OSTATNI MECZ #15. Szach i mat

Zobacz również:Wraca Premier League! Faworyci, nowicjusze i Polacy w kotle najlepszej ligi świata (PODCAST)
szachy-e1592142860422.jpg
fot. Ute Grabowsky/Photothek via Getty Images

„Ostatni Mecz” to powieść w odcinkach, którą w każdy weekend publikujemy na newonce.sport – piłkarski thriller rozgrywający się w Londynie. Galeria szemranych postaci, nadciągające zło i jeden człowiek, który znalazł się w centrum szalonych wydarzeń. Dziś kolejna część historii, która powoli zbliża się do finału.

10 pierwszych rozdziałów przeczytacie TUTAJ. Rozdział 11 – TUTAJ. Rozdział 12 – TUTAJ, a rozdział 13 – TUTAJ. Rozdział 14 – TUTAJ

ROZDZIAŁ 15

SZACH I MAT

Mężczyzna zachowywał się więcej niż dziwnie. Patrzyła teraz na jego twarz, stężałą od intensywnego myślenia. Była jedynym świadkiem absurdalnego show. Żałowała tej samotności. Nie zwracał na nią uwagi. Całą koncentrację poświęcił białym figurkom. Akurat był ich ruch. Pomyślała, że nie może czuć się bezpiecznie w jednym pomieszczeniu z człowiekiem, który sam ze sobą rozgrywa partię szachów. – Nie przeszkadza ci to, że wiesz, jaki następny ruch wykona rywal? – zapytała, ale nawet nie spojrzał w jej kierunku. Jego twarz nabrała teraz jeszcze większego skupienia. Przesunął laufra, podrapał się po brodzie i wstał.

Sophie Moon zmrużyła oczy i starała się wytrzymać przez chwilę pod naporem światła, które padało na jej twarz. To może głupie, ale próbowała sobie wyobrazić, że kręcą teledysk. Miała kiedyś propozycję zagrania w klipie znanego boysbandu, ale zaproponował jej to jeden z tancerzy, a ona przespała się z głównym wokalistą i przepadło. – Czy wiesz, że szachowy mistrz świata jest świetny w Fantasy Premier League? – zapytał stojąc plecami do niej. – Oczywiście – odparła. – Grywasz? – Nie, wolę prawdziwe emocje – wycedziła niemal szeptem. Chciało jej się pić. Podał jej wodę, gdy oblizała wargi i przypomniał sobie, że przecież związał jej ręce z tyłu. Przystawił szklankę do pełnych ust, piła łapczywie, do dna. – Takie emocje, jak tutaj? – zapytał. – No cóż, stawka trochę za wysoka, nawet jak dla mnie – spróbowała się uśmiechnąć, ale nie wyszło.

Inteligentna i seksowna – Zjawa nie ukrywał, że boi się takich kobiet. Przez całe życie wybierał prostsze rozwiązania. Dziwki. Albo głupie studentki, które po paru drinkach jechały z nim do mieszkania. Telefon zawibrował w jej torebce. Po raz kolejny. Wyciągnął aparat i spojrzał na wyświetlacz. – Nie wierzę, że z Werkiem też miałaś romans – pokazał jej ekran. – Raczej sprawki. Takie tam. Nie stronię od ludzi, którzy coś wiedzą – powiedziała przygryzając wargi. Sophie zastanawiała się teraz, kto ją wystawił. Oczywiście, że miała sporo wrogów. Zdawała sobie również sprawę, że jej nazwisko mogło istnieć w tzw. rejestrach podsłuchowych, jedna z gazet śledziła w ten sposób rozmowy znanych osób, w tym celebrytów. Sprawa była głośna w całej Europie. Starała się uważać. Naprawdę. Nie sądziła, by to Werk popchnął ją w objęcia Zjawy, zresztą, nie zdążyła mu nawet powiedzieć o swoim misternym planie. Marcus Welsh też nie wiedział zbyt wiele. Jak zatem, do cholery? Wiedziała, że Zjawa jest człowiekiem o paskudnej reputacji i może to lepiej, iż nie zdawała sobie sprawy z tego, co zrobił z Chińczykiem. Ponieważ wówczas naprawdę zaczęłaby się bać.

