Kto samplował słonia, kto koty, a kto... odgłosy ludzkiego ciała?

DJ Shadow Performs At O2 ABC In Glasgow
fot. Ross Gilmore/Redferns

Samplowanie, czyli korzystanie z najróżniejszych próbek dźwiękowych we własnych utworach, jest starsze, niż mogłoby się wydawać - choć samego terminu użyto po raz pierwszy w latach 70. XX wieku, to jego korzenie sięgają o wiele dalej w przeszłość. Dalej, niż się spodziewacie.

Najbardziej rozpowszechnione - choćby przez hip-hop i muzykę elektroniczną - źródła sampli to oczywiście utwory innych artystów i artystek. Ale sampling naprawdę nie zna granic poza tymi wyznaczonymi przez wyobraźnię osoby tworzącej. Można samplować z natury, przedmiotów codziennego użytku, a nawet własnego ciała. Samplowanie uwalnia kreatywność i pozwala pokonywać bariery, np. brak sprzętu, czy nieznajomość gry na instrumentach. Jest wszechobecnym narzędziem, po które sięgają zarówno gwiazdy popu, jak i artyści i artystki z głębokiego undergroundu. Są ludzie, którzy - jak The Avalanches czy DJ Shadow (na zdj.) - zbudowali z sampli całe albumy. Są też takie przykłady samplingu, które wręcz onieśmielają swoją pomysłowością. I my dzisiaj parę słów o nich.

Jeśli szukać pierwszych naprawdę kreatywnych przykładów samplowania, musimy się cofnąć aż do lat 40. XX wieku. Pierre Schaeffer i środowisko tzw. muzyki konkretnej szukali inspiracji dźwiękowych w otaczającej nas rzeczywistości. Francuski kompozytor i pionier muzyki elektronicznej de facto wynalazł loopy - zapętlone dźwięki, które przyspieszał, zwalniał, czy puszczał od tyłu. Samplował m.in. pociąg pędzący po szynach, gwizdki służb, czy odgłosy prac metalurgicznych. Podobne pomysły można odnaleźć w działalności naszego własnego Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, które rozpoczęło działalność w drugiej połowie lat 50. XX wieku. Zarówno nad Sekwaną, jak i w Polsce, eksperymentatorzy z taśmą i dźwiękiem szukali sposobów na rozebranie i podważenie tradycyjnych struktur muzycznych, harmonii i melodii. Stąd zwrot w kierunku przemysłowych dźwięków i nagrywanie najbliższego środowiska.

Kilkadziesiąt lat temu dźwięki codzienności zaprzęgnięto w służbę eksperymentowi i rozpychania tradycji, ale amerykański duet Matmos wykonał podobne manewry w 2016 roku. Mowa o albumie Ultimate Care II, nagranym w całości przy pomocy sampli z pralki Whirlpoola (!), modelu Ultimate Care II właśnie. To fascynująca podróż po dźwiękach. Trwający prawie 40 minut utwór, w którym znane każdemu doskonale (przepraszamy wszystkich znawców pralek, ale dla nas brzmią dość podobnie) odgłosy pracującej maszyny składają się na zbiór groove’ów i oryginalnych sekwencji. Trzy lata później Matmos znowu postawili na kreatywny sampling, tym razem obiektów z plastiku. Plastic Anniversary obrał za zadanie przyjrzeć się naszej toksycznej relacji z tym materiałem. Ten album robi wrażenie, a do tego odnosi się do przerażającego uzależnienia od plastiku, w jakie popadliśmy. I równie przerażających konsekwencji tego uzależnienia dla planety.

Samplować można również żywe istoty. I nie mówimy tutaj o ogromnej historii czerpania z muzyki innych ludzi. Matthew Herbert, piekielnie kreatywny brytyjski muzyk, ma na koncie dwa wybitnie interesujące wydawnictwa, korzystające z dobrodziejstw organicznej materii. One Pig, album wydany dziesięć lat temu, opowiada historię anonimowej świni, od czasu jej narodzin po tragiczny finał na talerzu. Herbert zsamplował prawdziwe odgłosy życia zwierzęcia i ułożył je w przystępną i wciągającą całość. Co prawda brakuje w tym głębszej refleksji na modłę Plastic Anniversary Matmos (a nasza słabość do mięsa to dobry temat w kontekście takiej płyty), ale to wciąż solidna propozycja. Nie była to pierwsza wycieczka Herberta w krainę organicznych dźwięków. Na wydanym w 2001 roku albumie Bodily Functions, muzyk sampluje ludzkie ciała. Efekt to przyjemny, choć dość banalny jazz-house’owy locik i nie do końca spełniony potencjał tak interesującego trybu pracy. Odgłosy ludzkiego organizmu współpracują z prawdziwymi instrumentami tylko momentami, zazwyczaj dają się zdominować. Tak czy owak, jeśli rozmawiamy o kreatywnym samplingu, nie sposób pominąć Herberta, który eksplorował organiczne pole dźwięków z pasją, nawet jeśli ostateczny efekt nie był tak powalający, jak potencjał tych pomysłów.

