Największy „krzykacz” MMA znów w oktagonie. McGregor wraca na rewanż z Poirierem

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
Floyd Mayweather Jr. v Conor McGregor World Press Tour - London
Fot. Matthew Lewis/Getty Images

Conor McGregor jest na tyle głośną i barwną postacią, że można nie zauważyć, że od 2016 roku w UFC widzieliśmy go… dwa razy. Dlatego każdy jego powrót jest aktualnie sporym wydarzeniem. Tak będzie i tym razem, kiedy 23 stycznia wyjdzie do oktagonu razem z Dustinem Poirierem.

Pierwsza walka obu panów miała miejsce w 2014 roku. Skończyła się nokautem w pierwszej rundzie na korzyść Irlandczyka, który dopiero rósł jako jedna z największych gwiazd dyscypliny. Od tamtej pory minęło sporo czasu, szczególnie w kategoriach sportowych.

PODWÓJNY MISTRZ

McGregor był już wtedy byłym mistrzem federacji Cage Warriors, który wchodził w wielki świat UFC. Walka z Poirierem była jedną z przełomowych. To wtedy zaczął dostawać nagrody dla zawodnika roku i coraz więcej możliwości, by pojawiać się w mediach, co czynił z wielką chęcią.

Jego kariera rozwijała się wręcz modelowo. Mistrzostwo wagi piórkowej po walce z Jose Aldo, potem znakomita rywalizacja z Nate’em Diazem (jego pierwsza porażka w UFC, a potem niezwykle wyrównana zwycięska walka w rewanżu) i nokaut na Eddie’em Alvarezie, dający mistrzostwo wagi lekkiej. Na koniec 2016 roku McGregor był na szczycie sportowego świata. Zła wiadomość była taka, że jego ego również.

Irlandczyk nigdy nie był grzecznym chłopcem i od początku kariery przyjął postawę, która sprawiała, że nie można było być co do niego obojętnym. Część go kochała, a jeszcze większa część nie znosiła i oglądała tylko po to, żeby zobaczyć jak przegra. Słowo klucz? „Oglądała” – bo o to przecież chodzi.

CZARNY CHARAKTER

Klasyczna rywalizacja dobra ze złem to coś, co pod względem historii zawsze trafi do odbiorców, niezależnie od tego, po której stronie sporu stają. Szczególnie podatny grunt na takie rzeczy mają Stany Zjednoczone, znane chociażby z reżyserowanego wrestlingu, który wzniosłe walki dobrych i miłych gości z czarnymi charakterami potrafią czasem rozdmuchać do rozmiarów karykaturalnych.

McGregor to wiedział. Podobnie jak Dana White, który z przyjemnością tolerował zachowanie Irlandczyka, widząc góry pieniędzy, jakie mu to przynosi. Rywalizacja dwóch krzykaczy z Floydem Mayweatherem Jr. z 2017 roku zainteresowała całe środowisko sportów walki. Spopularyzowała MMA jeszcze bardziej, niż miało to miejsce wcześniej, ale biorąc pod uwagę różnice w dyscyplinach obu panów trudno było sobie wyobrazić emocjonujący i wyrównany pojedynek.

Walka odbyła się na zasadach bokserskich i – zgodnie z przewidywaniami – Mayweather McGregora znokautował. Ale nawet przewidywalny rezultat nie zmienił faktu, że obaj panowie zarobili na starciu setki milionów dolarów. Był to w zasadzie ostatni moment, w którym rozbuchany charakter Irlandczyka dało się jeszcze opanować. Od tej chwili zaczęło się pasmo mniej lub bardziej poważnych incydentów, które skończyły cierpliwość wszystkich, łącznie z White’em:

– w listopadzie 2017 roku, po walce swojego przyjaciela Charliego Warda w federacji Bellator, nieupoważniony wskoczył do ringu i wdarł się w szarpaninę z sędzią Markiem Goodardem, po czym uderzył leżącego przeciwnika Warda i starł się z właścicielami Bellatora;

– w kwietniu 2018 wraz z grupą około 20 osób zainicjował słynny atak na autobus z zawodnikami UFC (w środku była m.in. Karolina Kowalkiewicz), w którym miał znajdować się Chabib Nurmagomiedow, będący w konflikcie z Conorem i Artemem Lobowem. Skończyło się to licznymi karami i pozwami od zawodników poszkodowanych w całej sytuacji;

– trzykrotne oskarżenia o napaść seksualną: w 2018, 2019 i 2020 roku;

– pobicia w pubach i przy spotkaniach z fanami.

POSKROMIONY

Trudno stwierdzić, co zmieniło McGregora ze sportowego czarnego charakteru w życiowego antagonistę, jednak sława, podwójne mistrzostwo i pieniądze po walce z Mayweatherem mogą mieć z tym nieco wspólnego. White, mimo że niezbyt zadowolony z zachowania Conora, po raz kolejny wyczuł pieniądze w jego walce z Chabibem. Doprowadził do niej po ponad dwóch latach nieaktywności Irlandczyka.

Aktualny mistrz (Nurmagomiedow) kontra były mistrz, który nie stracił tytułu sportowo (zabrano mu go przez nieaktywność). Skromny, pracowity i religijny chłopak z Dagestanu kontra największy sportowy krzykacz. W dodatku obaj się nie znoszą, a incydent z autobusem napisał historię sam. Idealny filmowy scenariusz.

Niezwykle zmotywowany i znakomicie przygotowany Chabib zmiótł McGregora z oktagonu, ku uciesze wielu fanów UFC. Czarny charakter został poskromiony po raz drugi w ciągu dwóch lat, choć przy porażce z Mayweatherem miał dość mocną wymówkę. W tym wypadku – żadnej. Jego trash-talk i arogancja nagle straciły moc, a sam McGregor zaczął odchodzić nieco w odstawkę. Przez najbliższe półtora roku pojawiając się głównie przy okazji afer i kolejnych pyskówek, chociażby z Mayweatherem. Dwa razy zdążył też skończyć karierę, choć mało kto chyba myślał, że robi to w innym celu niż żeby zwrócić na siebie uwagę.

REWANŻ

Na początku 2020 roku wrócił do UFC nokautując Donalda Cerrone w 40 sekund i po raz pierwszy od niemal czterech lat (jak to zleciało!) miał się czym pochwalić. Dosłownie, bo oczywiście nie omieszkał odgrażać się tym od tamtej pory. W międzyczasie przepychał się z UFC w kwestiach kolejnej walki, więc trudno było czegokolwiek oczekiwać, przynajmniej dopóki nie zostaną złożone podpisy pod kontraktem.

Mimo tarć i myśli o końcu kariery (którym to już?) McGregor i Poirier podpisali kontrakty. Spotkają się w oktagonie 23 stycznia, ponad sześć lat po pierwszym pojedynku. Poirier nie miał od tamtej pory tak owocnej kariery jak Conor, jednak był między innymi tymczasowym mistrzem wagi lekkiej (walkę o to „właściwe” mistrzostwo przegrał z Chabibem), a na rozkładzie ma chociażby wspominanego Alvareza, Justina Gaethje czy Maxa Hollowaya.

Stawka wydaje się być oczywista. Zwycięzca pojedynku drugiego w rankingu wagi lekkiej Amerykanina z czwartym Irlandczykiem musi dostać walkę o zwakowany po odejściu Nurmagomiedowa pas mistrzowski wagi lekkiej.

Trudno wskazać faworyta, ale łatwo stwierdzić jedno – tej walki żaden fan MMA nie powinien odpuścić.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Współtwórca audycji NFL PO GODZINACH.