Sophie Moon długo planowała ten skok na kasę. Od kiedy kilka naście lat temu jeden z zawodników, z którym się przespała, powiedział jej po narkotykach, jak on i jego kumple ustawiają kilka meczów w sezonie, tkała pajęczynę. Chciała się dostać do skarbca, wysadzić, go i zgarnąć całą pulę. Nie interesowały jej drobne. A może niewiele wiedział? I teraz chciał wyciągnąć cały plan? Plan to jedno, ale wykonawcy. Tej partii szachów nie da się rozegrać samemu. Jest sporo pionków, które trzeba puścić w ruch. Ale one mają emocje, zobowiązania, między nimi jest pewna nić, widzialna tylko dla niektórych. Na przykład dla niej. – Ściągniesz tutaj Werka – powiedział oschle. – Nikt nie przybywa na jedno skinienie, nawet moje – zaśmiała się. – Nie doceniasz samej siebie – kontynuował siedząc już po stronie czarnych figur. – A co z tego będę miała? – postanowiła, że już i tak nie ma nic do stracenia. – Zostaniesz w grze – wzruszył ramionami. – Przejęzyczyłem się, przepraszam, nie mam podzielnej uwagi. – Czyli? – Przeżyjesz? Czy to tak mało? – Podaj mi telefon – zdała sobie sprawę, że godzi się zbyt szybko na jego warunki. Ale nie zwrócił uwagi na ten szczegół. Rzucił jeszcze okiem na szachownicę i skierował do niej kroki. Zaszedł od tyłu, rozwiązał sznur, który pętał nadgarstki i podał telefon. – Ufasz mi, dzięki – poczuła, że odzyskuje trochę życia. – Nie. Popatrz – rozejrzał się. – Jesteśmy tutaj sami. Nie wiesz nawet, jaka to część Londynu i czy w ogóle to Londyn. Jestem od ciebie dużo silniejszy fizycznie. No i nie zrobiłem ci krzywdy, przecież tylko rozmawiamy – odniosła wrażenie, że na chwilę złagodniał. – Skoro tak wydzwania, to musicie mieć jakąś ważną sprawę do omówienia – ciągnął. – Po prostu oddzwania. Próbowałam sobie przypomnieć nazwisko naszego wspólnego znajomego, faktycznie zadzwoniłam do niego kilka razy, on ma świetną pamięć i... Przystawił palec do ust. W półmroku zauważyła jak zastygł. Miał rację, nie wiedziała, gdzie są, ale teraz usłyszała stłumiony dźwięk windy, a więc to był apartament. Siedzieli w jakimś pokoju. Światło lampy sączyło się dość marnie, na dodatek cały czas skierowane na jej twarz. Rolety były szczelnie zasunięte. – Pisz – rzucił. – Szkoda tracić czas. – Będziesz dyktował? To podniecające. Lubię pewnych siebie facetów. – Skończ pierdolić. Nie jestem jednym z tych idiotów, których wodzisz za nos. Oczywiście, że będę dyktował – rozgniewał się teraz. – Napisz tak: Czekam u ciebie. Odblokowała telefon i szybko wstukała, choć delikatnie zaczęły jej drżeć dłonie. Zauważył to natychmiast. – Nie bój się, przecież wszystko będzie dobrze, prawda? – powiedział jej prosto do ucha. – „u CIEBIE?”. Widzę, że darzycie się szacunkiem. No dobrze, położył dłoń na jej ramieniu. Był to nieprzyjemny, ciężki dotyk. – Chciałam podkreślić pilność sprawy – odparła.

Konrad Werk wchodził właśnie do klatki schodowej, gdy poczuł w tylnej kieszeni wibracje. Odczytał wiadomość. W zasadzie powinno mu się teraz zrobić gorąco, duszno, być może mógłby nawet zemdleć i nieprzytomny obudzić się w szpitalu. A jednak zachował spokój. Aż go to zdumiało. Dobrze, że nie zdążył wstukać kodu. Nie patrzył też do góry, dopiero teraz uświadomił sobie, że kiedy z oddali zerkał na swoje okna, nie mógł sobie przypomnieć chwili, w której zasuwał rolety. Kroki skierował do sklepu. Rashid ważył właśnie banany dla jakiejś kobiety i posłał mu szeroki uśmiech. Kiedy klientka zniknęła, Werk objął kumpla ramieniem i delikatnie poprowadził w kierunku zaplecza. – Rashid, mam ważną sprawę. Pamiętasz, mówiłeś mi kiedyś, że kupiłeś sobie przedmiot, który pozwala ci... – ściszył głos. – Być spokojnym? – dopowiedział Rashid. – Tak. – I co z nim? – Chciałbym go pożyczyć, jeśli to nie problem. Nie mogę... – Nic nie musisz mówić – Rashid zamrugał. – A, to okej. Dzięki – poklepał kumpla serdecznie. – Kiedy oddasz? Wiesz, że wieczorami kręcą się tu różne typy. – Postaram się jeszcze dziś, Rashid. Obiecuję – Werk schował przedmiot pod kurtkę i ruszył do wyjścia. Czas na skończenie tej zabawy, pomyślał. Po chwili coś zapikało w mieszkaniu i Sophie Moon drgnęła jak spłoszona sarna. Drgnęła dokładnie jak wtedy, dawno temu, w innym życiu. Zjawa mógł wiedzieć dużo rzeczy, ale o tym jej sekrecie nie miał pojęcia. To ją teraz uspokajało. Spojrzała na majaczące w mroku szachy i powoli docierało do niej, że być może za chwilę wygra najważniejszą partię w życiu. Czuła nieokiełznane podniecenie.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.