Polsko-ukraińskie serce, które może dać nam wiele radości. Angelinę Łysak musi znać każdy fan olimpizmu

Zobacz również:Będzie nowa walka Tyson - Holyfield! To jedna z najsłynniejszych rywalizacji w historii popkultury
Angelina Łysak
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Urodziła się i wychowała za naszą wschodnią granicą, jednak narodowość babci sprawiła, że startuje dla Polski. I to z jakim skutkiem. Angelina Łysak jest jednym z największych talentów olimpijskich sportów walki w Polsce i o ile jej występ na igrzyskach w Paryżu jest jeszcze daleki od pewnego, o tyle drzemiący w niej potencjał pozwala wierzyć, że zobaczymy ją pod polską flagą na francuskich matach.

Śledząc polskie zapasy, bardzo łatwo można natrafić na nazwiska, których w pierwszej chwili nie połączylibyśmy z naszą reprezentacją. W ostatnich latach medale mistrzostw świata zdobywali dla nas chociażby Gevorg Sahakyan czy Magomedmurad Gadżijew – ten drugi jest nawet dwukrotnym olimpijczykiem w barwach naszego kraju.

Obaj przyjechali z daleka – Sahakyan z Armenii, Gadżijew z rosyjskiego Dagestanu, kolebki sportów walki – i chcieli reprezentować nasz kraj, choć trzeba uczciwie przyznać, że do tego momentu większych związków z Polską nie mieli. To jednak w zapasach dość częsta sytuacja w przypadku zawodników wyjeżdżających w stronę zachodu Europy i nie tylko u nas takie przypadki się zdarzają.

SZCZEGÓLNY PRZYPADEK

Gadżijew i Sahakyan zbliżają się powoli do końca swoich karier. Patrząc na młodszą część reprezentacji ktoś mógłby pomyśleć, że zostaną zastąpieni innymi naturalizowanymi zawodnikami. Szczególnie że właśnie w byłej olimpijskiej wadze Gadżijewa (65 kg w stylu wolnym) pojawił się Eduard Grigorew. Jest to jednak całkowicie co innego – Grigorew to potomek polskich zesłańców syberyjskich i efekt innego podejścia Polskiego Związku Zapaśniczego. Nie naturalizowania, a szukania tych, którzy chcą walczyć dla kraju swoich przodków.

Kimś takim jest też Angelina Łysak. Dla tych, którzy interesują się zapasami, jej nazwisko już jakiś czas temu mogło wydawać się znajome. Jeszcze w 2020 roku zdobywała medal mistrzostw Europy dla Ukrainy. Miała wtedy 22 lata, a na koncie także medale mistrzostw świata juniorów i młodzieżowców. Od kilku lat miała już jednak związki z Polską – startowała w lidze zapaśniczej, a przede wszystkim poznała swojego przyszłego męża, Romana Pacurkowskiego, który sam jest reprezentantem Polski w zapasach i także ma ukraińsko-polskie pochodzenie. Babcia Angeliny jest Polką, co tylko ułatwiło zadanie, kiedy zapaśniczka zdecydowała się związać przyszłość z naszym krajem i startować w polskich barwach od 2021 roku.

Jak powiedział prezes Polskiego Związku Zapaśniczego, Andrzej Supron, to wyjątkowa sytuacja, bo do Polski przyciągnęły ją dwie rzeczy – miłość i pochodzenie.

SERCE WIELU BARW

Łysak od razu idealnie wkomponowała się w polską kadrę. W pierwszym poważniejszym starcie w naszych barwach została wicemistrzynią Europy seniorek, a jeszcze w tym samym roku mistrzynią świata do lat 23. Na igrzyskach olimpijskich w Tokio oczywiście nie wystąpiła – dla Polski zaczęła startować w samym środku kwalifikacji, a w jej kategorii do Japonii pojechała Jowita Wrzesień. A w dodatku Łysak nie ma na razie polskiego obywatelstwa. Karta Polaka i „sportowy paszport” pozwalają na starty pod polską flagą we wszystkich zawodach – poza igrzyskami. W Paryżu nie powinno już być z tym problemu.

