Parostatkiem w mroczny rejs. Jak wypada „1899” od twórców „Dark”? (RECENZJA)

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
1899 / Netflix
1899 / Netflix

Tak jak pasażerowie serialowego statku mówią w różnych językach, tak Jantje Friese i Baran bo Odar sięgają po całą gamę konwencji i wątków, żeby utrzymać uwagę widza. Produkcję zrealizowano z dużym rozmachem, chociaż niekiedy wygląda na pisaną patykiem po wodzie.

Przełomy wieków skłaniają do rozliczeń i otwierają nową kartę w historii. Niektórzy widzieli w nich szansę na rewolucję czy zmianę myślenia, podczas gdy dla innych, tych bardziej defetystycznych, szklanka była do połowy pusta. Wystarczy przypomnieć sobie szum narosły wokół problemu roku 2000, kiedy okazało się, że twórcy wielu urządzeń i programów komputerowych nie przewidzieli ich używania w XXI wieku. W banalnej pomyłce widziano zapowiedź rychłej apokalipsy. Straszono dezorganizacją i chaosem, spadło zaufanie do technologii.

Podobnie było ponad sto lat wcześniej. Intelektualiści, idąc za wersem z wiersza Niemoc Paula Verlaine’a i koncepcjami Artura Schopenhauera, pogrążali się w dekadentyzmie. Koncepcja fin de siècle, czyli schyłku wieku, zakładała, że kultura nie zaoferuje już niczego wartościowego ani przyciągającego uwagę. Mieszczańskie znużenie i utrata wiary w obowiązujące systemy wartości wzięły górę nad potrzebą rozwoju. Czy jakakolwiek ideologia albo ustrój polityczny okaże się tym skutecznym? Czy początek XX wieku tchnie w świat ducha nowości i zmiecie z planszy marazm? To pytania, na które znamy odpowiedź z lekcji historii. Wtedy trapiły tak samo – jak nie bardziej – niczym problem pluskwy milenijnej.

Modlitwy do Wuja Sama

Ówczesne niepokoje nieprzypadkowo stają się tłem 1899 – nowego serialu duetu Jantje Friese i Barana bo Odara. Twórcy niemieckojęzycznego, świetnie przyjętego Dark przyzwyczaili widzów do tego, że pojęcie linearnego, stałego czasu w zestawieniu z równoległymi wieloświatami to dla nich nuda. Do podobnej konkluzji dochodzą także tym razem, ale przez większą część historii tkwimy na końcu XIX wieku. Akcja serialu rozgrywa się na pokładzie parowca Cerber, który w październiku tytułowego roku wypływa z Londynu do Nowego Jorku.

Główni bohaterowie wywodzą się z różnych środowisk i mają odmienne światopoglądy. Łączy ich jednak rozpięte między nadzieją a niepewnością przekonanie, że Europa nie jest miejscem dla nich.

1899 / Netflix
1899 / Netflix

Zdjęcie dopiero co wybudowanej Statuy Wolności, które wypada z kieszeni Olka, polskiego imigranta (w tej, całkiem dobrej zresztą roli, Maciej Musiał), pozostaje niezbitym dowodem na to, że pokładają wiarę w Stany Zjednoczone. Chcą tam zapomnieć o burzliwej przeszłości i dostać drugą szansę od Wuja Sama. Maura Franklin podróżuje samotnie jako jedna z pierwszych kobiet-neurolożek leczących w Wielkiej Brytanii. Para homoseksualistów, Ángel i przybierający fałszywą tożsamość księdza Ramiro, pragnie wyjść z cienia. Lucien, paryżanin z klasy wyższej, liczy, że eksperymentalna terapia za oceanem uratuje mu życie. Jérôme, zdradzony przez niego Francuz z Legii Cudzoziemskiej, także szuka szczęścia kilkanaście tysięcy kilometrów dalej.

