Samuel Eto’o na emeryturze latał odrzutowcami, otwierał nieudane biznesy i studiował MBA z myślą o przyszłości menedżerskiej. Jest witany z otwartymi rękoma na każdym stadionie, ale nie w pałacach kameruńskich bogaczy. W grudniu został prezydentem tamtejszej federacji piłkarskiej, lecz przeszedł długą drogę w rozbijaniu skostniałych układów i przekonywaniu lokalnych baronów na swoją stronę. Droga do kameruńskiej polityki prowadzi przez monopol w sektorze bawełny, obietnice lojalności i połączenia sterowane z celi przez 71-latka zamkniętego za zdefraudowanie fortuny. Samuel Eto'o jest zbyt popularny i zbyt wyszczekany, dlatego stanowi niebezpieczeństwo nawet dla Gianniego Infantino. Kochają go ludzie ulicy, nienawidzą politycy, stąd dzisiaj ministerstwo i rząd Kamerunu obserwują każdy jego ruch. Dla nich nadal jest człowiekiem od sprowadzania playboyów do kraju.
Kiedy czarujesz na boisku, możesz pozwolić sobie na więcej. Również częściej wybaczane są ci wpadki, czego najlepszym dowodem był Zbigniew Boniek w naszym kraju. Identycznie Samuel Eto’o został wybrany prezydentem kameruńskiej federacji piłkarskiej 11 grudnia poprzedniego roku, mimo że nie wszystkim było to na rękę. Szefowie FIFA na czele z Giannim Infantino namawiali go, aby wycofał swoją kandydaturę i poparł aktualnego władcę związku Seidou Mbombo Njoyę. W zamian miał dostać funkcję wiceprezydenta i liczne przywileje. Nikomu nie trzeba było przypominać, jak krnąbrną postacią jest jeden z najlepszych napastników XXI wieku. Eto’o uwielbia mieć rację i wyrażać swoje poglądy, dlatego jest trudniejszy do kontrolowania, a przecież w głosowaniach FIFA często to afrykańska część jest kluczem do wygrywania. To typowa związkowa polityka liczenia szabli. Ostatecznie 4-krotny najlepszy piłkarz Afryki (rekordzista do spółki z Yayą Toure) zdobył 43 głosy, a jego konkurent Njoya 31.
BEZ MIESIĄCA MIODOWEGO
Legenda Barcelony, Interu i Mallorki nie mogła liczyć na miesiąc miodowy na dyrektorskich stanowiskach. Zwykle mówi się, że ruchy prezydenta należy oceniać po pierwszych 100 dniach, a on natychmiast trafił na bunt przeciwko organizacji Pucharu Narodów Afryki w Kamerunie. Nie chciało tego lobby największych klubów ani FIFA, mało komu był na rękę miesięczny turniej w styczniu w samym środku sezonu. Nad Zatoką Gwinejską szalał covid, a w anglojęzycznej części Kamerunu od czterech lat odbywały się walki separatystycznych grup z wojskami rządowymi. Nikt nie chciał tam wysyłać Sadio Mane czy Mohameda Salaha.
Przypomnijmy, że to Kamerun miał organizować mistrzostwa kontynentu w 2019 roku, lecz niespełna pół roku przed startem turniej przejął zwykle najlepiej zorganizowany Egipt. Większość infrastruktury nie była jeszcze gotowa, zapowiadały się masowe opóźnienia i niedociągnięcia, a nie bez znaczenia byli również dżihadyści z organizacji terrorystycznej Boko Haram siejący strach na północy kraju oraz separatyści w tej zachodniej. Kamerun musiał poczekać trzy lata na swoją kolej.
Nowy prezydent przyjmował z chłodem argumenty przeciwników, ale zarazem twierdził, że nie widzi prawdziwie przekonującego powodu, aby odwoływać mistrzostwa. Walczył skutecznie, aby Afrykanie również mieli swoje miesięczne święto w terminie, którego chcą najbardziej. „Podajcie mi jeden ważny powód. Inaczej będziemy traktowani tak, jak zawsze byliśmy: jako mniejsi niż zero i skazani na cierpienie. Euro w środku pandemii odbywało się z pełnymi stadionami w kilku miastach Europy. Z takim podejściem nie traktujecie nas jak wspólników” – oburzał się Eto'o. Jako że turniej był już przekładany, udało się doprowadzić do jego startu w Jaunde na początku stycznia 2022 roku.