Najpierw jednak trzeba się tam dostać, a początek tego sezonu mocno zmartwił wszystkich fanów młodej zawodniczki. Po świetnym starcie w polskich barwach, sezon 2022 zaczął się od dwóch porażek na mistrzostwach Europy. Łysak przez kilka miesięcy nie wyglądała tak, jak nas do tego przyzwyczaiła, a powodów było co najmniej kilka. Nie sposób nie wskazać rosyjskiej inwazji na Ukrainę jako jednego z nich. Angelina startuje dla Polski, żyje w Polsce i to Polskę nazywa już swoim domem, ale znaczna część jej rodziny jest za naszą wschodnią granicą. Dodatkowo jej mąż jest żołnierzem Wojska Polskiego, a sytuacja stała się co najmniej niepewna.

Na jednym z turniejów, jeszcze zanim wykluczono rosyjskich sportowców, spotkała ją także niezwykle nieprzyjemna sytuacja, kiedy jeden z rosyjskich trenerów – wiedząc, skąd pochodzi Łysak – kazał swojej zawodniczce ją „połamać”. Mówiąc w skrócie – nikt po Rosjanach i Białorusinach w światowych zapasach nie płacze.

Gorszy okres przełożył się na dyspozycję psychiczną, ale i fizyczną. Trener kadry Dariusz Grzywiński wspominał potem, że w pierwszej części sezonu nie najlepiej szło też zbijanie wagi pod docelowy limit Angeliny, czyli wagę do 57 kilometrów. A złe zbijanie wagi to słabsza forma fizyczna, nawet jeśli cała reszta jest wypracowana.

– Po mistrzostwach Europy, gdzie o medal przegrałam z Niemką, z którą wcześniej wygrywałam nawet przed czasem, musiałam to wszystko sobie poukładać – mówi nam Angelina. – Na pewno nie można mieć formy przez cały sezon, a na dyspozycję wpływają różne rzeczy, nawet jakieś małe zmęczenie, a co dopiero coś większego, jak problemy w życiu prywatnym. W końcu też nie jestem robotem, tylko człowiekiem. Był moment, że miałam taki mały stan depresyjny, jeśli można to tak nazwać. Na szczęście nie byłam sama, była moja rodzina, był mąż, bardzo pomogli mi też trenerzy, więc powoli poszło to do przodu – stwierdza.

STYL ZDOLNY DO WIELKICH RZECZY

Na mistrzostwa świata Łysak jechała więc jako niepewny kandydat do dobrego rezultatu – patrząc oczywiście z naszej strony, bo sama zapaśniczka już wiedziała, że jest lepiej niż wcześniej.

– Na treningach wyglądało to coraz lepiej. Nawet koleżanki zwracały uwagę, że jestem w bardzo dobrej formie, choć ja jeszcze wtedy nie do końca w to wierzyłam – przyznaje Łysak. – Ale po pierwszych walkach na mistrzostwach świata dotarło do mnie, że naprawdę mogę dużo. Nie powinnam tak mówić, ale czasem tak mam, że po porażkach mam większą motywację i to też pewnie z tego wyniknęło. Oczywiście nad tym pracuję, bo przecież nie będę ciągle przegrywać, żeby potem odnieść sukces – śmieje się nasza reprezentantka.

Zero problemów z wagą i znakomite przygotowanie sprawiło, że po świetnym turnieju zdobyła brązowy medal – jeden z trzech całej polskiej reprezentacji. Nie można powiedzieć, że pomogło losowanie. Od pierwszej walki nie było jej bowiem łatwo, a w całych zawodach zaliczyła tylko jedną porażkę – z mistrzynią olimpijską i świata Helen Maroulis, z którą, mimo porażki przed czasem, można było odnieść wrażenie, że próbuje zrobić znacznie więcej niż inne zawodniczki, często przegrywające z Amerykanką już w głowie.

