Najważniejsze momenty Weekendu Gwiazd NBA. W rolach głównych LeBron, Curry i… Michael Jordan

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Stephen Curry i LeBron James. 2022 NBA All-Star Game
Fot. Jason Miller/Getty Images

Przed rokiem All-Star Weekend w NBA nie miał zbyt wiele sensu i był raczej czasem straconym. W tym roku chciano przynajmniej uhonorować najlepszych zawodników ligi wybranych na 75-lecie jej powstania. Poza tym o widowisko zadbali przede wszystkim LeBron James oraz Stephen Curry – obaj z Cleveland związani, choć obu przywitano zgoła inaczej. Zawiódł za to znów konkurs wsadów, lecz wielu osobom do szczęścia wystarczył widok Michaela Jordana.

Święto koszykówki w Cleveland dobiegło końca. Za nami kolejny weekend gwiazd, w którego trakcie sporo się działo – tak na boisku, jak i poza nim. Oto najważniejsze momenty tegorocznego NBA All-Star Weekend.

1
Karl-Anthony Towns wygrywa konkurs trójek

Kilka tygodni temu nazwał się najlepszym wysokim rzucającym za trzy, a teraz potwierdził, że nie były to wcale czcze słowa. Karl-Anthony Towns wygrał w sobotę konkurs trójek, który okazał się największą atrakcją drugiego dnia Weekendu Gwiazd. Podkoszowy Wolves zrobił to zresztą w świetnym stylu, bo po tym jak ledwo przebrnął przez pierwszą fazę (uratował go długi oczyszczający oddech przed ostatnim rzutem), to w finałowej rundzie trafiał jak w transie i ustanowił nowy rekord zawodów, zdobywając ostatecznie aż 29 punktów, czyli o trzy więcej niż Luke Kennard oraz Trae Young.

Tym samym Towns został pierwszym podkoszowym od czasu Kevina Love'a w 2012 roku, któremu udało się konkurs trójek wygrać. 26-latek to także drugi najwyższy w historii zwycięzca tych zawodów. O parę centymetrów przewyższa go wygrany z 2006 roku, czyli Dirk Nowitzki. Po wszystkim Towns zdradził, że do konkursu zgłaszał się od lat, ale liga dopiero teraz go zaprosiła. NBA zrobiła zresztą dla niego wyjątek i pozwoliła wystąpić w łańcuszku dla uhonorowania zmarłej w kwietniu 2020 roku mamy, choć z reguły uczestnicy konkursów nie mogą w ich trakcie nosić żadnej biżuterii.

2
Ciekawe plany LeBrona Jamesa

Sobota zarezerwowana jest dla konkursów, ale tym razem nagłówki skradł LeBron James, który w żadnym konkursie nie brał udziału. Wszystko za sprawą konferencji prasowej skrzydłowego Lakers. W rozmowie z dziennikarzami LBJ przez kilkanaście minut dał sporo ciekawych wypowiedzi. Nie szczędził ciepłych słów choćby w kierunku Sama Prestiego oraz Koby’ego Altmana, czyli generalnych menedżerów odpowiednio Thunder oraz Cavs, których pracę mocno pochwalił.

Słyszał to wszystko na pewno Rob Pelinka James nie ukrywał w ten sposób swojego niezadowolenia z ruchów Lakers – a raczej ich braku – przed tegorocznym trade deadline. Co więcej, przyznał też w sobotę, że na koniec kariery chce jeszcze zagrać ze swoim synem. – Gdziekolwiek będzie Bronny, to ja będę tam z nim – stwierdził nawet wprost.

Jamesowi obecny kontrakt kończy się w 2023 roku, a Bronny do ligi trafić powinien w drafcie 2024, co doprowadzić może do bardzo ciekawej sytuacji, w której wybór Bronny’ego – nawet mocno zawyżony – będzie miał interesujące skutki.

3
Mistrz olimpijski lepszy od konkursu wsadów

W sobotę zawiódł konkurs wsadów, ale przynajmniej w niedzielę fani mogli pooglądać trochę efektownych podkoszowych akrobacji (Ja Morant!). Okazję mieli ku temu także w piątek i to nie tylko za sprawą wschodzących gwiazd. Zadbał o to w pojedynku celebrytów m.in. Gianmarco Tamberi, czyli złoty medalista olimpijski z Tokio w skoku wzwyż. 29-letni Włoch nieraz udowodnił w karierze, że skakać potrafi bardzo wysoko – jest pod tym względem jednym z najlepszych na świecie – a windę w nogach pokazał także w Cleveland.