KOMITET NORMALIZACJI
Za kandydaturą Kameruńczyka z hiszpańskim paszportem bardzo mocno stali Leo Messi czy Roger Milla, lecz długo właśnie podwójne obywatelstwo Eto'o stanowiło przeszkodzę, aby w ogóle dopuścić go do wyborów. Przeciwnicy używali tego jako argumentu dla gry w podwójnej sprawie i załatwiania innych interesów pod przykrywką kameruńskich bogactw. W rzeczywistości po prostu syte koty nie chciały dopuścić Samuela do władzy – czasem argumentując to populizmem, innym razem brakiem doświadczenia.
„Zostanę prezydentem federacji, który wyczyści wszystkie oszustwa” – zapowiadał Eto’o, stawiając swojego konkurenta i poprzednika Njoyę jako symbol sprzedajności. Zresztą całą kampanię oparł przede wszystkim na promocji futbolu kobiecego i juniorskiego, a także wyeliminowaniu korupcji z kameruńskiej piłki. Miał między innymi pozbyć się problemu występów w drużynie narodowej za pieniądze. Dość powszechnym procederem było opłacanie powołań, aby promować piłkarzy. Selekcja nie opierała się na godzinach analiz ani programach statystycznych, nawet nie na starym, dobrym nosie a la Franciszek Smuda, tylko w sporej mierze na układach federacji, menedżerów i wpływowych Kameruńczyków. Damy wam sporo, zarobimy jeszcze więcej. Eto’o zapowiadał zerwanie z tymi standardami, które są nieodłączną częścią afrykańskiego krajobrazu. Zwykle to gotówka otwiera zabarykadowane drzwi. Federacja nazywana FECAFOOT była w poprzednich latach w takim chaosie braku dokumentów i znikających pieniędzy, że niejednokrotnie trzeba było powoływać odgórny tzw. komitet normalizacyjny, aby sprzątać brudy.
ROZBIJANIE UKŁADU BARONÓW
Od początku najlepszy strzelec w dziejach kameruńskiej piłki nie miał łatwo. Chodzi o jego silną osobowość i duszę rewolucjonisty. Gdy Pep Guardiola chciał go wyrzucić z Barcelony razem z Ronaldinho i Deco, od razu spotkał się z oporem. „Najpierw przypomniałem mu, że nigdy nie był wybitnym piłkarzem. Był po prostu dobrym zawodnikiem. Mówiłem, że jeszcze nic nie pokazał jako trener, aby wchodzić do takiej szatni jak Barca, bez jej znajomości, i opowiadać takie rzeczy” – wspominał Kameruńczyk. Samuel Eto'o zawsze wyznaczał własne ścieżki, dlatego stanowił obawę dla Gianniego Infantino plotącego bzdury, że mundial co dwa lata będzie zbawieniem dla Afryki, tak samo dla prezydenta CAF Patrice'a Motsepe wprowadzającego projekt afrykańskiej Superligi. Każdy, kto odważnie głosi własne zdanie, mógł być dla nich niebezpieczeństwem.
Teraz wchodzimy do zawiłego świata kameruńskiej polityki. Nie myślcie, że tylko PZPN stoi na fundamentach przekonywania regionalnych baronów. Samuel Eto'o też musiał ruszyć w kraj z lobbingiem i negocjacjami. Najpierw musiał spotkać się z ludźmi prezydenta Kamerunu Paula Biya, pełniącego urząd od 1982 roku, czyli od 40 lat. Musiał przekonać dyrektora jego gabinetu Samuela Mvondo Ayolo oraz najstarszego syna Francka, że jego działalność nie będzie trampoliną do wielkiej sceny politycznej. Z Samuelem Eto'o jest tak, że kocha go każdy człowiek ulicy, a boi sie go każdy człowiek gabinetów. Zwyczajnie jest zbyt kochaną i zbyt popularną postacią, dlatego możni boją się mocy jego nazwiska. Masowy lud zawsze pójdzie za nim, więc nawet prezydent kraju był zamieszany w jego kandydaturę. Musiał poczuć bezpieczny grunt.
