Obstawiamy, że te rapowe gwiazdy będą za kilka lat grały w Polsce na juwenaliach

da.jpg

Znacie to dziwne uczucie, kiedy jakiś artysta jest na szczytach list przebojów, potem robi się o nim ciszej, a potem nagle odkrywacie, że zagra na święcie studentów w waszym mieście. My ostatnio rozmawialiśmy o tym zjawisku w redakcji i... na szybko wytypowaliśmy sobie kilku takich kandydatów na przyszłość.

Nie znaczy to oczywiście, że uważamy ich za słabiaków - tu chodzi raczej o wróżenie z fusów a propos dalszych losów ich karier. Tacy LMFAO jednego roku obstawiali największe festiwale, a chwilę później Redfoo (czyli ten kudłaty) został ogłoszony jako gwiazda lubelskich Medykaliów. W poprzedniej dekadzie Limp Bizkit wyprzedaliby każdy stadion świata, w tej grali na Ursynaliach. A że aktualnie na topie jest rap, to i wybraliśmy sobie pięciu wykonawców, których za parę lat możecie spodziewać się w Polsce w okolicy maja. Z legitką studencką zniżka 50%.

1
1. Die Antwoord

Wiadomo, że koncertowo to ogień, ale ten żart prędzej czy później musi przestać być śmieszny. I tak coś nam się wydaje, że za parę lat Ninja będzie wywijać członkiem nie na Open'erze czy Orange'u, lecz na juwenaliowych scenach jak Polska długa i szeroka. Co by nie mówić, humor Die Antwoord świetnie korelowałby z suto zakrapianą piwem atmosferą studenckich spędów, a takich hitów jak I Fink U Freeky czy Enter The Ninja chyba już nie będą mieli.

2
2. Macklemore

Na ten moment Macklemore jeszcze jedzie na oparach swoich największych przebojów sprzed kilku lat, ale znów - naszym zdaniem to źródełko musi wyschnąć. Ben Haggerty nie jest Nasem i nie ma statusu rapera - legendy, który nawet na emeryturze będzie ozdobą najważniejszych festiwali świata. Tu niestety, niejako nawiązując do wiadomego hiciora, obstawiamy transfer z salonów mody do muzycznego lumpeksu, dzieląc plakat z Lao Che i Happysad.

3
3. G-Eazy

Jeszcze chyba trochę pociągnie - póki Gerald piękny i względnie młody, fanki powinny dopisać, a i muzycznie to nie jest na ten moment jakaś równia pochyła. Natomiast miejmy też świadomość, że częściej aniżeli o jego nowych płytowych dokonaniach mówi się o tym, czy G-Eazy zmienił dziewczynę albo fryzurę. To już bardziej gwiazda popu niż rapu, a te pierwsze świecą może intensywnie, ale krótko. Zdziwimy się, jeśli za parę lat nie trafimy na niego przed studencką sesją. Swoją drogą Halsey wróżymy podobną karierę.

4
4. Rae Sremmurd

Tu co prawda aż tak pewni nie jesteśmy - istnieje jakaś szansa, że chłopaki ogarną solidne, wieloletnie kariery, choć jeśli mamy być szczerzy, bardziej wydaje nam się, że zrobią to oddzielnie, solowo. Ale może być też i tak, że za parę lat wesoły autobus będzie przemieszczał się pomiędzy największymi studenckimi miasteczkami w Polsce. Ale by było!

5
5. Machine Gun Kelly

Tu są i umiejętności, i chwytliwe kawałki, ale znów - podobnie jak G-Eazy, Machine Gun Kelly udanie zagospodarował dla siebie pewne konkretne poletko hip-hopu, natomiast nie bardzo widzimy sytuacji, w której dryblas z Houston awansuje do rapowego panteonu wszech czasów. Póki co komercyjnie jest dobrze, ale kiedy rap zostanie w mainstreamie wyparty przez inne gatunki, pozycja takich graczy może być dużo słabsza. W Polsce MGK gościł wielokrotnie i na jego miejscu zaopatrzylibyśmy się w studenckie przewodniki, bo juwenalia chętnie przygarniają tych, którzy zlecieli z topu, ale wciąż chcą zarabiać na życie koncertowaniem.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.