Tajemnica Prometeusza

Na poziomie budowania bohaterów i ich motywacji 1899 rysuje się obiecująco. Pokład Cerbera przerodził się w istną wieżę Babel – załoga dosypująca węgiel do pieców w piwnicach i pasażerowie mówią do siebie w różnych językach. Nie potrafią właściwie odczytać wszystkich komunikatów, ale w obliczu zagrożenia muszą znaleźć wspólny mianownik i jakoś się porozumieć. Zderzenie kultur, ale i klas to intencjonalny zabieg duetu niemieckich twórców. Jak podkreślali w 2020 roku, obsadzenie w głównych rolach aktorów z wielu krajów miało być symbolicznym zjednoczeniem kultury Starego Kontynentu. Czujemy, że w ostatnich latach, kiedy Europa chyliła się ku upadkowi, chcieliśmy dać kontrapunkt do Brexitu i nacjonalizmu narastającego tu i ówdzie. Powrócić do idei Europejczyków, którzy razem tworzą i pracująmówiła Friese w rozmowie z magazynem Deadline Hollywood.

Serial ma skoki tętna podobne do pacjenta z arytmią serca. Rozwija się dość powoli, niektóre dialogi ciągną się w nieskończoność, a później następuje jazda bez trzymanki.

1899 dystansuje się jednak od bycia społeczno-politycznym komentarzem na temat imigracji i integracji. Już pierwszy odcinek serialu wyraźnie sygnalizuje, że historyczny sztafaż jest tylko punktem wyjścia opowieści łączącej ze sobą thriller i sci-fi. Kapitan Cerbera, Eyk Larsen, otrzymuje informację o współrzędnych Prometeusza. Statek należący do tej samej firmy przewozowej bezpowrotnie zaginął cztery miesiące wcześniej. Mimo sprzeciwu załogi i pasażerów mężczyzna zmienia kurs parowca, żeby ewakuować drugi okręt. Decyzja okazuje się jednak brzemienna w skutkach. Ekipa ratunkowa nie zastaje na pokładzie Prometeusza nikogo poza bladym, elegancko ubranym chłopcem. Jego sprowadzenie na Cerbera staje się początkiem serii enigmatycznych, a zarazem tragicznych wydarzeń. Telegraf przestaje działać, kompasy wariują, giną pierwsi ludzie. Nie wiadomo, co się dzieje, a dziecko, jedyna osoba, która mogłaby to wyjaśnić, twardo milczy.

Bałagan na pokładzie

Coś, na czym chyba najbardziej zależało Friese i bo Odarowi, czyli tajemnica stojąca za paranormalnymi zjawiskami, wprowadza do 1899 chaos. Zasadne pozostaje pytanie, czy był intencjonalny i scenariusz celowo wodzi widza za nos, czy zadanie pociągnięcia wielu wątków na raz okazało się zbyt złożone. Serial ma skoki tętna podobne do pacjenta z arytmią serca. Rozwija się dość powoli, niektóre dialogi ciągną się w nieskończoność, a później następuje jazda bez trzymanki. Łatwo wytłumaczyć to próbą budowania napięcia, ale sama końcówka pierwszego sezonu daje nieodparte wrażenie, że twórcom zabrakło czasu i z konieczności należało włączyć wyższy bieg.

1899 / Netflix
1899 / Netflix

Tę nierównowagę dobrze widać na przykładzie ścieżki dźwiękowej. Jej lwią część skomponował Ben Frost, w którego portfolio znajdują się m.in. Wychowane przez wilki oraz To, co pozostało ze Stellanem Skarsgårdem. Ambientowe plamy rozlewają się na historię, przenikliwy rytm budzi grozę, ale do czasu, Każdy z odcinków kończy się rockowym evergreenem pokroju (Don’t Fear) The Reaper Blue Öyster Club albo Child in Time Deep Purple. Ich słowa korespondują z tym, co działo się przez poprzednią godzinę, ale piosenki brzmią jak zbyt pośpiesznie rzucone puenty.