– Zdecydowanie nie patrzyłam na nią w ten sposób, że to wielka mistrzyni – przyznaje Angelina. – Każdy, kto wychodzi na matę, może przegrać, taki jest sport. Jest mistrzynią, ale to nie znaczy, że mam się z góry pogodzić z porażką. Jednak dziewczyny ze Stanów są też zawsze świetnie przygotowane. Mają psychologa, masę trenerów, na mistrzostwach mieli więcej osób w sztabie niż na macie, co w zapasach nie jest takie oczywiste, a wręcz bardzo rzadkie. No i też muszę przyznać, że Maroulis mnie przeczytała - to, co chciałam robić i jak atakować. Ale nie czułam się wcale jakoś znacząco słabsza. Po prostu muszę popracować nad tym, żeby następna walka była prowadzona w inny sposób – podsumowuje.

Nie licząc walki z Maroulis, która ostatecznie zdobyła srebrny medal, Łysak zdominowała swoje przeciwniczki z Indii i Kazachstanu, wygrywając przed czasem. W walce o brąz pokonała jedną z bardzo doświadczonych reprezentantek Mongolii, a wynik (10:6) nie oddaje przebiegu rywalizacji. Polska zapaśniczka kontrolowała cały pojedynek i przez większość czasu prowadziła bardzo wysoko. Kilka punktów w ostatniej minucie oddała wyłącznie ze względu na utratę koncentracji po sędziowskiej kontrowersji – przyznano jej bowiem zwycięstwo przed czasem, by po chwili zmienić decyzję i stwierdzić, że zawodniczki muszą walczyć dalej. Ponownie trzeba było więc wrócić do pełnego skupienia, a to, po chwili radości, nie było takie proste. Na szczęście wcześniej wypracowana przewaga wystarczyła.

– Zdarzało się, że na mistrzostwach świata seniorów byłam piąta, a dodatkowo w ostatnim przypadku, jeszcze w barwach Ukrainy, przegrałam o medal z Mongołką – wspomina nasza medalistka. – Teraz patrzę na drabinkę i widzę, że znowu będę walczyła z reprezentantką Mongolii, tylko że z inną. Mówię no nie, nie oddam im tego więcej (śmiech). Wiedziałam, że jest starsza, dużo bardziej doświadczona, ma także sporo medali, ale myślałam sobie wychodząc na matę, że na tyle roboty, co zrobiłam, to nie mogę tak myśleć – mówi.

– Też mam dwie ręce, dwie nogi, to czemu mam jej nie pokonać. No i zostawiłem całe swoje serce na macie, a rywalka nie miała nic do powiedzenia, bo od początku ułożyłam tę walkę pod siebie i walczyłyśmy moim stylem, tym, w czym ja się czuję najlepiej. Osiągnęłam swój cel. Oczywiście chciałoby się finału, ale ja i tak jestem bardzo zadowolona z tego, co mam – przyznaje Łysak.

Angelina Łysak
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Łysak ma też bardzo oryginalny, jak na nasze warunki, styl walki. Kiedy wielu zapaśników skupia się na podstawach – obronie, sprowadzeniach do parteru i niżej punktowanych akcjach tamże – Angelina, niezależnie od przeciwniczki, próbuje przejąć kontrolę nad pojedynkiem i atakować efektownymi rzutami za cztery lub pięć punktów (w zapasach można dostać 1, 2, 4 lub 5 punktów za pojedynczą akcję).

Oglądając jakiekolwiek ważne zawody, nie widzi się tego zbyt często i o ile czasem potrafi się to odbić w sposób niekorzystny – na przykład kontrą przy próbie rzutu – o tyle w innych przypadkach potrafi być prawdziwym „gamechangerem”. Można tu chociażby wspomnieć półfinał mistrzostw Europy 2021, gdzie Angelina przegrywała już 1-8, by skończyć walkę przed czasem po położeniu rywalki na łopatki.

– Wydaje mi się, że to wynika z mojego charakteru też poza matą – ocenia sama zainteresowana. – Na macie walczę spokojnie i nagle łapię przeciwniczkę na rzut albo przynajmniej próbuję to zrobić. To kwestia adrenaliny i tego, że ja zawsze chcę skończyć walkę przed czasem. Bardzo się stresuję przed zawodami, więc ten zastrzyk adrenaliny, jak już wchodzę na matę, wywołuje też takie agresywniejsze i bardziej ofensywne podejście. Stąd chociażby te rzuty i te bardziej ryzykowne ataki. Szczerze mówiąc ja nie pamiętam kiedy ostatnio na zawodach zrobiłam zwykłe zejście po nogi (klasyczna, niżej punktowana akcja - przyp. JK). Oczywiście nad tym pracuję i będę pracować, ale ostatnio było też sporo pracy nad rzutem i z tego korzystam – dodaje.

