Mimo tego że snowboard jest na igrzyskach od 1998 roku, wciąż wydaje się nam w miarę nową konkurencją. Ze względu na jego nowość Polacy często - mniej lub bardziej bezpodstawnie - widzieli w nim swoje szanse na ewentualną medalową niespodziankę. Do tej pory się nie udało, ale jak to będzie wyglądało w Pekinie? Szanse na sukces zdają się być niewielkie, jednak to nie znaczy, że go nie będzie.
Od startu w Nagano w 1998 roku, polscy kibice próbują znaleźć pierwszą polską szansę snowboardową. W Japonii uznali, że szansa jest… bo w sumie czemu nie, to nowa konkurencja i mogą być miłe niespodzianki. Jak można się spodziewać, te nadzieje spełzły na niczym. Cztery lata później szansą miała być Jagna Marczułajtis i choć przed igrzyskami powiedzielibyśmy, że liczenie na cokolwiek jest trochę na wyrost, to… Polka prawie zdobyła medal, przegrywając go wyłącznie własnymi błędami w końcówce zarówno półfinału, jak i walki o trzecie miejsce giganta równoległego. Od Turynu (2006) naszą regularną nadzieją stał się klan Ligockich - Paulina i Michał w halfpipe’ie oraz Mateusz w snowcrossie. Paulina była dwukrotną medalistką mistrzostw świata, więc tutaj chociaż mieliśmy powody do wiary, jednak efekt - niestety - był ten sam.
IM WIĘCEJ LOSÓW, TYM LEPIEJ
W Pekinie również mamy swoje małe powody, by wierzyć w dobry wynik. Co więcej, szans na niespodziankę jest więcej niż jedna i to w tej samej konkurencji, w której już kiedyś się o nią otarliśmy - w slalomie gigancie równoległym. Wspominana Jagna Marczułajtis do momentu popełnienia błędu miała w swoich rękach nawet finał, co wyraźnie pokazuje, że w gigancie równoległym nawet zawodnicy z drugiego czy trzeciego szeregu mogą się przebić stosunkowo łatwo przy odpowiedniej dyspozycji dnia.
A takich nam nie brakuje. Najpoważniejszym polskim losem na snowboardowej loterii jest Aleksandra Król. Nasza zawodniczka regularnie znajduje się w drugiej dziesiątce zawodów Pucharu Świata, jednak - nie bez powodu - zrobiło się o niej głośno kilka tygodni temu, kiedy to na ostatnich zawodach PŚ przed igrzyskami osiągnęła swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Wielokrotnie budowaliśmy bezpodstawne nadzieje na podstawie zwycięstw sprzed kilku miesięcy czy nawet sprzed sezonu, to co dopiero powiedzieć o takim życiowym rezultacie chwilę przed najważniejszą imprezą czterolecia? Nie czyni to oczywiście z Polki automatycznej faworytki, bo mógł to być po prostu jednorazowy wyskok. Nawet jeśli nie, to wciąż mówimy o innym stoku, dyspozycji dnia czy po prostu fakcie, że ta forma Król jest jeszcze niepotwierdzona.
Mogliśmy się obawiać o to, że to zwycięstwo nałoży na naszą zawodniczkę dodatkową presję, jednak sama zainteresowana odbiera to całkowicie inaczej mówiąc wprost - jadę po medal. O presję możemy być więc raczej spokojni, bo ta co prawda istnieje, ale jest nałożona samodzielnie i całkiem nieźle opanowana. A jaki będzie z tego rezultat? Gigant równoległy, czyli bezpośrednia rywalizacja między zawodniczkami, pokazywał nam nie raz, że zdarzyć może się prawie wszystko. O ile oczywiście ma się formę i jest się w miarę blisko najlepszych. A to o Król - szczególnie po zwycięstwie w Simonhoehe, można jak najbardziej powiedzieć.
PRZEJŚĆ ELIMINACJE
Podobnie zresztą jak o Oskarze Kwiatkowskim i Michale Nowaczyku. Obaj panowie nie mają może miejsc na podium Pucharu Świata w tym sezonie, ale takie osiągnięcia zdobywali w ubiegłym. Pokazali niejednokrotnie, że są w stanie rywalizować ze światową czołówką - pytanie tylko, czy będą w stanie to zrobić akurat na igrzyskach?
Slalom gigant równoległy to o tyle specyficzna konkurencja, że tutaj już same eliminacje są zawsze kluczowe dla końcowego wyniku. Szczególnie w przypadku Polaków. Snowboardziści jadą dwa przejazdy (po każdym z torów), które wyłaniają najlepszą szesnastkę zawodów rywalizującą potem w trybie drabinki na podstawie wyników (1-16, 2-15 itd.). Wszyscy nasi reprezentanci regularnie zajmują miejsca w drugiej dziesiątce zawodów, więc samo zakwalifikowanie się do ostatniej szesnastki nie będzie wcale takie proste. Jeśli jednak się to uda - trzeba to zrobić na jak najwyższym miejscu, żeby w bezpośredniej rywalizacji w 1/8 finału nie trafić na potentatów. A potem… potem jesteśmy dwie rundy od strefy medalowej i wydarzyć się może naprawdę sporo.
Do startu jednak jeszcze chwila, a najważniejsze to w spokoju trenować do samych zawodów. Nasi snowboardziści - jako jedni z nielicznych w naszej kadrze - nie muszą na razie martwić się sprawami zdrowotnymi i oby tak już zostało do samego końca. Mają za to inne „kłopoty” - chociażby potrzebę kołdry, którą musiał Aleksandrze Król zapewnić dolatujący później do wioski olimpijskiej... Dawid Kubacki.
Oby do końca skończyło się tylko na takich problemach. I wysokiej formie na stoku, bo slalom gigant równoległy może dać nam nawet podobne emocje jak w Salt Lake City.
TYPY NEWONCE: Król: ćwierćfinał (miejsca 5-8)
Kwiatkowski/Nowaczyk: miejsca 9-16
