Koszmary minionego lata: wakacyjne przeboje, na które mamy alergię

Zobacz również:Lipiec w newonce miesiącem... czilery. OK, ale co to właściwie znaczy?
PITBULLIRESZTA_1500X1000.jpg

Łzawienie, pokrzywka, mroczki przed oczami, kłucie w klatce piersiowej? Earwormami zajęło się już nawet Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne, bo wszyscy jesteśmy narażeni na wpływ utworów, które zapadają w pamięć, chociaż wcale się tego nie chce. Objawy nasilają się zwłaszcza latem – w czym summer hits przypominają bylicę albo szczaw.

Żeby nie było, historia zna liczne przypadki doskonałych hitów wakacyjnych. Wymienić tu można choćby Crazy in love albo Get Lucky. Wedle klasycznej hiphopowej zasady: wszystko co ma ciemne strony ma też strony jasne – na każdy z nich przypada więc radiowe horrendum. Zestawienie dla tych, którzy alergicznie reagują na to, co dzieje się w muzycznym nurcie głównym od czerwca do września. Albo mają silną potrzebę zrobienia sobie jakiejś krzywdy w pięciu krokach...

1
Las Ketchup – „The Ketchup Song (Asereje)”

Najbardziej dramatyczne wydarzenie lata 2002, obok klęski kadry Engela na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii. Hiszpański girlsband za sprawą tego kawałka – wspomaganego układem choreograficznym jak w Macarenie – zrobił numer jeden na listach przebojów w 30 krajach. Ale zamiast pastwienia się nad dziewczynami, rapowa ciekawostka: absurdalny refren Asereje jest prawilnym follow-upem do Rapper's Delight Sugarhill Gangu. I said a hip-hop, the hippie, the hippie – łapiecie?

2
Pitbull – „Hotel Room Service”

Odbierając nagrodę Karola Wielkiego, papież Franciszek powiedział: marzę o Europie, gdzie ludzie młodzi oddychaliby czystym powietrzem uczciwości, kochali piękno kultury i prostego życia. Jak to jednak ma być możliwe, gdy łysy z Brazzers goni kilkadziesiąt milionów egzemplarzy płyt i wykręca kilkanaście miliardów wyświetleń na YouTube? Lil Jon i Sean Combs wyczuli w nim piniondz na pierwszym etapie kariery i wyrządzili tym sposobem większą krzywdę światowej kulturze niż Cecilia Giménez od Jezusa Jeża. Armando Christiana z Hotel Room Service brutalnie wypunktowali dziennikarze Guardiana. Hańba wszystkim, którzy pląsali do tego latem 2009; Pitbull rzucający I’m the plumber tonight / I’ll check yo pipes po prostu nie jest fajny. I znowu wjeżdża rapowa ciekawostka – w utworze wykorzystano sample z... Rapper's Delight Sugarhill Gangu. Co oni im wszystkim zrobili?!

3
DJ BoBo – „CHIHUAHUA”

Baumann przyszedł na świat zaledwie 700 kilometrów od miejsca narodzin Mozarta i jeśli mielibyśmy szukać między nimi cech wspólnych, to zaryzykowalibyśmy stwierdzenie, że CHIHUAHUA została napisana bez skreśleń. Z cyklu wiedza bezużyteczna: chociaż ten singiel jest największym przebojem w dorobku DJ-a BoBo, on sam nie przepada za małymi psami. Dla mnie pies zaczyna się od 30 centymetrów wzwyż – zdradził kompozytor w jednym z wywiadów.

4
Flo Rida – „Whistle”

Po jednej nutce? Udało się! Fajnie, że nas słuchasz i zawędrowałeś aż tutaj. Tak jak wspominaliśmy, mamy niespodziankę.

Odbierz dwa miesiące darmowego dostępu do klubu: tutaj. No ale, wracając do muzyki…

Odbierz dwa miesiąca darmowego dostępu do klubu!

Na Florydzie trafił się już delikwent, który trzy godziny lizał dzwonek do drzwi; trafił się inny, który wrzucił aligatora przez okienko drive-thru restauracji Wendy’s albo taki, który zorganizował bojową akcję, mającą na celu zatrzymanie huraganu Irma za pomocą broni palnej... O podobnych przypadkach przeczytacie tutaj. Spośród wszystkich Florida Manów najgroźniejszym wydaje się być Flo Rida. Jestem przekonany, że to robot, stworzony przez korporacje. Jest całkowicie pozbawiony osobowości. Spójrzcie na jego teledyski. Nawet nie wygląda, żeby miał z tego ubaw - napisał jeden z internetowych komentatorów i trudno się z nim zgodzić. Z drugiej strony – może właśnie fakt, że Flo Rida źle bawi się na klipie do Whistle świadczy paradoksalnie o jego człowieczeństwie? I pomyśleć, że wjechał z tym Moves like Jagger w krzywym zwierciadle akurat w te same wakacje, gdy rekordy popularności biła Carly Rae Jepsen ze świetnym Call Me Maybe.

5
PSY – „GANGNAM STYLE”

A co do rekordów popularności – nie może tu zabraknąć pierwszego numeru, który wykręcił miliard wyświetleń na YouTube, a następnie – dwa miliardy. Niebywałe, że Park Jae-sang zainteresował się muzyką, gdy zobaczył legendarny koncert zespołu Queen na Webley, a wiele lat później rozpoczął studia na Berklee College of Music. To ta sama uczelnia, którą ukończyli choćby Quincy Jones czy St. Vincent. I wiadomo, że jest to żart, ale jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli, jak w przypadku tych chłopaków z Londynu, którzy nagrywali reakcje ludzi na udawany atak biochemiczny... Inna sprawa, że Sekretarz Generalny ONZ – Ban-ki Moon określił Gangnam Style mianem siły dla światowego pokoju, więc już wstrzymujemy konie. Prrr!

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.