Wydawać by się mogło, że po takich dwóch latach w polskich barwach Angelina ma już niemal zapewnione miejsce na kwalifikacje olimpijskie. Te odbędą się w trzech etapach – najpierw na przyszłorocznych mistrzostwach świata (pięć najlepszych osób w każdej kategorii wagowej), a potem ci, którzy jeszcze jej nie zdobędą, będą mieli okazję zawalczyć na dwóch turniejach kwalifikacyjnych na kilka miesięcy przed samą imprezą. Sęk w tym, że Angelina musi się martwić nie tylko o rywalki na arenie międzynarodowej, ale też o… rywalizację w polskiej kadrze.

Zainteresowane miejscem w kategorii do 57 kilogramów są bowiem aż cztery mocne zawodniczki – Łysak, medalistka mistrzostw świata w nieolimpijskiej kategorii do 59 kilogramów i olimpijka z Tokio Jowita Wrzesień, wicemistrzyni świata do lat 23 Patrycja Gil oraz wicemistrzyni świata do lat 23 w nieolimpijskiej wadze do 59 kilogramów Magdalena Głodek. Tak mocnej sytuacji w zaledwie jednej kategorii wagowej nie mieliśmy od bardzo, bardzo dawna.

– Kategoria do 57 kilogramów jest zdecydowanie najmocniejsza w polskiej kadrze, ale to nie jest złe, wręcz przeciwnie, bo w ten sposób się napędzamy – przekonuje Angelina. – Każda z każdą chce wygrać. Jeśli jesteś sam na szczycie kategorii, to wygrywasz mistrzostwa Polski może i całkiem łatwo, ale co dalej? A tutaj cały czas praca, praca, praca i to moim zdaniem dobra sytuacja, choć oczywiście wygra najlepsza. Ja mogę być faworytką ze względu na medal, ale muszę się cały czas pilnować. Nie wiem czy byłabym tak samo mocno zmotywowana i ciągle skupiona na pracy, gdybym miała gdzieś z tyłu głowy, że co by się nie działo, to na mistrzostwa w tej kategorii i tak pojadę ja. Tutaj muszę być najlepsza, a to nie jest proste – przypomina.

Nie da się jednak ukryć, że po takim występie, nie pierwszym zresztą w wykonaniu Angeliny, na horyzoncie zaczynają pojawiać się igrzyska w Paryżu. Mamy w Polsce bardzo mocną kadrę, a w kontekście wyjazdu do Francji najbardziej rzucają się w oczy te zapaśniczki, które zdobyły medale mistrzostw świata w kategoriach olimpijskich, czyli Łysak i Anna Łukasiak (nie można też zapominać o wspomnianej Wrzesień). Sama zainteresowana też od tego tematu nie odbiega.

– Oczywiście celem są igrzyska, a konkretniej mistrzostwa świata, które będą kwalifikacją do nich i które są całkiem blisko, bo to się tylko tak wydaje, że to tylko rok, ale to szybko będzie szło – zauważa Angelina. – Już za moment nowy sezon, sporo turniejów, jeszcze więcej pracy. A ten Paryż oczywiście jest moim marzeniem i zdobycie medalu na igrzyskach to największe marzenie ze wszystkich sportowych, ale żeby tam się w ogóle znaleźć to trzeba jeszcze dużo powygrywać i zrobić swoje, więc krok po kroku, a potem może przywiozę coś z tych igrzysk do Polski – kończy z dużym uśmiechem na twarzy.

My także czekamy na drogę do igrzysk – nie tylko w zapasach, ale we wszystkich innych dyscyplinach, w których zacznie się ona od sezonu 2023. A ten już za pasem. Lista kwalifikacji będzie się powiększać. I oby pojawiła się tam zapaśniczka w kategorii do 57 kilogramów – biorąc pod uwagę rywalizację nie jesteśmy w stanie stwierdzić która, choć Angelina Łysak ma pewnie swoją odpowiedź na to pytanie.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Komentarze 0