Ocean w studiu

W tym wszystkim rozczarowuje sama intryga, która wygląda na patchwork ogranych już historii sci-fi, włącznie ze wspomnianym Dark. Oskarżeniami o plagiat wytoczonymi przeciwko twórcom przez brazylijską rysowniczkę Mary Cagnin raczej nikt nie przejął się na poważnie. Pytanie, czy 1899 czerpie pełnymi garściami z komiksu Black Silence, jest jednak dobrym pretekstem do rozważań nad wtórnością serialu. Demoniczny, omnipotentny chłopiec, zagadkowe artefakty pokroju Czarnej Piramidy i pełzającego skarabeusza, ludzie zamieniający się w zombie i anonimowe listy zdążyły się już wyeksploatować. Między takimi motywami brakuje pomysłu na to, jak utrzymać uwagę widza. Leila Latif, recenzentka The Guardian, zdefiniowała ten problem nieco ostrzej, we właściwym sobie, kąśliwym języku. Nawet zwroty akcji nie rekompensują tego, jak opresyjnie nudna jest całośćpisała.

Trochę gorzej estetycznie wypadają momenty, gdy serial przeradza się w przebieżkę po wieloświatach. Nadal mamy jednak do czynienia ze scenami, na które poświęcono i wystarczająco czasu, i pieniędzy.

Friese i bo Odar próbują zakrywać wtórności i łatać scenariuszowe dziury na różne sposoby. Celowo na początku wspomniałem o statku i okolicznościach całego rejsu. W 1899 widać bowiem dbałość o scenograficzne detale Cerbera i Prometeusza. To aspekt o tyle godny zauważenia, że zdjęć do serialu nie zrealizowano na oceanie, tylko w wirtualnym studiu Volume w Poczdamie. Nie oszczędzano (budżet ośmiu odcinków według luźnych szacunków wyniósł nawet 60 milionów euro) nawet na tych najmniejszych dekoracjach i efektach specjalnych. Sztuczny sztorm, mgła uniemożliwiająca dalszą podróż i wzburzone fale, jakby oddające rozchwianie bohaterów, budują mrok, ale same w sobie robią wrażenie. Trochę gorzej estetycznie wypadają momenty, gdy serial przeradza się w przebieżkę po wieloświatach. Nadal mamy jednak do czynienia ze scenami, na które poświęcono i wystarczająco czasu, i pieniędzy.

Dziecko Titanica i Incepcji

Netfliksową nowość można też wpisać w inne szufladki. Przegląd reakcji na pojawiające się zagrożenie to całkiem trafna diagnoza społeczna. Niektórym bohaterom włącza się tryb zadaniowy i chcą za wszelką cenę rozwikłać zagadkę, druga grupa wszczyna bunt na pokładzie, zamierzając użyć agresji, a bogobojne małżeństwo z Daniii oddaje się w ręce sił wyższych. 1899 początkowo kryje również wątek klasowy, choć – całe szczęście – nie skończyło się na budowaniu prostych antagonizmów pomiędzy uciemiężonymi robotnikami a oderwaną od rzeczywistości burżuazją. Również w samym wątku dotyczącym najważniejszej zagadki serialu spróbowano wgryźć się głębiej w meandry ludzkiego umysłu. Padają tu – choć z różnym skutkiem – hasła dotyczące złożoności naszych wspomnień, pamięci i metafory rzeczywistości jako iluzji. Gdyby Titanic i Incepcja mieli dziecko, uczyłoby się takich tekstów na pamięć. Wszystkie te aspekty scenariusza mogłyby wzajemnie się uzupełniać, jednak ich połączenie przypomina raczej chaotyczną rywalizację o uwagę widza. Kiedy znika obyczajowość, pojawia się nolanowski moralitet – i tak w kółko.

Ośmioodcinkowy statek Niemców ostatecznie dobija do brzegu, żegnając widza dużym cliffhangerem zapowiadającym drugi sezon. Nie obyło się bez osiadania na mieliźnie, choć to raczej nie wynik braku pomysłu, co ich nadmiaru, niejasnej decyzji dotyczącej tego, gdzie wypadałoby się zakotwiczyć i kurczowego chwytania się sci-fi anturażu z Dark. Pozostaje wierzyć, że dalszy rejs 1899 będzie płynniejszy – bo potencjał tkwi tu całkiem spory.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Pisał lub pisze na łamach „Papaya.Rocks”, „Krytyki Politycznej”, „Kontaktu”, „Gazety Magnetofonowej” i „NOIZZ”. Lubi reportaże, muzykę elektroniczną i kino. Występował w „Kole Fortuny”, gdzie Rafał Brzozowski zagiął go hasłem „tatuaż tymczasowy”.
Komentarze 0