Kolejną przeszkodą był Mohammeda Iya, czyli były prezes kameruńskiej federacji przez 15 lat. Chociaż 71-latek siedzi w celi więzienia centralnego Kondengui w Jaunde, to on kładł fundamenty pod aktualne struktury i wikłał sieci baronów w całym kraju, które są żywe po dziś dzień. Ten pan sprzeniewierzył prawie 11 miliardów franków, gdy przez niemal 30 lat był dyrektorem SODECOTON, czyli państwowego przedsiębiorstwa mającego monopol w sektorze bawełny. Wszyscy delegaci z Regionu Dalekiej Północy byli mu oddani, powiązął cały światek prezydentów, trenerów i sędziów, więc Eto'o musiał rozwiązać ten supeł. Jeśli zbiorą się i zagosują jednogłośnie, praktycznie rozstrzygają o wyborach w związku. Kto ma poparcie Dalekiej Północy w Kamerunie, najpewniej ma zwycięstwo. Iya siedzi w więzeniu, ale cały czas pociąga za sznurki. Ma wiernego wieloletniego wiceprezesa FECAFOOT, ma swoich ludzi w rządzie takich jak ministrów rolnictwa, finansów czy administracji. Za jego sprawą mocno pracowano nad zdyskredytowaniem kandydatury wybitnego kameruńskiego strzelca. Nawet ludzie odpowiedzialni za sprzęt Le Coq Sportif byli przeciwko Eto'o, bo mieli już układy i plany współpracy z federacją na kolejne lata.
Głosuje 76 delegatów, więc Eto'o ruszył w kraj, aby zdobywać sprzymierzeńców. Decydowała znajomość polityki polityki etnoregionalnej. Były napastnik Barcelony i Interu wynajął agencję komunikacyjną Ascèse i spotykał się z kolejnymi baronami. Z tych najważniejszych po jego stronie stanęli m.in. miliarder i potentat biznesowy Afryki Baba Ahmadou Danpullo czy Ibrahima El Rachidine'a, czyli duchowego przywódcę miasta Garoua. Eto'o przedzielił wpływy północy, zgarnął wschód kraju i podzielił w miarę po równo szanse na zwycięstwo. Jego przewaga wykluła się na finiszu, lecz to efekt tysięcy pokonanych kilometrów i godzin wyczerpujących rozmów, by rozbić wieloletnie obietnice o układzie. Brzmi znajomo, prawda?
TRAGEDIA NA OLEMBE
Samuel Eto'o zaczął działać jako nowy prezydent federacji, lecz to osobistość, która cały czas będzie wzbudzać mnóstwo emocji. Podczas meczu otwarcia z Burkina Faso zastanawiano się, czy w ogóle zjawił się na stadionie. Nie był widoczny podczas ceremonii ani samego spotkania, bo kamery telewizji państwowej CRTV celowo go unikały. W licznych przemowach, gdy lista imiennych podziękowań była niesamowicie długa, również brakowało szefa FECAFOOT. To pokazuje, jaki stosunek do niego mają Infantino czy Patrice Motsepe. Ponoć nawet samemu prezydentowi kraju zależało, aby trybuny to jemu zawdzięczały turniej w kraju, a nie przypadkiem skandowały nazwisko „Eto'o, Eto'o”.
Kamerun na własnej ziemi zajął trzecie miejsce i odbierał brązowe medale, co zostało odebrane jako wielkie rozczarowanie. Najważniejszym wydarzeniem organizacyjnym była jednak katastrofa na stadionie w Jaunde, gdzie doszło do ataku paniki wśród kibiców. Co najmniej 8 osób zginęło w szalejącym tłumie, gdy fani próbowali wejść na obiekt Olembe na mecz z Komorami. Doszło do nadmiernego ścisku, bo przyszło więcej chętnych, niż było udostępnionych miejsc na to wydarzenie. Funkcjonariusze skierowali ludzi w stronę zamkniętej bramy, a gdy została otwarta, ludzie podeptali się nawzajem. Efektem było 38 rannych i kilka ofiar śmiertelnych. Na Olembe odwołano resztę spotkań planowanych podczas tego turnieju.
