Pomnik wystawiony hip-hopowi i muzyce West Coastu. 25 lat "All Eyez On Me" 2Paca

Zobacz również:Sharon Tate, O.J. Simpson... To są 4 zbrodnie, które wstrząsnęły showbusinessem
2Pac

Mija ćwierć wieku od ostatniego albumu 2Paca wydanego za życia. Przyglądamy się blisko jednej z najważniejszych płyt w historii rapu.

2Pac stał się postacią większą niż hip-hop, choć często był hip-hopem - artystą, którego utożsamiano z całym gatunkiem. Chyba każdy milenials pamięta przypałowca ze swojej szkoły, który chciał być 2Pakiem, a przynajmniej znał większość jego tekstów na pamięć. Ludzie niezbyt obeznani z rapem automatycznie kojarzyli go z całym gatunkiem. Tupac Amaru Shakur elektryzował publikę jeszcze przed swoją przedwczesną śmiercią. Tragiczny wieczór w Las Vegas, 13 września 1996, tylko tę legendę powiększył. Co oczywiście nie sprzyja racjonalnemu podsumowaniu jego dorobku muzycznego. 13 lutego 2021 mija 25 lat od wydania All Eyez On Me, ostatniego albumu, który pojawił się za życia amerykańskiego muzyka. Czy z gąszczu mitów, kontekstów i najróżniejszych, często sprzecznych przekazów medialnych, można wyciągnąć sensowną opinię o samej muzyce?

Z pewnością niemożliwe jest pominięcie kontekstu, w jakim powstawało All Eyez On Me. 2Pac opuścił więzienie, gdzie odsiadywał dwa wyroki za przemoc seksualną. Odsiadka nie pozwalała mu cieszyć się ogromnym sukcesem Me Against The World, albumu niesionego przebojem Dear Mama. Nie dawała mu spokoju gangsterska sieć, którą zarzucili na niego uliczni wrogowie - dzisiaj wiemy, że za atakiem na rapera w 1994 roku stał Jimmy Henchman. Wtedy Pac uszedł z życiem, ale miał o czym myśleć samotnymi nocami w Clinton Correctional Facility. Suge Knight, złowieszczy szef Death Row Records, co prawda pomógł mu wydostać się szybciej z więzienia i uwolnić się od niekorzystnej umowy z Time Warner, ale także sam przejął jego kontrakt, przywiązując rapera jeszcze mocniej do swojej upiornej orbity. Konfrontacyjna persona Suge’a tylko eskalowała konflikty, w jakie wplątywał się Pac. Szef wytwórni rozgrzewał starcie między Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżem nie tylko przez swój gangsterski styl robienia muzycznych biznesów, ale także przez świadomość, że taka wojna to atrakcyjny i bardzo chodliwy produkt. Kiedy 2Pac wchodził do studia, by nagrać All Eyez On Me, Suge Knight tylko nakręcał jego paranoję i nie zrobił zbyt wiele, by ulżyć presji i psychicznemu cierpieniu, jakie odczuwał raper. Wprost przeciwnie - wiedział, że mniej agresywny Pac to artysta mniej atrakcyjny. Hip-hopowa wojna między wybrzeżami była nakręcana w równym stopniu ulicznym honorem, co biznesowym sprytem dwóch cwaniaczków: Suge Knighta i Diddy’ego. Tragiczny finał tej historii znamy aż za dobrze.

All Eyez On Me mogło być równie dobrze kiepskim pożegnaniem rapera. Presja, narastająca paranoja, trauma ataku i uwięzienia, eskalująca gangsterska wojna i wręcz arogancka ambicja 2Paca to składniki potencjalnej katastrofy. Stało się jednak inaczej i All Eyez On Me to nie tylko niesamowity ostatni album, ale także jedno z najlepszych wydawnictw rapowych w historii. Pomnik wystawiony nie tylko Tupakowi, ale całej muzyce Zachodniego Wybrzeża: mrocznemu gangsta rapowi i wyluzowanemu g-funkowi, ale także energetycznym brzmieniom Bay Area. Patrząc na listę featuringów, nietrudno zauważyć, że to katalog legend West Coastu. Od Nate i Snoop Dogga, po Kurupta i E-40, zbiorowy wysiłek na All Eyez On Me nie był samodzielnym pomysłem Paca. Tu znowu z mroku wyłania się Suge Knight, który w tym albumie widział blockbuster Zachodniego Wybrzeża - zresztą został producentem wykonawczym płyty.

