Kiedyś albumy z naklejkami, dziś sneakersy i tokeny NFT, czyli parę słów o kolekcjonerstwie

Chinas Sneakerheads Chase 6,600% Returns Flipping Air Jordans
fot. Qilai Shen/Bloomberg

Kędzior zbierał modele samolotów do sklejania, a Bartka Czarkowskiego fascynowały klocki Lego. Zresztą ten drugi jara się nimi do dziś. W Bolesnych Porankach na antenie newonce.radio cofnęliśmy się w czasie i pogadaliśmy o tym, co kolekcjonowało się za małolata.

Panowie chętnie dzielili się swoimi pasjami (było też o plakatach z „Bravo” czy serii książek wojennych z tygrysem) – takie były czasy, że za punkt honoru stawiano sobie piramidę z pustych puszek po napojach, dumnie prezentującą się na meblościance. Ale wróćmy z przeszłości. Co zbiera się dziś?

Odpowiedź jest prosta: wszystko! Oryginalne ubrania z drugiej ręki, rzeczy z historią, ale także kicksy czy płyty muzyczne i książki. Motywacje są różne, a zajawka często pojawia się niespodziewanie. 20 lat temu ktoś, kto słuchał rapu, nie mógł zbierać płyt z muzyką gitarową. Bo... słuchał rapu. Dominowało zamykanie się w gatunkowych banieczkach i trzeba było wielu lat, żeby je przebić. Dzisiaj podchodzi się do kolekcjonerstwa nieco inaczej. Nie chodzi o chwalenie się kosztami swojego zbioru, bo nachalny konsumpcjonizm nie jest dzisiaj w cenie. Tu bardziej chodzi o podkreślenie własnej indywidualności przy jednoczesnej chęci przynależenia do konkretnej grupy. Nawet grupy kolekcjonującej coś nietypowego, na przykład figurki do gier RPG.

Szalony Kapelushnik

Według badań McKinsey & Company aż 72% przedstawicieli Generacji Z deklaruje, że chciałoby kierować własnym biznesem. Tym chętniej, jeśli ten biznes może łączyć się z pasją. Albo pasją i zbieractwem. Coś o tym wie 22-letni dziś Benjamin Kapelushnik, którego w sneakergrze można kojarzyć pod nickami Benjamin Kickz i Sneaker Don. Kiedy Ben miał 12 lat, mama kupiła mu pierwszą parę Nike’ów; w jego kolekcji znalazły się superpopularne wówczas Nike Air Foamposite One Galaxy. Jeszcze nie wiedziała, że podpaliła lont pod biznesem, który za parę lat warty będzie miliony. Ben wkręcił się w świat sneakersów: czytał magazyny, dowiadywał się o konkretnych modelach, poznawał innych kolekcjonerów. W buty zainwestował swoje pieniądze, które dostał z okazji bar micwy, a część z nich wydał na superzadki model Nike LeBron x MVP. Parę kupił okazyjnie, pewnie od nieświadomego sprzedawcy, za 400 dolarów, po czym jeszcze tego samego dnia sprzedał je z 10-krotną przebitką. I zaczął inwestować w buty hurtowo. Jako 16-latek obracał już milionowym budżetem, a artykuły o nim pisały m.in. Complex i Highsnobiety. Zapomnielibyśmy dodać – Ben zatrudniał wówczas do pracy cztery osoby. Cały czas mówimy o 16-latku, który dziś ma 22 lata, ponad milion obserwatorów na IG i jest jednym z najbardziej znanych kolekcjonerów – resellerów świata.

