja zająłem miejsce w przedziale. I pewnie kiedyś je opuszczę, bo nie da się całe życie gonić za trendami. Czasem warto przystopować. Kojarzysz Garetha Bale’a? Niedawno publicznie zastanawiał się, czy po Euro nie zrobić przerwy od futbolu i postawić na golf. Spadła na niego fala krytyki, ale przecież on ma ponad trzydzieści lat. Podąża za głosem serca i to właśnie jest świetne. Gonienie hypetrainu to fajna sprawa, póki przychodzi naturalnie. Fałsz i naśladownictwo zawsze zostaną wyczute. Ja też nie wiem, czy zawsze będę robił muzykę.

Wcześniej wspomniałeś o TikToku, ale jest jeszcze Twitter. Panuje opinia, że to nie jest najlepsza przestrzeń dla kultury popularnej. Szczególnie u nas. Ale ty w błyskawicznym tempie zebrałeś tam 20 tysięcy followersów.

Mam konto od 2013 roku i przez wiele lat obserwowałem, jak to działa. Dziwiłem się, że w Polsce nie jest to mocniej rozpowszechnione wśród artystów.

Na Twitterze dzielę się przemyśleniami. Umieszczam tam wiele tekstów, które znajdą odbicie w kawałkach. Daję luźne myśli, które stanowią drafty, koncepty piosenek. One wszystkie zostaną kiedyś wykorzystane.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.