Oczywiście, do współpracy z gorącym jak nigdy 2Pakiem zbytnio namawiać nikogo nie musiał, ale odmowa nie za bardzo wchodziła w grę. Sam gospodarz płyty pracował absurdalnie ciężko i podobnego tempa wymagał od swoich gości - zbyt długi czas poświęcony na napisanie i nagranie zwrotki oznaczał wykopanie za drzwi studia. All Eyez On Me jest kalejdoskopem lat 90. Optymistycznej muzycznej energii, która podszywała nawet najradykalniejsze gangsterskie wersy, paranoi metropolitalnych ulic przejętych przez gangi, seksualnego rozpasania i każualowej mizoginii. Ale też politycznej świadomości, którą Tupac Amaru Shakur przejął od radykałów ze swojej rodziny, uwikłanej w ruch Czarnych Panter. All Eyez On Me to dzieło totalne, dwa krążki i ponad dwie godziny nagrań, na których raper wykłada swoje życiowe credo, rozprawia się z przeciwnikami, a przede wszystkim serwuje jedną z bardziej muzykalnych wersji hip-hopu.

Tupac Shakur
fot. Time Life Pictures/DMI/The LIFE Picture Collection via Getty Images

Długość tego wydawnictwa nie wynikała tylko z ambicji rapera - jego kontrakt z Death Row opiewał na trzy płyty, więc podwójny album wypełnia 2/3 tego zobowiązania. Mimo pozornej bliskości, Pac doskonale zdawał sobie sprawę z prawdziwej natury Knighta - że nie doprowadził tej intuicji do końca, to już inna sprawa… Słuchając tego albumu w 2021 łatwo dać się ponieść bogatej aranżacji wokalnej, spiętrzonym, g-funkowym syntezatorom i rozkosznie surowym bitom z maszyny perkusyjnej. Daz Dillinger, DJ Quick, Johnny J czy Dr. Dre (choć wykorzystany w stopniu mało satysfakcjonującym Suge’a) położyli tu bity, które na zawsze będą odgrywać chwałę muzyce Zachodniego Wybrzeża. Ten ostatni jest zresztą odpowiedzialny za jeden z najbardziej znanych kawałków nie tylko 2Paca, ale całego rapu - California Love, przebój niesiony elektroniczny głosem Rogera Troutmana, wszedł do historii muzyki i raczej nigdy jej nie opuści.

All Eyez On Me to album głęboki, o wielu twarzach, idealne odbicie skomplikowanej osobowości swojego autora. 2Pac potrafi być mroczny i groźny, jak w otwierającym pierwszy krążek Ambitionz az a Ridah, refleksyjny i wrażliwy, jak np. w Life Goes On, ale przede wszystkim jest niesamowicie charyzmatyczny. Sława rapera i jego status jako popkulturowej ikony często przesłaniają fakt, że był bardzo utalentowanym artystą. Składał imponujące technicznie wersy, operował różnorodnym zasobem wokalnych technik, emanował osobistą siłą, która ułatwiała przekazywanie jego prawdy. Był też problematyczny, uwikłany w najgorsze odsłony rapowego machismo, co skutkowało nie tylko seksistowskimi tekstami (a jest ich na All Eyez On Me trochę), a przede wszystkim realnymi konsekwencjami: wyrokami za napaści seksualne i śmiercią w gangsterskich porachunkach.

Od wydania All Eyez On Me hip-hop zmienił się nie do poznania. W 1996 roku był czarną owcą branży muzycznej. Coraz bardziej intratną, ale piekielnie problematyczną propozycją do przełknięcia dla podstarzałych, białych szefów wielkich wytwórni, dla których uliczne tragedie hip-hopu były tylko kolejnymi pozycjami w tabelkach. 2Pac, Biggie, Snoop, Dre, Suge Knight, Diddy i wielu innych wprowadziło chaos na czerwone dywany różnych gal i rozdań nagród. Hip-hop, egalitarny i krnąbrny głos ulic wbił się wtedy do mainstreamu i ćwierć wieku później jest najpopularniejszym gatunkiem muzycznym na świecie. Czy bez legendy 2Paca ta historyczna trajektoria zostałaby nietknięta? Raczej nie. Sukces All Eyez On Me, albumu w równym stopniu hołdującemu mrocznym terytoriom amerykańskiego społeczeństwa, co melodyjnym właściwościom tradycji czarnej muzyki, to sukces rapu jako kulturowej siły. To dzieło złożone, wewnętrznie sprzeczne, jednocześnie groźne i piękne, ociekające autentyzmem i komicznie strojące piórka. Jak sam hip-hop.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.