Mistrzowska ekipa wciąż razem. Buccaneers liczą, że ciągłość da im kolejne Super Bowl

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Tampa Bay Buccaneers - Tom Brady
Fot. Mike Ehrmann/Getty Images

W każdym sporcie często powtarzanym hasłem jest to, że trudniej się utrzymać na szczycie niż pierwotnie na niego się wdrapać. Nie inaczej jest w NFL. Ostatni raz urzędujący mistrz obronił tytuł 16 lat temu. Tampa Bay Buccaneers robią jednak wszystko, by powtórzyć triumf w Super Bowl. Zaczęli od utrzymania kręgosłupa drużyny.

Od kilku dni w najpopularniejszej lidze w USA trwa wielkie targowisko. Choć oficjalne okno transferowe otworzyło się 17 marca i to wtedy kluby mogły potwierdzać wszystkie ruchy, to dobrze poinformowani ligowi insiderzy od początku tygodnia ogłaszają, kto idzie dokąd.

W tym okresie kibice żyją doniesieniami o tym, kogo pozyskał ich zespół. Słowem, które warto sobie wówczas zakodować jest „overreaction” – przesadne emocjonowanie się, reagowanie niewspółmiernie do skali wydarzenia. Widać to bowiem w obie strony. Jeśli jakaś drużyna ruszyła ostro na zakupy, fani momentalnie ogłaszają ją królową polowania, zacierają ręce na nowy sezon i są przekonani, że nowe nabytki sprawią, że będzie lepiej. Gdy z kolei ich ulubiony klub nie wykonuje za wielu ruchów, zaraz żalą się i przeżywają, że najlepsi z dostępnych graczy przeszli obok nosa, a ich zespół przespał okazję i skończy się to beznadziejnymi wynikami w przyszłym sezonie.

CIĄGŁOŚĆ LEPSZA NIŻ NOWY ZACIĄG

To zresztą już widać. New England Patriots pozyskali po słabszym sezonie i braku awansu do play-offów wagon nowych futbolistów i ta bardziej optymistycznie nastawiona część fanów już wieszczy, że w tym roku zespół Billa Belichicka odbije sobie niepowodzenia z sezonu 2020. Patriots kradną większość nagłówków – w końcu od początku XXI wieku byli prawdziwą dynastią i teraz po jednym słabym roku zaczęli się zbroić – ale to ich dawny lider, Tom Brady, może być jak do tej pory bardziej zadowolony.

Często bowiem w tym okresie kibice NFL zapominają, że nieraz lepsze od pozyskiwania nowych twarzy jest zatrzymanie w swoich szeregach największych gwiazd. Tą drogą zmierzają właśnie Tampa Bay Buccaneers. Mistrzowie skupili się na tym, by zachować w jak największej mierze skład, który pomógł odnieść triumf w Super Bowl i wygląda na to, że po cichu to oni „wygrywają” na razie początek okna transferowego.

Dyskusja zaczęła się tuż po finale. Wiadomo było, że kilku ważnym zawodnikom Buccaneers kończą się kontrakty i szybko zaczęto się zastanawiać, ilu z nich pożegna się z drużyną. Lista nie była może bardzo długa, jednak znajdowali się na niej kluczowi futboliści – skrzydłowi Chris Godwin i Antonio Brown, biegacz Leonard Fournette, tight end Rob Gronkowski, liniowy defensywny Ndamukong Suh, pass-rusher Shaq Barrett i linebacker Lavonte David.

UTRZYMAĆ FILARY

Każdy z nich odgrywał ważną rolę albo w trakcie sezonu zasadniczego, albo w play-offach, albo okazał się bohaterem Super Bowl. W budżecie na płace – który wskutek strat związanych z pandemią spadł w tym sezonie w NFL z 198.2 mln dolarów dla każdej z drużyn do 182.5 mln – Buccaneers mieli około 38.5 mln wolnych środków. Niby dużo, ale z drugiej strony nie na tyle, by móc zachować wszystkich wymienionych wyżej graczy. Wydawało się, że w kilku przypadkach trzeba będzie iść na ustępstwa albo zdecydować się na pożegnania. Wygląda jednak na to, że uda się utrzymać prawie wszystkich z nich.

Mistrzowie NFL interesy zaczęli od zatrzymanie Godwina na tzw. franchise tagu – rodzaju jednorocznej umowy, na podstawie której dany zawodnik otrzyma w kolejnym sezonie średnią zarobków pięciu najlepiej opłacanych graczy na swojej pozycji w lidze. Do połowy lipca drużyna może się jeszcze z nim później dogadać co do długoterminowej umowy i często franchise tag funkcjonuje jako tego typu półśrodek, który uniemożliwia graczowi odejście wiosną. Nie zawsze się udaje i zawodnik zostaje na tagu na kolejny rok, niemniej w przypadku Godwina zarówno trener Buccaneers Bruce Arians, jak i generalny menedżer zespołu Jason Licht twierdzą, że celem wciąż jest kontrakt na kilka lat.