Jak z obrazka

Pasja przeradzająca się w biznes to także coś, na czym bracia Griffin i Duncan Foster zarabiają bardzo poważne pieniądze. Dwudziestokilkuletni nowojorczycy rozkręcili sieciową galerię NFT Nifty Gateway, sprzedając prace młodych artystów. A w tej branży poprzeczka pokoleniowa nie tyle obniża się, ile leży przy ziemi, skoro nie tak dawno temu głośno zrobiło się o Benyaminie Ahmedzie, rzutkim 12-latku z Londynu, który sprzedał swoją serię 3350 rozpikselowanych wielorybów emoji za 290 tysięcy funtów. W świecie NFT każdy może publikować prace w internecie, promować je na kanałach social mediowych i zgarniać rzesze fanów od najmłodszych lat – opowiadał Duncan w wywiadzie dla New York Times. W ich galerii prace wystawiają bardzo młodzi artyści – jak 17-letni Justin Bodnar czy 18-latek, ukrywający się pod pseudonimem Solace. Ten ostatni to w ogóle ciekawy przykład; Solace nie posiada komputera, a swoją sztukę tworzy na pożyczonym iPadzie. Wystarczy, żeby zarabiać na jednej do 7 tysięcy dolarów.

Zresztą nowy rodzaj zbieractwa wśród młodych ludzi dobrze wyczuły także słynne domy aukcyjne. Magazyn Artsy niedawno pisał o odświeżeniu ofert najsłynniejszych – i najbardziej zasłużonych – tego typu placówek specjalnie pod młodych odbiorców, którzy chcą inwestować w sztukę swoje pierwsze pieniądze. Domy Sotheby’s, Christie’s czy Philips obok prac słynnych twórców sztuki współczesnej, które kosztują grube miliony, wystawiają także dzieła sztuki artystów dwudziestokilkuletnich, często na tzw. dorobku, nawet nie kryjąc się z tym, że to oferty dla licytujących z dużo płytszymi kieszeniami. Zespół Sotheby’s opracował wspólną platformę sprzedażową z serwisem Highsnobiety, a do oferty trafiły limitowane koszulki i bluzy ozdobione włoskimi czy flamandzkimi arcydziełami malarstwa; perfekcyjna zbitka sztuki wysokiej i niskiej. Z kolei Christie’s współpracowali z Supreme, wystawiając m.in. zaprojektowane przez Damiena Hirsta decki do deskorolki (sprzedane za jedyne 5000 dolarów). Dla tych, którzy nie kojarzą – Hirst to ten brytyjski artysta, który sprzedał czaszkę wysadzaną diamentami za 100 milionów dolarów. I zaprojektował okładkę Certified Lover Boy.

W Polsce nietrudno o młodych ludzi z potężnymi sneakerkolekcjami, biznes NFT nie jest tak rozwinięty, jak chociażby w Stanach, ale to kwestia czasu. Ludzie nie odeszli jednak od tradycyjnego zbieractwa, chociaż nie są to już młodzieńcze zajawki, jakie cechowały dzisiejszych 30-latków; albumy z naklejkami (Jurassic Park!) czy pachnące karteczki. Zestawienia OLiS pokazują, że znakomicie sprzedają się rapowe płyty, a ich twórcy dbają o nabywców tzw. fizyków, dodając do nich przeróżne gadżety – od limitowanych edycji przez podpisane osobiście pudełka, po ziny czy drobiazgi w rodzaju wiszącego zapachu do samochodu – jak zrobił to Pezet przy promocji drugiego wydania Muzyki Współczesnej. Nadal na czasie są rzeczy vintage, co bardziej wczuci zajawkowicze piłki kolekcjonują koszulki futbolowe. No i winyle, wiadomo. Kolekcjonuje się rzeczy tak samo, jak kolekcjonowało się kiedyś, stąd kampania Allegro pod hasłem Mamy To!. Jej motto Nie pytamy, po co, ważne, że mają odzwierciedla podejście do kultywowania pasji poprzez kolekcje. Nie chodzi o konsumpcjonizm – zwłaszcza, że młode pokolenie jest mocno świadome zagrożeń, jakie ten za sobą niesie – ale podkreślanie indywidualności przez hobby. W końcu ktoś, kto zbiera, dajmy na to, winyle z oldskulowym minimal techno już na wejściu prezentuje się jak ktoś ciekawy.

Jak widzicie, kolekcje łamane na biznes niejedno mają imię. Zajawki na zbieractwo nie mijają, zmieniły się tylko priorytety kolekcjonerów. Już nie być i mieć, a mieć czy być. A jeśli nie mieć, to chociaż nieźle na tym zarobić.

tekst powstał przy współpracy z marką Allegro

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.