I to bez cienia przesady. The Slow Rush może i nie doczeka się tak legendarnego statusu jak poprzednie Currents, ale to kawał dobrej muzyki.
W 2019 ukazały się single Patience (które finalnie nie znalazło się na The Slow Rush) i Borderline. Apetyt wzrósł w miarę jedzenia, bo o ile Patience jest tylko świetne, to za Borderline szalejemy do dzisiaj. Szczególnie w tej zaktualizowanej wersji.
Mamy wrażenie, że wspomniana cierpliwość byłaby niezwykle potrzebna przy słuchaniu godzinnego albumu z zaledwie dwunastoma kawałkami. Zostaliśmy przyzwyczajeni do krótkich treści, maksymalnie trzyminutowych piosenek, i to najlepiej ze zmianami beatu w połowie każdego numeru. Przypadek The Slow Rush pokazuje jednak, że da się zrobić płytę, na której najdłuższy kawałek trwa ponad 7 minut, a po odsłuchu całego wydawnictwa żałujemy, że samo się nie zapętliło.
Krążki Tame Impala od zawsze były w mniejszym lub większym stopniu marzycielskie. A może powinniśmy napisać: osjaniczne. Jak zrobić płytę, w której będą się zasłuchiwać miliony, a dla każdego będzie brzmieć jak intymne doświadczenie? Kevin Parker opanował to do perfekcji.
Tytułowy powolny pośpiech doskonale oddaje to, co dzieje się na albumie. A dzieje się dużo – od zwariowanych, przenikających instrumentariów tylko sprawiających wrażenie zamkniętej kompozycji, przez rozmaite patenty wokalne po wyjątkowy feeling. Świetnym przykładem niech będzie ostatnia piosenka z płyty – One More Hour. Wiedziona prostymi akordami klawiszowymi i melodyjnym wtórowaniem kilku wersów Parkera kompozycja sinusoidalnie przemienia się z nieśpiesznego, spokojnego numeru w monumentalną demonstrację wypełnioną bębnami, syntezatorami, basem i pompatycznością. Co najważniejsze, ten zabieg ani trochę nie męczy.
Poza tym The Slow Rush jest naprawdę spójny. Po pierwszym przesłuchaniu nie pamięta się żadnego konkretnego utworu. Transakcja łączona – jeśli zaczynasz go słuchać, to musisz skończyć, tylko wtedy jest kompletny w swoim koncepcie.
Kolejne odsłuchy pozwalają na wybranie swoich faworytów spośród dwunastu numerów. Na tle reszty szczególnie wybija się kilka kawałków: oniryczne i melodyjne Breathe Deeper, Is It True, które sprawia, że mamy ochotę założyć dzwony, buty na obcasie i wyskoczyć na dancefloor pod kulą dyskotekową, a także wspomniane wcześniej One More Hour.
Wielki ukłon w stronę Parkera należy się także za szacunek dla odbiorców. Nie pozwolił sobie na wtórne przetwarzanie wcześniejszej twórczości (choć The Slow Rush spodoba się fanom Tame Impala tak samo jak poprzednie wydawnictwa), najlepsze tracki zostawił na koniec i nie wypuszczał ich jako single, a także… zmodyfikował doskonale znane Borderline. To zaledwie kilka dodatkowych dźwięków i linii wokalnych, a utwór brzmi zupełnie świeżo.
The Slow Rush nie zastąpi Currents na miejscu najbardziej charakterystycznego albumu Tame Impala. To dlatego, że nowy krążek ani trochę nie próbuje być taki, jak jego poprzednik. Kevin Parker nie poszedł na łatwiznę i nie podążył utartą przez siebie przed laty ścieżką, a wykarczował dla siebie miejsce na nieco inny, jeszcze bardziej emocjonalny styl. I zrobił jeden z najlepszych albumów 2020. Tak, wiemy że to dopiero początek roku.
