"Night Stalker"? Netfliksowy serial o Nocnym Łowcy jest solidny, ale bez rewelacji

Zobacz również:"Elegia dla bidoków", czyli jak Hollywood wyobraża sobie wyborców Trumpa (RECENZJA)
Night Stalker Netflix
fot. materiały prasowe

Nie chcielibyście mieszkać w połowie lat 80. w Los Angeles. Plaga cracku, eskalująca przemoc, upały i na dokładkę on. Richard Ramirez. Działał tylko przez kilka miesięcy, ale to wystarczyło, żeby zapisać ponurą kartę w historii Miasta Aniołów.

Kilkadziesiąt napadów, czternaście zabójstw. Niektóre tak brutalne, że trudno to sobie wyobrazić; jednej z ofiar Ramirez wydłubał oczy. Działał bez planu, po omacku, atakował w przeróżnych dzielnicach Los Angeles, dwukrotnie wyruszając do San Francisco, gdzie zginęły jego pierwsza i ostatnia ofiara. Później, już po schwytaniu, opowiadał, że prowadził go Szatan, któremu oddał swoją duszę.

Richard Ramirez Mugshot
12 Dec 1984, Los Angeles, California, USA --- A mug shot of the "Night Stalker" serial killer, who perpetrated a series of brutal murders in the Los Angeles area in 1984 and 1985. --- Image by © Bettmann/CORBIS

Netfliksowy Night Stalker nie skupia się na postaci Richarda Ramireza; jego nazwisko pojawia się już pod koniec całego serialu. Co więcej, mówi o nim zaskakująco mało. Ciekawe, że temat, niczym bumerang powracający przy analizie popełnionych przez niego zbrodni, czyli rola starszego kuzyna, weterana wojny w Wietnamie, który opowiadał małemu Richardowi o okropieństwach, jakie widział na froncie, został sprowadzony do dosłownie jednego zdania. A przecież podobno właśnie te historie sprawiły, że Ramirez zafascynował się zbrodnią. Być może twórcy uznali, że temat całkowicie wyczerpała książka Philipa Carlo Night Stalker. The Life and Crimes of Richard Ramirez. A może po prostu bardziej zainteresowały ich sylwetki nie ściganego, a ścigających.

Bo to oni są tu na pierwszym planie. Duet jak z kina policyjnego: stary wyga, który widział już w życiu wszystko plus nieopierzony gołowąs z ambicjami. Frank Salerno i Gil Carrillo wciąż żyją, są już w podeszłym wieku, ale swoją opowieść snują z werwą młodego storytellera. Ten młodszy, Carrillo, mówi o tym, że praca w wydziale zabójstw miała w sobie coś filmowego dopóki nie okazało się, że wymaga od niego bycia poza domem 20 godzin na dobę. A po wszystkim obowiązkowe piwo w pobliskiej knajpie, żeby rozładować stres. To mogłoby być świetne buddy movie, gdyby nie działo się naprawdę.

Obaj zrobili bardzo dużo, by... ktoś inny schwytał Richarda Ramireza. To żaden spoiler, skoro od początku wiadomo, że nie mamy tu do czynienia ze sprawą pokroju Zodiaka, Ramirez przesiedział wiele lat w więzieniu, zmarł w 2013, a jego mroczna postać na stałe weszła do świata popkultury, jakkolwiek jest to moralnie wątpliwe w przypadku wszystkich seryjnych morderców - idoli mas. Netfliksowy dokument krok po kroku pokazuje, jak to się stało, że byli coraz bliżej i bliżej szalejącego Nocnego Łowcy. Przez moment na wyciągnięcie ręki - tylko awaria prądu sprawiła, że Ramirez nie został schwytany już w połowie swojego krwawego safari. Dlatego jeśli lubicie dokumenty nieefekciarskie, za to mocne merytorycznie, to coś dla was. Chociaż z tym brakiem efekciarstwa to też nie do końca prawda, bo najsłabszymi momentami serialu są te, w których twórcy wprowadzają fabularne wstawki jak z Teatru Telewizji lat 80. Kroki na schodach. Lufa wymierzona w obiektyw kamery. Jakieś łapsko, otwierające okno. Spłoszony kocur. Niby ma to zagęścić klimat, ale takie chwyty mogą przestraszyć co najwyżej widzów w okolicy 10. roku życia.

Inna sprawa, że lekka nerwowość pozostaje aż do zupełnie niesamowitego finału - trudno uwierzyć, że Ramirez zakończył swój zabójczy rajd w taki sposob. I to jest chyba najlepszy fragment całości. Może i jest tak, że Netflix trochę rozpuścił nas świetnymi dokumentami o autentycznych świrach, z fantastycznym Evil Genius na czele. Próba wejścia w ich uniwersa zapada w pamięć na dłużej niż kręcony bez fajerwerków reportaż z policyjnego śledztwa.

Co zostaje w głowie po seansie wciągającego, porządnie zrealizowanego, choć jakościowo nie dorównującego najlepszym netfliksowym true crimes Night Stalkera? Pokrzepiająca myśl - to nie są czasy dla seryjnych morderców. Dziś, gdy uliczny monitoring śledzi każdy nasz ruch, Ramirez wpadłby już chwilę po pierwszej zbrodni. Ale ponad 30 lat temu przestępca beztrosko hasał po willowych dzielnicach Los Angeles, a mieszkańcy niemal zapraszali go do siebie, kompletnie ignorując ostrzeżenia władz i zostawiając otwarte okna w domach. Jestem ze środkowego zachodu, my nie zamykamy drzwi przed ludźmi - miała powiedzieć do swojej rodziny Lela Kneiding, jedna z bohaterek serialu. Jak się niestety okazało - ofiara numer 11.

Bo to także historia ku przestrodze. Po seansie już zawsze będziecie sprawdzać, czy aby na pewno zamknęliście drzwi na klucz.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i media owner serwisu newonce.net. Jeśli zastanawiacie się, kto wymyśla te wszystkie absurdalne opisy przy wrzutkach na niuansowym Facebooku - z reguły on.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.