Chociaż wielu chciało w ten sposób upamiętnić tragicznie zmarłego koszykarza, prawa - także te rynku - są nieubłagane.
Na potrzeby artykułu rzuciliśmy raz jeszcze okiem na petycję, która przetoczyła się w ostatnich dniach po internecie: gdy piszemy te słowa, na liczniku są już prawie trzy miliony podpisów pod zmianą loga sławnej ligi.
Takie oddanie czci byłoby bez wątpienia świetną rzeczą – no i zdecydowanie mniej komercyjną niż kolejna akcja modelki Kinsey Wolanskiej, która we wtorek zakłóciła zawody w zjeździe panów w austriackim Schladming, by przekazać światu propsy dla Bryanta.
Ale do rzeczy. W akcję promującą zbieranie podpisów zaangażowało się sporo osób, choćby ze świata muzyki, na czele z Usherem, Meek Millem i Justinem Bieberem. Cóż jednak z tego, skoro działania są daremne.
Jak donoszą źródła Yahoo Sports, władze ligi nie są mimo wszystko zainteresowane takim hołdem – a wszystko dlatego, że nawet obecne logo, choć wzorowane na koszykarzu Jerrym Weście, jest jednak basicowe. To ma wpisywać się w myśl samej organizacji, która twierdzi, że w historii było sporo ważnych graczy i wyróżnienie jednego z nich byłoby jednak precedensem.
Nie jest za to przesądzone, czy NBA nie uhonoruje Kobego w inny sposób, np. nazywając jedno z sezonowych trofeów jego imieniem lub też lobbując za tym, by numer 24 był już na zawsze niedostępny dla innych.