Trudno zamieszać akurat w to najlepszego strzelca w historii kameruńskiej piłki. Zawiodła organizacja i zabezpieczenie spotkania. Organizatorzy i obsługa nie dotrzymała standardów. Stadion Olembe został owiany bardzo złą sławą, niemal przeklętą, co tym bardziej wściekło prezydenta kraju Paula Biyę. Zamiast rozgrywać tam dalej mecze, Kameruńczycy pierwotnie potraktowali ten obiekt jak zakazany, mimo gigantycznych inwestycji.
PLAYBOYE I KONFLIKT O SELEKCJONERA
Nowy prezydent FECAFOOT cały czas dzieli naród. Kochają go ludzie ulicy, bo wychowywali się na jego grze, krytykują urzędnicy i w sporej mierze wysoko postawieni Kameruńczycy. Zarzucają mu, że nie ma właściwych kompetencji, ale jest to podsycone odsunięciem od władzy. Mówimy o kraju, gdzie – jak anonimowo opowiadał członek kameruńskiej kadry – żaden piłkarz nie jest powoływany ani wystawiany bez zgody albo przynajmniej wiedzy prezydenta kraju Paula Biyi.
Teraz najnowszym punktem sporu jest osoba selekcjonera, bo po brązie na Pucharze Narodów Afryki Eto'o zwolnił trenera Toniego Conceiçao, by zatrudnić swojego kolegę z reprezentacji i piłkarza z największą liczbą występów w historii Rigoberta Songa. To o tyle kontrowersyjne, że zaraz Kameruńczycy zagrają dwumecz barażowy z Algierią o mistrzostwa świata. A temat trenera jest kolejną częścią sporu między Eto'o, ministerstwem sportu a rządem.
Przede wszystkim wiadomo było, że Eto'o nie znajdzie wspólnego języka z Conceicao. Nie tylko dlatego, że nie mówi po angielsku ani francusku, ale zastąpił na tym stanowisku Clarence'a Seedorfa, którego Samuel przekonywał do objęcia tego stanowiska i osobiście sprowadził do kameruńskiej federacji. Minister sportu Narcisse Mouelle Kombi i Eto'o bardzo długo walczyli o to, kto ma zostać selekcjonerem i prowadzić drużyną narodowę w walce o mundial. Po raz kolejny na swoim postawił wybitny napastnik.
Félix Zogo z ministerstwa komunikacji wprost krytykował Eto'o: „Federacja jest ponad tym, co reprezentuje Samuel. Ma w rękach związek, którego nie reprezentuje. Nie ma wiedzy na temat zarządzania a wszystko, za co się zabierał po karierze piłkarskiej, kończyło się poważnym fiaskiem. Nic nie rozumie, bo nie jest w swoim środowisku”. Ten sam pan oskarżał go o sprowadzanie do kameruńskiej piłki samych „playboyów” pokroju Clarence'a Seedorfa i Patricka Kluiverta.
Jak widać: Samuel Eto'o odnosi kolejne zwycięstwo nad ministerstwem i politykami. Mocno promuje piłkę kobiecą, jeździ na ligowe mecze, chce rozruszać południową część kraju, na co drastycznie oburza się północ. W kraju tak podzielonym klanami, plemionami, familiami trudno o jedność. Niemniej kolejne światło na jego kadencję z pewnością rzuci to, czy Kamerun zobaczymy na mistrzostwach świata w Katarze. Ich reprezentacja odpadała od razu w 2010 i 2014 roku, do Rosji cztery lata później nawet nie pojechała. W budżecie mają gigantyczną dziurę, więc potencjalny awans może zbawić kasę federacji. Może taki autorytarny wybór Samuela Eto'o zyskałby kolejny argument w walce z wielką polityką.