Dziś już może niekoniecznie, ale kilkadziesiąt lat temu najlepsi zawodnicy NBA odnosili często spore sukcesy akademickie także w innych dyscyplinach sportowych. Dla przykładu: Bill Russell nie tylko znakomicie biegał na krótkich dystansach, ale też był swego czasu jednym z najlepszych skoczków wzwyż… na całym świecie. Jeszcze przed debiutem w NBA w 1956 roku osiągnął nawet siódmy najlepszy wynik globu, choć na szczęście dla kibiców Boston Celtics karierę zrobił jako koszykarz.

4
Chwila dla legend

Russella nie było ostatecznie w Cleveland ze względu na sytuację koronawirusową, lecz w Ohio i tak stawił się cały zastęp wielkich legend NBA. Wszystko dlatego, że w przerwie niedzielnego meczu liga uhonorowała wybranych wcześniej 75 najlepszych zawodników w dziejach ligi, świętując w ten sposób 75-lecie istnienia. Były ikoniczne już kurtki, wspomnienia i pamiątkowe zdjęcia, a także rozmowy między największymi tego sportu, które śledzić mogliśmy choćby dzięki sile mediów społecznościowych.

Na uroczystości pojawiło się ostatecznie kilkudziesięciu zawodników z grona 75-tki wybranych – oprócz tych aktywnych, którzy i tak w Cleveland byli – a wśród nich także Michael Jordan. On po tych wszystkich latach wciąż usłyszał najgłośniejszą w niedzielę owację. Nie przepuścił też okazji, by porozmawiać m.in. z LeBronem, a mocno wyściskał też Lukę Doncica. Słoweniec to zresztą jeden z tych zawodników obecnych w Cleveland, który jest na dobrej drodze, by za 25 lat dołączyć do grona najlepszych graczy w dziejach ligi.

5
Stephen Curry show

Doncić w Meczu Gwiazd nie błyszczał (choć jest w znakomitej ostatnio formie). O poziom widowiska zadbali przede wszystkim ci, którzy w Cleveland się urodzili. Stephen Curry przyszedł na świat kilka lat po LeBronie Jamesie w jednym i tym samym szpitalu. Mimo tego publika przywitała go buczeniem, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że to właśnie kosztem Cavaliers zdobył trzy swoje mistrzowskie tytuły. Kibice nie mieli jednak wyjścia i musieli być pod wrażeniem Stepha, który w drodze po 50 punktów trafił aż 16 trójek!

Do Curry’ego powędrowała więc statuetka dla MVP meczu, choć ostatnie punkty w spotkaniu – przesądzające o zwycięstwie – zdobył jednak LeBron. Dla niego to też była bardzo wyjątkowa chwila. Sam zresztą przyznał w sobotę, że nie można wykluczyć jego kolejnego powrotu do Cleveland. Jemu kibice zgotowali więc fantastyczne przyjęcie, a on odwdzięczył się dobrą grą w meczu, który mógł się jak najbardziej podobać. Danie główne całego weekendu gwiazd od kilku już lat stoi zresztą na niezłym poziomie.

6
Święto nie dla wszystkich

Źle ten czas wspominać będzie jednak kilku zawodników. Wśród nich m.in. Donovan Mitchell, który z powodu choroby musiał ostatecznie wycofać się z gry oraz Kevin Durant, któremu w dzień pojedynku gwiazd zmarła babcia. Niezbyt dobre informacje usłyszeli także w niedzielę kibice Phoenix Suns. Jeszcze przed startem meczu okazało się bowiem, że z powodu kontuzji kciuka na 6-8 tygodni wypada Chris Paul. Rozgrywający na chwilę wybiegł na parkiet w Cleveland, ale teraz odpocznie sobie od koszykówki.

Dla drużyny numer jeden w lidze to mimo wszystko spory cios. Choć różnica Suns nad rywalami jest spora – prawie siedem spotkań przewagi nad Golden State Warriors – to jednak wciąż nie jest jeszcze na tyle duża, by być już spokojnym o utrzymanie najlepszego bilansu w NBA. Lepiej jednak, że taka kontuzja przydarza się CP3 teraz, a nie w fazie play-off. Jemu zresztą te dodatkowe tygodnie przerwy mogą się przydać – w ten sposób 36-latek na najważniejszą część sezonu (do grania wracamy w czwartek) będzie wreszcie wypoczęty.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Komentarze 0