OK, mówimy głównie o samplach w muzyce elektronicznej i eksperymentalnej, ale przecież mainstream też zanotował wiele przypadków nieoczywistych zapożyczeń, które budowały klimat konkretnych utworów. Wiele z nich znacie doskonale, ale może o tych samplach po prostu zapomnieliście. To czas na kilka przykładów.

W hitowym Work It Missy Elliott królowa rapu wraz z jej nadwornym producentem Timbalandem pokusiła się o wyjątkowo wyrafinowany żart. W refrenie: If you got a big (...) let me search it, Elliott z Timbą wsamplowali w miejsce tego (...) odgłos trąbienia słonia. Słoń, trąba, big - jedyne skojarzenie nasuwa się samo. Jak sprawić, żeby utwór nie stracił niczego ze swojej pikanterii, ale przy tym był, jakby to ująć, przyjazny rozgłośniom radiowym? Na wykład zaprasza ta dwójka.

Nie ma porządnego lata bez... tanecznego przeboju lata. A w 2013 parkietami rządził i dzielił Harlem Shake nieco zapomnianego już Baauera. Generalnie w utworze chodziło o to, aby uwolnić w sobie dzikość tańca i imprezować, ile wlezie, a momentem zapalnym miał być umieszczony w wielu momentach Harlem Shake ryk lwa. Coś na zasadzie - nie ujarzmiaj dzikiego zwierzęcia, które kryje się w tobie. Trafiło idealnie, a Baauer nie schodził z playlist przez cały sezon. A skoro już mówimy o zwierzakach z rodziny kotowatych, to jeszcze dalej poszła świetna skądinąd formacja Run The Jewels, która nagrała cały album z remiksami własnych tracków... gdzie za beaty posłużyły odpowiednio wsamplowane miauczenia kotów. Brzmi super, promocja bardziej niż sympatyczna, chociaż powiedzmy sobie szczerze, że na dłuższą metę słuchanie Meow The Jewels jest raczej ciężkie. Kocia muzyka.

I wreszcie odgłos kasy sklepowej, który pojawił się w dwóch bardzo ważnych dla muzyki trackach. Najpierw w antykonsumpcyjnym evergreenie Pink Floyd Money, pochodzącym ze słynnego Dark Side Of The Moon i odgrywanego na koncertach zespołu ponad 800 razy, co stanowi ich prywatny rekord. A ponad 30 lat później ta sama kasa zadźwięczała w Paper Planes M.I.A. - zaraz obok świetnie wsamplowanego w refren odgłosu wystrzału z broni.

To tylko kilka przykładów na to, jak można wykorzystać potęgę mikrofonów, najróżniejszych rejestratorów dźwięków i samplerów, zarówno tych analogowych, jak i cyfrowych, dostępnych w każdym współczesnym programie do produkcji muzyki. Sampling jest kreatywną bramą, za którą czają się fenomenalne możliwości, nic dziwnego zatem, że przechodzą przez nią artyści i artystki, niezależnie od epoki i gatunkowego kontekstu.

Masę przykładów sampli nieoczywistych, które doskonale znacie (choć możecie nie być tego świadomi), złapiecie w audycji Przybysz z przeszłości powered by Gola, emitowanej w newonce.radio co wtorek o godzinie 19:05. Prowadząca, Paulina Przybysz, robi to tak: mamy sampel oryginalny, który prezentuje na antenie, a następnie opowiada historię jego i innych utworów, które powstały na jego bazie. Oczywiście łącznie z odsłuchem efektów. Czyli i bawi, i uczy, bo Paulina serwuje lekcję historii muzyki, ale ujętą w skondensowanej pigułce. Jak w praktyce wygląda kreatywny sampling? Gdzie kończą się zapożyczenia, a zaczyna plagiat? Słuchajcie co wtorek. Partnerem cyklu jest Gola, brytyjska marka obuwia, która powstała w 1905 roku. W latach 70. stała się synonimem sportu, a dziś łączy sportową przeszłość z obecnymi trendami, produkując casualowe buty w retro klimacie.

Tekst powstał przy współpracy z marką Gola

PRZYBYSZ_Z_PRZESZLOSCI-3.jpg

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.