Jedenasty dzień publikowania mojej muzyki, bo nie mam nic innego do roboty – napisała pod koniec stycznia. Krótko po tym wydała swój pierwszy numer. Teraz PinkPantheress jest już gwiazdą TikToka. Można nie kojarzyć tej ksywy, ale jeśli w ostatnich miesiącach ktoś wchodził na platformę, na pewno zna jej piosenki.
W przypadku PinkPantheress zaczęło się od nagrywania numerów z wykorzystaniem sampli ze starych hitów lat 90. i 00. i wrzucania ich na SoundCloud. Swoją twórczością nie dzieliła się nawet z członkami rodziny czy znajomymi. Zajawkę udało jej się utrzymać w tajemnicy do momentu, aż jej przyjaciółka wysłała jej TikToka z wykorzystaniem piosenki, która brzmiała, jakby była wykonana przez PinkPantheress. I była. Do tej pory do jej największego hitu, UK garage’owego Just for me utworzono ponad 2 miliony filmów. W sierpniu TikTok ogłosił, że od końca czerwca do początku sierpnia utwór odnotował największy procentowy wzrost liczby twórców używających go w filmach, co czyni go oficjalnym hitem lata. Po wrzucaniu go na streamingi, w ciągu tygodnia zdobył 10 milionów odtworzeń na Spotify. A to dopiero początek kariery PinkPantheress.
Szybki wzrost popularności na platformie nie zmienił jednak jej podejścia do prywatności. Artystka ujawniła swój wizerunek dopiero w teledysku do Just for me, ale nadal ukrywa się pod nickiem z TikToka, rzadko dodaje nowe posty w social mediach i skupia się na studiach. Większość kawałków nagrywa w nocy w akademiku.
Chciałam, żeby to było bardziej o muzyce niż o tym, jak się prezentuję. Chodzi o to, ile możesz kontrolować, a nie możesz kontrolować wszystkiego, więc zdecydowałam, że czasami mogę być incognito. Uwielbiam prywatność, którą od teraz mam – przyznała w wywiadzie z NME (jednym z pierwszych, na które się zgodziła).
Gigantyczny wzrost popularności nie był dla PinkPantheress dużym zaskoczeniem. Brytyjska piosenkarka próbowała wielu sposobów anonimowej promocji swojej muzyki. Z pomocą przyszedł algorytm TikToka. PinkPantheress używa tej aplikacji głównie do sprawdzania, jak przyjmują się kolejne numery i budowania swojego fanbase’u (choć sama woli określenie społeczność skupiona wokół jej twórczości). Za każdym razem nagrywa jedynie fragment utworu, a gdy ten się poniesie, dogrywa do niego resztę, biorąc do serca wszelkie uwagi słuchaczy. Nie spodziewajcie się jednak rozwlekłych materiałów – jej najdłuższy numer trwa 2,5 minuty, debiutancki mixtape zamyka się w 19 minutach, a złośliwi twierdzą, że jej koncerty będą 15-minutowym show. Możliwe, ale nie pewno spektakularnym.
20-letnia autorka viralowego hitu ma już na koncie współpracę z Mura Masą i GoldLinkiem, remiks w wykonaniu Central Cee i kontrakt z wytwórnią Parlophone. Wśród inspiracji wymienia Lily Allen, k-pop, Michaela Jacksona i My Chemical Romance. Jak przyznaje, wiele z jej melodii wywodzi się z twórczości pop-punkowych i rockowych grup, takich jak: Blink-182, Linkin Park czy Good Charlotte. Swoje bardziej UK soundowe brzmienie, będące połączeniem klubowych beatów i popowego wokalu, określa mianem nowej nostalgii i przypisuje przechodzeniu przez każdą fazę dorastania.
Nie możesz po prostu słuchać moich rzeczy i myśleć: „Tak, to jest to!”. Trzeba wrócić do korzeni i posłuchać Shy FX, Adama F, Shola Ama, żeby poczuć, o co w tym wszystkim chodzi. To jest coś, co jest dla mnie bardzo ważne, abym dzielić się ze wszystkimi – nie chcę udawać, że zrobiłam coś, czego wcześniej nie było – przyznaje.
Nie ukrywa, że od dziecka marzyła o karierze muzycznej. Przekonała się do tego pomysłu po koncercie Paramore na Reading Festival (bo która dziewczyna swego czasu nie jarała się energią sceniczną i wokalem Hayley Williams!). Planem B jest reżyseria filmów.
15 października PinkPantheress wydała debiutancki mixtape to hell with it, będący zbiorem piosenek nagranych w tym roku. To płyta silnie nawiązująca do estetyki lat 2000, złożona z krótkich i prostych lo-fi breakbeatowych kawałków. Wyjątkowy klimat jej brzmienia Pitchfork określił poimprezową depresją, z drugiej strony to też niezłe earwormy: cały czas słuchać klubowy bit, a w połączeniu z kojącym wokalem piosenkarki, całość nabiera dosyć nostalgicznego klimatu. Niby nie brzmi to coś, co ma potencjał na viralowy hit TikToka, ale idealnie sprawdzi się przecież w przypadku makijażowych tutoriali alt-girls, prezentowania outfitów przez influencerki, kompilacji z wyjść ze znajomymi czy szybkich przepisów. Czyli wszystkiego, co lekkie i miłe dla oka. A biorąc pod uwagę pandemiczne nastroje genzetów i świetne przyjęcie ze strony gwiazd oraz recenzentów, PinkPantheress ma potencjał na karierę muzyczną także poza sekcją Dla Ciebie. Miejcie ją na radarze.