Później podano również, że Lavonte David, wieloletni filar obrony ekipy, który przeczekał wszystkie słabe i przeciętne lata aż w końcu posmakował największego sukcesu po przyjściu Toma Brady'ego, podpisał nowy kontrakt na dwa lata i 25 mln dolarów. To był kolejny ważny ruch, bo szczególnie w przypadku 31-latka mówiło się o tym, że Super Bowl będzie jego zwieńczeniem w Buccaneers. Barwy drużyny reprezentuje bowiem od dziewięciu sezonów, doczekał się w końcu tytułu i docenienia, więc miał idealny pretekst, by znaleźć nowy zespół, który zapłaci mu wielkie pieniądze. David uznał jednak, że Tampa to jego dom i będzie grał tam dalej. Z całego grona futbolistów, którym kończyły się umowy, to on był najważniejszym pod względem przywództwa w szatni.

BRADY POMAGA KOLEGOM

Sygnał do dalszych ruchów dał Brady. Dzięki restrukturyzacji i przedłużeniu umowy o jeszcze jeden sezon (do 2022 roku, kiedy będzie miał 45 lat!) pozwolił Buccaneers znaleźć dodatkowe 16 mln dolarów wolnych środków. Pozując w bluzie swojej marki z numerem 7 z przodu, określającym liczbę zdobytych przez niego Super Bowl, napisał: „W pogoni za ósemką. LFG. Buccaneers – utrzymujemy ekipę razem”. „LFG” to skrót od „let's fucking go”, jednego z powiedzonek Brady'ego, ale to ostatnie zdanie było tutaj kluczowe. Szybko zresztą pod wpisem pojawił się komentarz Barretta, który zdawał się potwierdzać, że i on zostanie w Tampie.

Restrukturyzacja umowy Brady'ego sprawiła, że można było się skupić na kontrakcie właśnie 28-latka. Barrett to bodaj najważniejsze nazwisko z całej tej wyliczanki – pass rusher to jedna z najważniejszych pozycji w każdej drużynie NFL. Skoro liga idzie w stronę podawania, to obrona musi odpowiadać zawodnikami, którzy potrafią wywrzeć na rozgrywających rywali presję i skutecznie do nich dopadać. Barrett od dwóch lat potwierdza to w Tampie.

Jego kariera to ciekawy przypadek – w swoim pierwszym zespole, Denver Broncos, miał ograniczoną rolę o boku Vona Millera. Zdobył z nią Super Bowl w sezonie 2015, jednak w drodze po tytuł miał mały udział. W play-offach w żadnym ze spotkań nie wychodził na boisko częściej niż w 28% zagrań. Przez pięć sezonów serwis Pro Football Reference wyliczył mu zaledwie 17 meczów w podstawowym składzie. W tym okresie Barrett uzbierał 14 sacków i wymusił siedem strat, więc gdy w 2019 roku odchodził do Tampy, mało który fan Broncos za nim płakał. Ot, typowy zawodnik, który kiedyś trafił się po tym, jak nie został wybrany w drafcie i którego łatwo zastąpić.

ROZKWIT I WDZIĘCZNOŚĆ

W Buccaneers nagle okazało się jednak, że Barrett ma znacznie większy potencjał. Jego pierwszy sezon przyniósł 19.5 sacków – najlepszy wynik w NFL. Działacze podeszli jednak do sprawy na chłodno i zanim obsypali Barretta pieniędzmi na długiej umowie, postanowili przyznać mu franchise tag na sezon 2020. W nim jego liczby nie były już aż tak imponujące, ale 28-latek udowodnił, że jest graczem na wielkie mecze w play-offach. W finale konferencji z Green Bay Packers uderzał Aarona Rodgers cztery razy i skończył z trzema sackami. W Super Bowl dołożył kolejny sack i przez pół wieczora ganiał za bezbronnym Patrickiem Mahomesem. Było więc wiadomo, że jeśli trafi na rynek, dostanie porządny kontrakt.

Ostatecznie jednak Barrett, mimo teoretycznego spełnienia w Tampia i faktu, że wkracza w sportowy prime, nie szukał innych wyzwań. Uznał, że rozkwit jego talentu w zespole z Florydy nie jest przypadkowy i podpisał czteroletni kontrakt wart maksymalnie 72 miliony dolarów, z czego połowa jest gwarantowana. Dla Buccaneers to był najważniejszy ruch – gracze na tej pozycji nie rosną na drzewach i jeśli prezentują tak wysoki poziom, to zwykle kosztują jeszcze więcej.

