Selfie zamiast realnych zmian. Dlaczego konferencja klimatyczna ONZ to duży zawód (KOMENTARZ)

Zobacz również:COP26 – walka z kryzysem klimatycznym walką o prawa człowieka
Peter Summers/Getty Images
Peter Summers/Getty Images

Tegoroczne negocjacje poprzedzone były aż dwuletnią przerwą - w roku 2020 szczyt nie odbył się, ponieważ wszyscy zmagaliśmy się z wciąż trwającym kryzysem zdrowia publicznego wokół COVID. Wyczekiwana konferencja naprawdę miała szansę być przełomem. Czy wprowadził zmianę? Tak. Czy to wystarczy? Nie.

Celem szczytów klimatycznych ONZ jest jednogłośne uchwalenie dokumentu, zwanego porozumieniem, który wyznacza kierunki w jakich powinny zmierzać polityki państw. Wskazuje także na konkretne działania. Na barkach prezydencji, na której czele w tym roku stał Alok Sharma, spoczywa odpowiedzialność za przejście przez punkty negocjacji i doprowadzenie do pomyślnego podpisania dokumentu przez wszystkie strony. Ten cel został osiągnięty w Glasgow – mamy porozumienie, które odwołuje się do poprzednich dokumentów, zawiera nowe rekomendacje, wskazania oraz ma wpływać na polityki państw na całym świecie.

COP 26 fot. Natalia Bojarowska
fot. Natalia Bojarowska

Jednak zadaniem, które stało przed politykami nie było wyprodukowanie kolejnego dokumentu, wypowiedzenie szeregu słów i walka o to, w którym miejscu postawić przecinek. Nie było to też zrobienie sobie wielu zdjęć na zielonym tle, czy w salach konferencyjnych i otagowanie ich hasłami zasłyszanymi na protestach. Ich zadaniem było stworzenie adekwatnych do kryzysu klimatycznego zasad, które pomogą nam wejść na drogę do neutralności klimatycznej, a co za tym idzie – bezpiecznej przyszłości. Oklaski na kończącym szczyt spotkaniu plenarnym były dla mnie niezrozumiałe. Ustalenia zawarte w porozumieniu z Glasgow prowadzą nas do ocieplania średniej globalnej temperatury o 2.4 stopnia, co znacznie przekracza granicę wskazywaną przez naukowców – 1.5 stopnia. To prawie jeden stopień różnicy między obecnie podejmowanym działaniem, a celami, na które umawiają się politycy. Każdy ułamek tego stopnia to życia ludzi.

Pierwszy Dzień COP26
fot. Wiktoria Jędroszkowiak

Wiele szeroko komentowanych w mediach deklaracji padło właśnie w Glasgow przy okazji szczytu klimatycznego. Nie były one oficjalną częścią negocjacji, ale wykorzystano sytuację międzynarodowego spotkania, by umówić się na wątki wybiegające poza punkty obrad, a więc kończące szczyt porozumienie. Jedną z nich jest deklaracja dotycząca zaprzestania deforestacji, według której dopiero w 2030 roku powinniśmy zrezygnować z wycinania lasów. To tak naprawdę przyzwolenie na kolejne 9 lat cięcia najcenniejszych obszarów przyrodniczych, które ze względu na tempo wycinek, do tego czasu mogą w dużej mierze zniknąć z powierzchni ziemi. Lasy naturalne zapewniają tlen, magazynują węgiel, oczyszczają powietrze, regulują klimat i obieg wody. Są domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Gospodarka leśna musi zmieniać się już dziś, a wycinanie drzew na potęgę dla zysków musi się skończyć. Deklaracje oddalające nas od tych zmian nie powinny być kojarzone z sukcesami szczytu klimatycznego.

Podobnie jest z deklaracją odejścia od węgla do lat trzydziestych dla państw rozwiniętych oraz do lat czterdziestych dla pozostałych gospodarek. Pomijając kontrowersje związane z próbą ustawienia się przez polski rząd w jednym szeregu z państwami rozwijającymi się, które już dzisiaj doświadczają kryzysu klimatycznego i związany z tym wstyd, cała ta deklaracja jest próbą wybicia hasła odchodzenia od węgla bez doprecyzowania konkretnych terminów, które są niezbędne do zaplanowania sprawiedliwej transformacji. Naukowcy mówią jasno – państwa rozwinięte, które należą do OECD, muszą odejść od węgla do roku 2030. Deklarowanie odejścia od węgla do lat trzydziestych jest jednoznaczne z przyzwoleniem na przekroczenie wskazywanej przez ekspertów i ekspertki daty.

COP 26 fot. Natalia Bojarowska
fot. Natalia Bojarowska

Szczyt klimatyczny w Glasgow mógł przesunąć nas o lata świetlne w dążeniu do bezpiecznego życia. Nie zrobił tego. Kosmetyczne zmiany, które udało się wynegocjować nie są odpowiedzią na kryzys, a kończąca spotkanie deklaracja pozostawia wiele do życzenia. Ostatecznie fundamentalne dla sprawiedliwej walki z kryzysem klimatycznym finansowanie stało się wątkiem, który nie znalazł wystarczającej odpowiedzi na tej konferencji. Kwestia loss and damage, czyli straty i szkody, które ponoszą państwa Globalnego Południa w wyniku działań gospodarek z Globalnej Północy, została przełożona na kolejny szczyt. Każdy dzień jest na wagę złota, bo oznacza kolejną bryłkę węgla, butlę gazu i baryłkę ropy, których używanie przybliża nas do kolejnych zagrożeń, cierpienia i śmierci. Trudne do zaakceptowania było też osłabianie końcowego dokumentu na ostatnią chwilę. Na samej mecie negocjacji zmieniono zapis dotyczący odchodzenia od węgla na jego redukcję. W Glasgow nie skończyła się era paliw kopalnych, a na międzynarodowej scenie politycznej wciąż akceptuje się lobby wspierające ten wyniszczający przemysł.

