„Kręgosłup nocy”: musicie zobaczyć najbardziej do***ane fantasy ostatnich lat, póki jest to możliwe!

Kręgosłup Nocy

Fantastyczne – rozumiane w dwójnasób – animacje dla dorosłych przeżywają w ostatnich latach revival. W dużej mierze za sprawą serialu Miłość, śmierć i roboty. Stojący za Kręgosłupem nocy Philip Gelatt odpowiadał za kilkanaście odcinków tamtej produkcji, ale jego epicki film wywodzi się raczej z plugawych zakamarków telewizji satelitarnej niż ze współczesnych platform streamingowych.

Love, Death & Robots nigdy nie powstałoby, gdyby nie fascynacja Tima Millera i Davida Finchera magazynem sci-fi/fantasy – Heavy Metal, który ukazywał się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, osiągając kultowy status. Idée fixe dla duetu stało się stworzenie antologii animacji na podstawie mrocznych i rozerotyzowanych opowieści, co ostatecznie się nie udało. Obaj zapatrzeni byli przy tym w pełnometrażowy film z 1981 roku, bazującym na wspomnianym periodyku. I to kolejna rzecz, która łączy ich z Philipem Gelattem i Morgan Galen King, odpowiedzialnymi za Kręgosłup nocy.

Precyzyjnie wskazywali swoje inspiracje w jednym z wywiadów, wspominając erę retroskopowych klasyków. Padały więc w rozmowie takie pozycje, jak choćby właśnie Heavy Metal, Fire and Ice, He-Man czy... teledysk do Take On Me grupy a-ha; wszystko to, co jest niezbędne do zdefiniowania fenomenu pod tytułem The Spine of Night.

Akurat w przededniu premiery serialowej hiperprodukcji Pierścienie Władzy trzeba przypomnieć, że ekranizacje Tolkiena obejmują nie tylko trylogię Petera Jacksona, ale również pierwszą część – nigdy nieukończonego – dyptyku Władca Pierścieni z 1978 roku. Rodząca się w bólach i skasowana później animacja, będąca obsesją Ralpha Bakshiego, stanowiła pionierskie dokonanie w dziedzinie techniki retroskopowej. The first movie painting – zapowiadano tamtą produkcję. Po blisko pół wieku przy pomocy podobnie oldschoolowych narzędzi powstał Kręgosłup nocy. Gelatt i King sami przyznają, że w dobie animacji komputerowej można to odbierać jako przejaw pychy czy wręcz szaleństwa.

O co właściwie chodzi z animacją retroskopową? Kręci się tradycyjny film z aktorami, a następnie rysuje po kadrach. W przypadku The Spine of Night zajęło to siedem lat. Dlatego twórcy już zapowiadają, że raczej nie ma szans na powtórkę z rozrywki.

Ale osiągnęli porażający efekt, wciągając widzów w czasowy wir do równoległego świata, gdzie nadal ogląda się na magnetowidzie kreskówki dla dorosłych w tajemnicy przed starymi; gdzie najbardziej cool zleceniem, które można przyjąć jako ilustrator jest projekt okładki dla Manowar.

W wywiadach z ekipą od Kręgosłupa nocy powracają nawiązania do estetyki gore i stylowej creeperiady w kinie; zachwyty nad Martwicą mózgu czy Martwym złem. I to rzeczywiście znajduje odbicie w tym, co wydarza się na ekranie – The Spine of Night jest mroczną fantazją, osadzoną w realiach umagicznionej jesieni średniowiecza. Straszą pogorzeliska; flaki wypruwane są w błocko zatęchłych mieścin; czarnoksięstwo nosi znamiona bad tripu; Tzod – wiedźma z bagien (głosu użycza jej Xena – Lucy Lawless) paraduje z bombastycznym biustem na wierzchu, co wypada uznać za ukłon w stronę gatunkowej stulejarni.

Wielowątkowa baśń – snuta z perspektywy kilkorga postaci – skoncentrowana jest wokół Kwiatu; pradawnej substancji, w której zaklęta jest fatalistyczna tajemnica człowieczeństwa. I potężna moc, która uczonego Ghal-Sura (Jordan Douglas Smith) popycha w stronę tyranii. Na jego drodze stawia kapłankę Tzod, reprezentującą przy tym siły natury.

Ale najbardziej zjawiskowa i intrygująca jest w tej opowieści wpleciona w nią kosmologia. Bo Kręgosłup nocy przynosi nową mitologię; złowróżbne Genesis czy może prędzej wariację na temat mitów starożytnych. A że zagadnieniem podejmowanym przez twórców jest człowiek w obliczu nieograniczonej siły – przypomina się z miejsca Akira. Wszyscy rozumiemy, ile waży ta analogia?

Niezwykłe jest The Spine of Night w swojej ambicji, wyabstrahowaniu ze współczesnego kanonu fantastycznego storytellingu i sugestywności obrazu; bez robienia postironicznych jasełek. To jest właśnie ten moment, kiedy midnight movies zostają podniesione do rangi poważnej sztuki; kiedy w czasie rzeczywistym rodzi się środowiskowy cult classic.

Lista miast i seansów Kręgosłupa nocy jest mocno ograniczona. Znajdziecie ją tutaj.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.