Niewiadomą w defensywie pozostaje Suh, choć wydaje się, że jego akurat nie uda się utrzymać. To typowy weteran-skoczek, który końcówkę kariery spędza w różnych drużynach, licząc, że osiągnie z nimi sukces i przy okazji dobrze zarobi. Z Buccaneers zdobył tytuł, chętnych na jego usługi raczej nie zabraknie, a w dodatku w zespole jest Vita Vea – młodszy i bardziej perspektywiczny gracz. Na krótkiej i taniej umowie został ponadto inny zawodnik z tej pozycji, Rakeem Nunez-Roches, który zagrał od początku w 11 meczach poprzedniego sezonu, więc Suh wydaje się mało potrzebny.

KUMPLE BRADY'EGO ZOSTAJĄ

Niedługo po ogłoszeniu przedłużenia umowy z Barrettem dowiedzieliśmy się również, że na kolejny rok w Tampie zostaje Rob Gronkowski. Tight end, który specjalnie wracał z emerytury, by grać z Bradym, nie mógł podjąć innej decyzji. Ligowy insiderzy twierdzą, że miał ofertę chociażby z Buffalo Bills, ale Gronk podpisał roczną umowę na 10 mln dolarów i będzie grał dalej ze swoim najlepszym kumplem. Jego obecna rola w drużynie, która ma dużo opcji w ataku podaniowym, bardzo mu pasuje. Uwaga skupia się na innych, a on może robić to, co wychodzi mu najlepiej i siać terror w okolicach pola punktowego. Pokazał to w Super Bowl, kiedy złapał dwa przyłożenia.

Wiele wskazuje na to, że wróci też Antonio Brown. Banita, który był już poza NFL, przy Bradym potulnieje i wie, że trafił do środowiska, w którym sukcesy zespołu skutecznie przykrywają jego dawne grzechy. W jego przypadku jeszcze nie było potwierdzenia nowej umowy, jednak trudno wyobrazić sobie, by inne drużyny szczególnie się o niego zabijały. Znak zapytania można za to postawić przy nazwisku Fournette'a. Biegacz miał doskonały występ w Super Bowl, jednak po pierwsze już wcześniej dzielił się piłką z Ronaldem Jonesem, co niezbyt mu się podobało, a po drugie... gracze na tej pozycji są dziś w NFL najłatwiejsi do wymienienia. Ponadto mówi się o sporym zainteresowaniu Seattle Seahawks oraz New England Patriots, a jednocześnie słychać, że do Buccaneers powędruje inny dobry znajomy Brady'ego, czyli James White.

MISJA: REPEAT

Tak czy inaczej wiadomo już, że w Buccaneers zostają wszyscy najważniejsi gracze, którym kończyły się umowy, a poza tym cały dotychczasowy kręgosłup. Brady, skrzydła z Godwinem i Mike'iem Evanem, Gronk, nietknięta będzie doskonała linia ofensywna, większość obrony z liderami w osobach Davida i Barretta oraz młoda formacja secondary, która dobrze spisała się w Super Bowl. Zostaje też 8.5 mln dolarów w salary cap (wg serwisu spotrac), więc nie będzie problemu z zakontraktowaniem wybranych w drafcie debiutantów i może jeszcze jednego-dwóch weteranów, np. wspomnianego White'a.

Czy to wszystko wystarczy, by znów bić się o tytuł? Zdecydowanie powinno. Trzeba bowiem pamiętać, że przecież w poprzednim sezonie Buccaneers nawet... nie wygrali swojej dywizji i Super Bowl zdobyli, awansując do play-offów z dziką kartą. Nawet Arians mówił w trakcie sezonu, że to, co najlepsze, Brady pokaże dopiero w 2021 roku po w pełni przepracowanym okresie przygotowawczym. Można więc stwierdzić, że mistrzostwo przyszło rok wcześniej niż zakładano.

Teraz wiemy już, że fundamenty na następny sezon udało się utrzymać. Gdy więc Brady po finale mówił: „Wiecie dobrze, że jeszcze zobaczymy się w Super Bowl”, to wcale nie przesadzał. Obronić mistrzostwa nie udało się jednak w NFL nikomu od 16 lat. Ostatni byli Patriots w sezonach 2003-2004, których prowadził... Brady. Z jednej strony historia nie jest więc sprzymierzeńcem Tampy, a z drugiej rozgrywający stanowi tu pomost. Ósmy tytuł w wieku 44 lat? To całkiem możliwe. Wiele wskazuje na to, że Buccaneers są w doskonałej pozycji, by powtórzyć sukces.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i amerykański wyznaczają mu rytm przez cały rok. Na co dzień komentator spotkań Premier League w Viaplay. Pasję do jajowatej piłki spełnia w podcaście NFL Po Godzinach.