Pieseł na giełdzie. Jak Dogecoin i inne memiczne tokeny weszły do użytku

Zobacz również:Turystyczne loty w kosmos mogą być coraz częstszym zjawiskiem. Pierwszy ma odbyć się już za moment
Dogecoin
Jakub Porzycki/NurPhoto via Getty Images

Smutne koleiny losu prekursora z reguły sprawiają, że pierwsza osoba z danym pomysłem często musi obejść się smakiem sukcesu i zaakceptować, że profity na danej idei zbijają ci, którzy najlepiej ją opakują i sprzedadzą. Ale losy Dogecoin (DOGE) – ewenementu wśród altcoinów – przeczą tej tezie.

Kryptowaluty często otacza aura nowości, która sprawia, że mówi się o nich w kwestii przyszłości. Ale bitcoin obchodził w tym roku 13. urodziny, a pierwszy Dogecoin został wyemitowany w 2013 roku – niemal dekadę temu.

Token powstał z inicjatywy Jacksona Palmera – pracującego wtedy dla Adobe Inc. product managera z australijskiego Sydney – który postanowił stworzyć własną monetę, by wyśmiać absurdalny, jego zdaniem, kryptowalutowy boom. Posłużył się wizerunkiem psa Shiba Inu, będącego wtedy bohaterem jednych z najpopularniejszych memów – w Polsce japoński zwierzak był znany przede wszystkim jako Pieseł. Prześmiewcza waluta na początku nie miała być niczym więcej. Ale jej viralowa natura szybko przyciągnęła rzeszę fanów w internecie. W ten sposób o Dogecoin dowiedział się Billy Markus, programista z Portland, który zaoferował swoją pomoc w technologicznym rozwoju projektu.

Dalsza historia tego altcoina to droga pełna ostrych zakrętów i zwrotów akcji. Popularność DOGE sprawiła, że jej wartość rosła, a to z kolei sprowokowało zainteresowanie osób zainteresowanych zyskiem. Wirtualna moneta z wizerunkiem sympatycznego psiaka stała się postrzegana jako realny obiekt spekulacji, na którym można zarobić sporo pieniędzy. I stała się ona dostępna na wielu platformach, wśród nich znalazła się chociażby Zonda.

Zamieszanie wokół całej inicjatywy sprawiło jednak, że Palmer wycofał się z projektu, skarżąc się na toksyczną atmosferę, która miała zapanować w jego otoczeniu. Zabawa się skończyła, a Dogecoin stał się prominentnym altcoinem, który mocno poszybował w górę na fali boomu w całym kryptowersum, który trwał od 2017 do 2019 roku. Całą tendencję podsycił także, najpewniej zupełnie oddolnie, Elon Musk – ledwie na kilka miesięcy przed tym, gdy w październiku 2021 roku stał się najbogatszym człowiekiem na świecie.

CEO SpaceX postował na Twitterze o rozmowach w sprawie usprawniania transakcyjnych możliwości kryptowaluty. Odpalił też ankietę, w której sondował czy jego firma powinna zacząć akceptować płatności tym tokenem. Dogecoin zyskał w ten sposób najlepszą możliwą promocję i stał się definitywną memiczną walutą, którą równocześnie traktuje się poważnie. Można w nią inwestować na większości cyfrowych giełd oraz płacić nią u coraz większej liczby podmiotów.

Niedawny kryzys w całej branży kryptograficznej dotknął oczywiście także DOGE. Kwestią czasu jest jednak moment, w którym token ten – do spółki z wieloma innymi kryptowalutami – odbije się i osiągnie ponownie stabilną wartość. Warto przy tej okazji spojrzeć ogólnie na segment memecoinów – wycinku altcoinowego sektora, który emituje kolejne rodzaje tokenów, które chcą zreplikować sukces Dogecoina. Shiba Inu (SHIB) to bezpośredni konkurent tej kryptowaluty, który radzi sobie od dłuższego czasu bardziej niż przyzwoicie. Ale same coiny nawiązujące nazwami lub logotypami do memicznego psiaka oraz innych zwierząt domowych można liczyć w setkach. Tego rodzaju kopie mogą być przynętą na naiwnych inwestorów, którzy nie poczynią odpowiedniego researchu. A czasami są po prostu przykrywką dla scammerów, którzy ulotnią się po zebraniu odpowiedniej ilości środków. W większości jednak są to marginalne kryptowaluty, który nie znajdują żadnej trakcji na rynku. Ale Dogelon Mars, Baby Doge Coin, Samoyed Coin, Dogs of Elon czy DogeBonk nie tylko istnieją, ale także przyzwoicie sobie radzą na rynku.

Hassane Kamara, piłkarz Watford FC ze sponsoringiem Dogecoin na rękawie koszulki klubowej / fot. Malcolm Couzens/Getty Images
Hassane Kamara, piłkarz Watford FC ze sponsoringiem Dogecoin na rękawie koszulki klubowej / fot. Malcolm Couzens/Getty Images

Skąd tyle walut? Przede wszystkim stąd, że samodzielne wyemitowanie własnego coina nie jest wcale trudne. W oparciu o ERC-20 – standard blockchainu Ethereum – swój własny token można stworzyć w kilka minut. Dla wielu takich inicjatyw status shitcoina – bezwartościowej i w zasadzie martwej waluty – jest nieuniknioną koniecznością. Mówimy bowiem o rynku, na którym są już co najmniej tysiące różnych altcoinów chcących stać się szeroko dostępnymi środkami płatniczymi. Ale wystarczy dobra promocja, odrobina szczęścia albo dobry pomysł. Takim jest na przykład szlachetna natura Pawthereum, opartej oczywiście o Ethereum waluty, która automatycznie przeznacza określony procent od obrotu do portfela zbierającego środki na pomoc zwierzętom. To zresztą pochodna GRUMPY, czyli coina powstałego w oparciu o mem Grumpy Cat.

Fortuna kołem się toczy. Tak samo jak memiczna karuzela, która sprawia, że coś, co śmieszy nas w danym tygodniu nieuchronnie zostanie zastąpione przez nowy trend. Memy z kolei stały się tak integralną częścią internetu, że nie ma się co dziwić splotowi ze światem kryptowalut, który także żywi się dynamiką cyfrowego życia. Może to zabawne, ale obrazek, z którego dziś się śmiejemy, jutro może być przyczynkiem do wzbogacenia się.

Aby dowiedzieć się więcej o inwestowaniu w cyfrowe aktywa, wejdź na stronę giełdy Zonda, która jest jedną z największych giełd walut cyfrowych w Europie. Firma została założona w 2014 roku i jest regulowana przez estońską jednostkę analityki finansowej (FIU). W serwisie jest do wyboru ponad 60 kryptowalut, ale inwestorzy mogą dokonywać transakcji również przy użyciu tradycyjnych walut, w tym polskiego złotego.

Rynek kryptowalut oraz kryptoaktywów charakteryzuje się wysoką zmiennością. Inwestycja w kryptowaluty i kryptoaktywa wiąże się z wysokim ryzykiem.

Tekst powstał we współpracy z marką Zonda.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.
Komentarze 0