Nasze pierwsze wrażenia po odsłuchu Nocnej Zmjany Jana–rapowanie

Zobacz również:Tymoteusz Puchacz: Mam w szufladzie sporo nowych utworów. Jak puszczam moim ziomalom, mówią „wow, to będzie sztos” (WYWIAD)
jan.jpg
fot. Konrad Caba

Debiutancki album młodego MC swoją oficjalną premierę ma w najbliższy piątek, ale my już dziś zdradzamy wam, czego możecie się na nim spodziewać.

1
Newschool? Trueschool?

Segregacyjna nomenklatura, spędzająca sen z powiek tłumom na całym świecie, pozostaje poza sferą zmartwień młodego MC z Krakowa. On na pytanie z nagłówka odpowiada (w Miało się nie udać) wprost: ch… w to, przede wszystkim w k... ja. I tak właśnie jest. Staroszkolna rapowa mentalność skąpana jest tu w niemal EDMowych czasem podkładach, budując odważny pomost pomiędzy schematycznymi łatkami starej i nowej szkoły. Trueschoolowe głowy zadowolą follow-upy do kawałków Laika, Peji czy Smarkiego Smarka. Dodatkowo ucieszy pewnie wyraźny pstryczek w nos dla autotune'owo-gitarowej twórczości Zeamsone’a (W szoku), czy szerszy hejt na brak autentyczności we współczesnym rapie (Głos). Z drugiej strony niektórzy skrzywią się raczej na przesterowany hook od Młodego Smoły (Damy radę), a – zgodnie z disclaimerem w tekście – refrenu ostatniego tracku (Nocna Zmjana) mogą nie przeżyć. Ale to w dużej mierze wina/zasługa produkcji, a jeśli o niej mowa…

2
Produkcja

Za warstwę muzyczną całości płyty odpowiada NOCNY, kojarzony z ekipą NNJL. W naszym ubiegłorocznym zestawieniu młodych polskich producentów, na których warto mieć oko, pisaliśmy o nim, że to trochę taki człowiek dwóch światów. Raz jego ksywę zobaczycie w produkcyjnych creditsach młodych rapowych kotów na jutubie, a potem spotkacie go naparzającego trapowo-basowe sety na festiwalu Czeluście. I ten wszechstronny dorobek bardzo wyraźnie słychać w warstwie muzycznej płyty. Znane już Tańczę czy Niech to usłyszą to nic w porównaniu z zamykającym płytę trackiem tytułowym, która jest odpałem mogącym konkurować chyba tylko z szalonym outro DMT Żabsona. Z drugiej strony na tym samym projekcie nie brakuje produkcji z zupełnie przeciwnego biegunu, na czele z hipnotyzującym Motylem, bujającym Spacerem czy onirycznymi Starymi czasami. Pomiędzy kolejnymi kawałkami próżno szukać powtarzalnych schematów, a wyważona długość projektu (coś, co często umyka nadgorliwym debiutantom - i nie tylko) sprawia, że do materiału naprawdę chce się wracać. Wypada w tym miejscu podkreślić, jak mocnym wpisem w CV Nocna Zmjana będzie także dla odpowiedzialnego za pierwszy człon nazwy młodego producenta.

3
Głos

Na początku przygody z SB Maffiją Janek zadeklarował, że: w mainstream wnosi podziemny rynsztok. I jak powiedział – tak robi. Plażowego letniaka ze Smolastym na hooku (Damy radę) przed premierą w radiowym eterze Eski nie uchroniło nawet zamknięcie go słowami: j...ć głupich ludzi i cioty, k..., pozdro. Raper, którego najpopularniejszą linijką z podziemnych czasów wciąż pozostaje chyba: k…, jak ja się tobą jaram, ja pier… na swym legalnym debiucie nie próbuje nagle sztucznie zgrywać poety. I tak zaskakuje bardzo wczesnym rozliczeniem z ciemnymi stronami wzrostu popularności (Stare Czasy (UFF)). Co najciekawsze – wypada w tym naprawdę autentycznie. Motyl z kolei to być może najlepsze 2,5 minuty czystego rapu w dotychczasowej karierze Janka. Przede wszystkim jednak niezmiennie stawia on na szczerość i naturalność – i to pozostaje jego największą siłą. Warstwa liryczna dalej więc pełna jest nonszalancji graniczącej z dezynwolturą, ale główny winowacja stawia sprawę jasno: Nie gadaj nic o skillach, te numery mają klimat taki, że się nie wymigasz. A ten klimat to wciąż luźno wypluwany na bit pamiętnik młodego chłopaka, który z wielkiego fana rapu stał się nagle jego twórcą i stara się to wszystko sobie poukładać. Ten klimat to też niezmiennie Kraków (012!) – nie szukając podziałów, ale wyraźnie odmienny od ukradkiem przejmującej monopol warszawskiej sceny. Podobnie, jak pewna rapowa supergrupa, Janek też przyjmuje narrację głosu swojego pokolenia, ale w jego obserwacjach brak górnolotnych porównań do japońskich zabawek. Są chęci dobrej zabawy, alkoholowe Ody do młodości spisywane pod nocnymi sklepami, parę złych decyzji i refleksji po drodze. Jego pokolenie nie jest głupie, ale nie lubi gadać o mądrościach - woli palić i tańczyć. Ale ma też naprawdę dużo wiary w siebie. A Janek jest po prostu jednym z nich – tyle, że teraz z mikrofonem.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.