Nie znamy lepszej komedii sensacyjnej niż „Zabójcza broń”. Naprawdę

zabojcza.jpg

Kiedy latem tego roku zmarł Richard Donner (m.in. Superman, Omen i Goonies), wydawało się, że o jego legendarnej serii można mówić wyłącznie w czasie przeszłym. Tymczasem piąta część Zabójczej broni powstanie! Za kamerą stanie... Mel Gibson.

Odtwórcę jednej z dwóch głównych ról – obok Danny'ego Glovera – namaścił sam Donner. Listen kid, if I kick the bucket you will do i – miał powiedzieć aktorowi, gdy ruszyły już prace nad piatką. I tak właśnie się stanie. W obsadzie powróci zarówno Gibson, jak i Glover. Za produkcję odpowiada Dan Lin. Film ma mieć premierę na HBO Max.

lethal.jpg

Scenarzystą oryginału z 1987 roku – zaangażowanym także w kontynuację – był Shane Black. Jest bardzo ważny dla całego cyklu, bo to on wymyślił głównych bohaterów. Plus minus wtedy, gdy był szeregowym, zatrudnionym czasowo pracownikiem na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles. Od dziecka zajarany kinem i komiksami pisał scenariusze do szuflady. Kiedy w końcu je stamtąd wyciągnął, okazało się, że są naprawdę niezłe. Na tyle, że ich autor został zatrudniony przez firmę 20th Century Fox do poprawiania skryptów innych scenarzystów. Miał wtedy 23 lata.

Po godzinach Shane Black napisał scenariusz Zabójczej broni i pokazał go swojemu agentowi, a ten załatwił mu spotkanie z konkurencją pod postacią Marka Cantona, szefa Warner Bros. Canton był zachwycony, po czym zaprezentował tekst Richardowi Donnerowi, reżyserskiej gwieździe kina masowego, twórcy choćby. Supermana i Omena. Donner podzielił entuzjazm. Wystarczyło tylko lekko wygładzić scenariusz, bo jego pierwsza wersja była bardzo mroczna. Chłopcy szukali w Los Angeles czegoś takiego, jak sprawiedliwość, podczas gdy byli tylko facetami w znoszonych garniturach, szukającymi wypłaty - powiedział Black w jednym z wywiadów.

Chłopcy, czyli sierżant Martin Riggs (Mel Gibson) i sierżant Roger Murtaugh (Danny Glover). Ten pierwszy - szaleniec, cierpiący po stracie ukochanej żony. Regularnie igra z życiem, licząc na to, że coś je w końcu zakończy. Drugi - stateczny pan po 50-tce, który ponad wszystko ceni sobie powrót po pracy do domu i spędzanie czasu z rodziną. To musiało zagrać. I zagrało, bo Zabójcza broń to wzorzec buddy cop movies. Akcja pędzi jak oszalała, co wtedy, w latach 80., było niespotykane; najsłynniejszy amerykański krytyk Roger Ebert nazwał pierwszą część cyklu choreografią broni oraz ciał w ruchu i czasie. Donnerowi i Blackowi udało się stworzyć perfekcyjny cross pomiędzy przepełnioną soczystymi one-linerami komedią, a kinem akcji z prawdziwego zdarzenia. Przecież ta scena, w której Riggs skuwa się kajdankami z samobójcą i leci z nim parę pięter w dół, jest, jakby nie patrzeć, dramatyczna, zwłaszcza jeśli ma się w pamięci riggsowy background. A i my, i on cieszymy się jak dzieci.

Chociaż sporo mroku, jaki w pierwszej wersji scenariusza zawarł Shane Black, gdzieś tam w Zabójczej broni pozostało. Początek, z zabijającą się, uzależnioną od narkotyków dziewczyną, poraża. Brutalność i bezwzględność handlarzy dragami także. Pamiętajmy, jak wyglądała opiatowa rzeczywistość w Los Angeles lat 80.; heroinę można było kupić na każdym rogu, a na tych, którzy za bardzo wkręcili się w spiralę uzależnienia, już czekali ci, którzy chętnie pożyczą im pieniądze na kolejną działkę. Z odpowiednim procentem. To przybliża film do realizmu, którego często brakowało choćby Szklanym pułapkom. A propos - Riggsa miał podobno grać Bruce Willis. Też pasowałby.

Mamy zatem i fantastyczny film akcji, i dramat, i doskonałą komedię, a wszystko to skumulowane w dwugodzinną pigułkę. Co warte dodania, kolejne części Zabójczej broni też dostarczają, choć już bardziej komediowo; w dwójce pojawia się ekscentryczny Leo Getz, kapitalnie odgrywany przez Joego Pesci. Richard Donner powstrzymywał wodze fantazji producentów, którzy nieomal chcieli nadać Riggsowi i Murtaughowi nadludzkich rysów. Może dlatego, że sam miał nad drzwiami biura napisane: zostaw swoje ego przed drzwiami. Zamiast tego twardo rozliczał kolejne części ze sprawnego zawiązywania akcji i znakomicie opowiedzianej historii. A Riggs i Murtaugh byli tylko zwykłymi glinami z Miasta Aniołów. Nierzadko z problemami rodzinnymi; wątek reklamy prezerwatyw Ramzes to jedna z naszych ulubionych scen całego czteroczęściowego cyklu.

Warto nadrobić lub odświeżyć sobie wcześniejsze odsłony Lethal Weapon przed planowanym zamknięciem pentalogii. Jestem już na to za stary! – wielokrotnie wrzeszczał w pierwszej części Murtaugh. Na tę serię jednak nikt nie jest za stary.

plakat.jpg

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.