Koniec "Chilling Adventures of Sabrina". Nie jesteśmy już nastolatkami, ale ten serial nam siadł

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
chill.jpg

Seriali dla młodszej widowni jest pod dostatkiem, ale są i takie, po które warto sięgnąć niezależnie od wieku. Warto jarać się tym satanistycznym romansem dla małolatów?

Wobec mniejszej bądź większej kapitulacji polskiego systemu oświaty, sporą część ciężaru wychowywania młodzieży przejęła popkultura (żeby być fair, część milenialsów też spędziła trochę czasu pod opieką telewizora). Dla jednych to powód do rwania włosów z głowy i rozdzierania szat - szczególnie, jeśli było im po drodze z bogoojczyźnianą linią polskiej szkoły. To, co dla boomerskiego komentariatu jest demoralizującą propagandą, dla młodych ludzi będzie dobrą reprezentacją najróżniejszych preferencji i tożsamości. Bardzo często za cel krytyki obierany jest Netflix - czasami oczywiście zasłużenie - ale na platformie jest tyle contentu, że znajdziemy tam zarówno gnioty, jak i bardzo porządne produkcje. Jedna z nich właśnie dobiegła końca.

Chilling Adventures of Sabrina to kolejne podejście do ekranizacji komiksu Archie Comics. W latach 90-tych Sabrina, nastoletnia czarownica była typowym zapychaczem ramówki i żadna nostalgia tego nie zmieni. Śmiech z taśmy, sprane sitcomowe tropy i kiepsko wyglądający, gadający kocur-kukiełka to wyłącznie dobre wspomnienia z dawnych czasów, ale raczej nie dobra telewizja. Co innego najnowsze wcielenie nastoletniej czarownicy.

Netflixowa Sabrina to serial odważny, pod wieloma względami obrazoburczy, a przede wszystkim relatywnie mądry. Tak, ma w sobie wiele fabularnych i postaciowych klisz, właściwych dla produkcji skierowanych do nastoletniej widowni, ale przy okazji oferuje o wiele więcej. Zacznijmy od powierzchni: to naprawdę dobrze wyglądający serial. Sety i kostiumy bywają bardzo interesujące, a efekty specjalne często pokazują kreatywność. Owszem, większość okołohorrorowych produkcji Netflixa jest do siebie mocno zbliżona wizualnie - szczególnie pod względem pracy kamery, kadrowania i kolorów dodanych w postprodukcji - ale ta uniformizacja jest co najmniej poprawna, a czasami potrafi pozytywnie zaskoczyć. W każdym razie ciężko się gniewać na to, że de facto telewizyjna produkcja serialowa wygląda jak przeciętny film. Nie trzeba dodawać, że nowa Sabrina pod każdym względem zostawia swoją kuzynkę z lat 90. lata świetlne za sobą (do czego w żartobliwy sposób odniesiono się w ostatnim sezonie, łącznie z gościnnym udziałem aktorek grających wtedy ciotki nastoletniej czarownicy).

sabrinachilling.jpeg

Chilling Adventures of Sabrina opiera się na porządnym aktorstwie. Kiernan Shipka (wcześniej grała np. Sally Draper w Mad Men) jest charyzmatyczna i unosi ciężar miejscami trudnej roli tytułowej. Lucy Davis i Miranda Otto jako jej ciotki prowadzące akademię dla młodych czarownic i czarowników stworzyły wiarygodne postacie w dość niewiarygodnym świecie. Podobnie reszta obsady, ze szczególnym uwzględnieniem Luke’a Cooke’a jako Lucyfera i Michelle Gomez w roli Lillith. Z reprezentacją, jak to na Netflixie, problemu nie ma - dość powiedzieć, że obserwujemy romans osoby trans z hobgoblinem. To na pewno wywoła spazmy u tych, którzy szukają realizmu, ale różnorodny dobór rasowy aktorek i aktorów, a także prezentacja szerszego spektrum seksualności ma wartość edukacyjną, niezależnie od cynicznych pobudek stojącej za serialem platformy. Chilling Adventures of Sabrina prowokuje na wiele sposobów, głównie intrygująco eksploatując materię religijną i mitologiczną. Świat serialu jest fascynujący, bo współistnieją w nim nie tylko istoty i koncepty z imaginarium chrześcijańskiego, ale także pogańskie bóstwa czy byty z mitologii greckiej. Magiczne rytuały i mistyczne zabiegi nie są tylko dekoracją, ale integralną częścią fabuły, często pchającą ją do przodu. W katolickiej Polsce, gdzie pojęcie wolności słowa jest zredukowane przez paragraf o obrazie uczuć religijnych, Sabrina to twór subwersywny i mocno kontrowersyjny. Ale dopiero przesunięcie zabobonów przeszłości do obszaru popkulturowych gier może uwolnić nasze społeczeństwa od archaicznego balastu - i produkcja Netflixa robi to znakomicie. Akompaniament ckliwych, nastoletnich historii miłosnych nie zagłusza ciekawych historii, a już na pewno nie przesłania przyjemności czerpanej z obserwowania jednego z najlepiej skonstruowanych serialowych światów. Postaci przeklinają w odwrócony sposób (np. zamiast go to hell mówią go to heaven), a wiele akcesoriów i czynności codziennego życia jest zaprawione uroczo satanistycznym charakterkiem. Co ciekawe (i bez spoilerów), mimo przewidywalności i lekkiego rozgardiaszu, jaki panuje w finale, opowieść o nastoletniej czarownicy nie kończy się happy endem - a na pewno nie happy endem w tradycyjnym znaczeniu.

Chilling Adventures of Sabrina to pozycja skierowana głównie do nastoletniej widowni, ale dorośli mogą z niej wyciągnąć naprawdę dużo. Mimo mielizn tu i ówdzie, fabuła jest bardzo wciągająca, a postaci, z których można złożyć dość ekscentryczną galerię charakterów, należą do jednych z najmocniej przekonujących na platformie. Umowność i otwartość tego świata pozwala na realizację brawurowych pomysłów - w ostatnim sezonie Sabrina ma za zadanie zebrać koronę Heroda, srebrniki Judasza i misę, w której mył ręce Piłat. A to tylko drobny wyimek fabularnych szaleństw serialu. Diabły i demony, mityczne stwory i cheerleaderki, artefakty z eposów i szkolne rozterki spotykają się w jednym miejscu, by stworzyć interesującą historię, której centrum jest nastoletnia czarownica, córka Lucyfera. Netflix nie przewiduje kontynuacji (dodatkowym sezonem ma być komiks, który jest crossoverem z inną własnością Archie Comics obecną na Netflixie - Riverdale) i to raczej dobre wieści - męczenie materiału kosztem zwartej historii to plaga współczesnych produkcji na małym ekranie. 2021 będzie rokiem, w którym strumień contentu zacznie przysychać w covidowym słońcu. To dobry moment na seans Chilling Adventures of Sabrina!

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.