W walce o bezpieczną przyszłość, ale też bezpieczną teraźniejszość dla milionów osób, które już dziś nieproporcjonalnie dotkliwiej doświadczają kryzysu klimatycznego, nie ma kompromisów. Z fizyką atmosfery nie da wejść się w polemikę. Naukowcy i naukowczynie apelują o adekwatne działania rządzących na rzecz zatrzymania destabilizacji klimatu wysuwając konkretne liczby – procenty czy daty – które wyznaczają ramy, w jakich mogą funkcjonować nasze społeczeństwa i gospodarki. Nie tylko zupełne ignorowanie ich, czyli denializm klimatyczny, jest zagrożeniem. Niebezpieczne są też sytuacje, w których próbujemy negocjować z tymi danymi, szukać półśrodków i rozwiązań, które nie prowadzą nas do wskazywanego przez środowisko naukowe celu. Decyzje, które zapadły na szczycie klimatycznym często jawią się jako bardzo zielone, proklimatyczne i na pierwszy rzut oka dają nadzieję. Niejednokrotnie okazują się być jedynie greenwashingowymi zabiegami, które tylko fasadowo są zielone, a w rzeczywistości przyczyniają się do napędzania kryzysu klimatycznego lub umacniania naruszającego granice planety systemu.

Jednak obserwowanie i relacjonowanie negocjacji klimatycznych nie doprowadza wyłącznie do negatywnych wniosków o końcu świata jakiego znamy. Zarówno w środku centrum konferencyjnego, jak i na ulicach Glasgow na każdym kroku spotkać można było aktywistki i aktywistów na różne sposoby mówiących prawdę o wyzwaniu jakim jest kryzys klimatyczny. W sytuacji spotkania osób z przeróżnych części świata, o odmiennych doświadczeniach, które mówią wspólnym głosem i zdają sobie sprawę z tego, jakie działania naprawdę doprowadziłyby do adekwatnych zmian, greenwashingowe obietnice polityków, bzdury o offsetowaniu i oparte na dominacji podejście wobec pozaludzkiej przyrody stają się możliwe do pokonania.

To w aktywistach i aktywistkach jest siła i zrozumienie potrzebne do wygrania ze spowodowanym przez człowieka kryzysem klimatycznym. To dzięki nim posuwamy się do przodu. Młodzi ludzie na całym świecie nie godzą się na polityczny realizm i utrzymywanie się przy dotychczasowych wyznacznikach sukcesu i rozwoju, które doprowadziły nas do stanu na skraju katastrofy. Protestowali także w Glasgow, by dać znać politykom, że Ci ich zawodzą, ale by też na każdym kroku podbijać ich ambicje klimatyczne. To dzięki tej presji po raz pierwszy w historii konferencji klimatycznych w dokumencie końcowym wskazano głównego winowajcę kryzysu klimatycznego - paliwa kopalne.

COP 26 fot. Natalia Bojarowska
fot. Natalia Bojarowska

Dwa tygodnie nieustającego działania podczas trwania COP26 to tylko jeden z wielu etapów krętej drogi prowadzącej do celu, jaką jest bezpieczna przyszłość dla dzisiejszych i przyszłych pokoleń. Co prawda decydenci dodają gazu na drodze prowadzącej nad przepaść, bo wypracowane przez nich rozwiązania nie odpowiadają na problem. Jednak to w ludziach można upatrywać sił i rozwiązań. My, aktywistki i aktywiści, a szczególnie ci z nas, którzy już dziś doświadczają kryzysu klimatycznego, znamy odpowiedź na stojące przed ludzkością wyzwanie. Walka o przyszłość, ale też teraźniejszość, zmienia kurs - zwraca się ku tym wartościom, które nie są doceniane w obecnym systemie, a jednocześnie wydają się być niezbędne do zatrzymania katastrofy. My, aktywiści i aktywistki, rozumiemy potrzebę wyzbycia się dominacji - ludzi nad pozaludzką przyrodą, mężczyzn nad kobietami, bogatych nad biedniejszymi. Wiemy, że to, na czym powinny opierać się nasze polityki to nie konkurencyjność gospodarek, zyski wąskich grup i skupienie na wzroście gospodarczym, a dobrostan ludzi, zmieszczenie się w granicach planety i już obecne skutki kryzysu klimatycznego.

Zdajemy sobie sprawę z potrzeby docenienia tego, co dotychczas było spychane na margines - troski i opieki - bo to w ramach tych wyznaczników uda nam się przeprowadzić sprawiedliwe transformacje sektorów gospodarczych i stworzyć system, w którym nie praca i pieniądze będą w centrum, a bezpieczeństwo, dobrostan i zdrowie ludzi. Ta wizja daje nadzieję, dzięki której nie ustajemy w walce. Politycy czują nasz oddech na karku i wiedzą, że ich decyzje będą oceniane według ambitnych, ale adekwatnych wyznaczników - nie dotychczasowych, które nie odzwierciedlają prawdziwych potrzeb społeczeństwa. Utrzymanie tej presji być może doprowadzi nas w końcu do sensownych szczytów, odpowiednich rozwiązań, a finalnie - do zatrzymania kryzysu klimatycznego.

Podziel się lub zapisz
Aktywistka klimatyczna związana z Greenpeace i Fridays For Future. W newonce.radio prowadzi KLIMAT, podcast o uciekającym czasie, czyli walce z ociepleniem klimatu i wszystkich tego konsekwencjach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.