Propozycje polskich true crimes na Netfliksie: Władca much, Wampir z Zagłębia, Zimny chirurg (część 2)

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
Wampir z Katowic.jpg

Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. W łazience stała duża drewniana skrzynia murarska, obita cynkową blachą. W jej wnętrzu ujawniono kilka ciał. Nie mogliśmy określić płci ani nawet liczby zwłok. Taki zapis znalazł się w protokołach milicyjnych z czerwca 1967 roku. Funkcjonariusze z katowickich Bogucic zostali zaalarmowani przez mieszkańców czynszówki przy ul. Dąbrowskiego, których zaniepokoiły roje much ciągnących do jednego z okien.

Bogdan Arnold pochodził z szanowanej inteligencji, ale szybko porzucił rodzinny dom i ożenił się po raz pierwszy. Małżeństwo było naznaczone jego problemem alkoholowym i narastającym sadyzmem, co doprowadziło do rozwodu. Arnold żenił się potem jeszcze dwa razy, ale koniec był zawsze taki sam.

Na początku lat sześćdziesiątych wyjechał w poszukiwaniu pracy z Kalisza do Katowic. Sześć lat później w barze Kujawiak poznał tam Marię B. Po aresztowaniu tłumaczył, że bestialsko zamordował ją młotkiem, ponieważ zaoferowała mu noc za pięćset złotych. Myślałem, że poszła ze mną z miłości, a nie dla pieniędzy. Na przestrzeni kolejnych miesięcy zwabił do mieszkania, torturował, wykorzystał seksualnie i pozbawił życia jeszcze trzy prostytutki. Ciała ćwiartował, próbował rozpuszczać żrącą cieczą, chował w tapczanie, gotował. Kiedy lokatorzy kamienicy mieli już dość smrodu i robactwa, a na miejsce przybyli milicjanci, Arnold przyglądał się interwencji w tłumie. Przypomina to losy Johna Wayne'a Gacy'ego, którego sąsiedzi zwrócili uwagę na fetor dobiegający z piwnicy.

Władca much rozpłynął się w powietrzu. Ukrywał się na hałdach w Świętochłowicach. Tam bezskutecznie próbował popełnić samobójstwo. Po kilku dniach sam zgłosił się na komendę. Opisał wszystkie zbrodnie ze szczegółami, ale nigdy nie wyraził skruchy. Do winy poczuwam się i zdaję sobie sprawę z tego, co zrobiłem, co robię, co mówię. Proszę nie uważać, że chcę się przedstawiać za niepoczytalnego. Pragnę jedynie, aby świadkowie mówili tak, jak było naprawdę. Na moje zachowanie miało wpływ szereg okoliczności, począwszy od mojego pierwszego, nieudanego małżeństwa. Potem to wszystko narastało, aż znalazło swoje odzwierciedlenie w październiku 1966, kiedy to dopuściłem się pierwszego morderstwa. Poprosił o papierosa - zanim wykonano na nim karę śmierci. Został pochowany obok Wampira z Zagłębia.

1
„Szukacie wampira, a to mój mąż"
Zdzisław Marchwicki.jpg

Obok domniemanego Wampira z Zagłębia. Bo z dramatycznie niejednoznacznych losów Zdzisława Marchwickiego utalentowanym filmowcom mogłoby udać się zrobić kolejne Making a Murderer. Przykład dał Maciej Pieprzyca, który w 1998 roku porwał się na dokument Jestem mordercą, a blisko dwie dekady później na pełny metraż pod tym samym tytułem.

W połowie lat sześćdziesiątych na południu Polski zapanowała psychoza jak na Zachodnim Wybrzeżu w czasach największej aktywności Nocnego łowcy. Siewcą terroru był morderca kobiet, który podążał za swoimi ofiarami, atakował ciosem w tył głowy z lewej strony, zabijał, okaleczał, pospiesznie dokonywał czynności seksualnych ze zwłokami - choć nigdy nie był to gwałt. Przemieszczał się po Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, zbierając krwawe żniwo. Długo wydawało się, że pozostanie nieuchwytny. Na pewnym etapie popełnił jednak poważny błąd - wśród jego ofiar znalazła się bratanica Edwarda Gierka. Od tego momentu przeciwko niemu nastawiony był cały aparat państwa, powołano grupę operacyjną - peerelowskie CSI, po raz pierwszy na taką skalę zastosowano u nas profilowanie kryminalne, wyznaczono nagrodę w wysokości miliona złotych.

Po zabójstwie Jadwigi Kucianki w marcu 1970 roku, czyny Wampira chciał wziąć na siebie Piotr Olszowy. Psychicznie chory mężczyzna został wypuszczony na wolność z powodu braku dowodów. Niedługo później zamordował swoją żonę z dziećmi, podpalił dom i popełnił samobójstwo. Zostawił też list. To było już ostatnie morderstwo, więcej nie będzie i nigdy mnie nie złapiecie. Tymczasem na przełomie 1971 i 1972 roku na komisariat stawiła się Maria Marchwicka i oznajmiła, że to jej mąż jest seryjnym mordercą. Jedna z teorii mówi, że była ofiarą przemocy domowej. Inna, że skusiły ją pieniądze, których zresztą nigdy nie otrzymała. Czterdziestokilkuletni Zdzisław pasował do stworzonego profilu.

Wiele wskazuje na to, że za kratami zmuszono go, żeby do wszystkiego się przyznał. Od sprawy odsuwano tych, którzy poddawali w wątpliwość jego winę. O udział w mordertstwie Kucianki oskarżono też braci Marchwickiego. Jan został stracony. Henryk? - Skazany na 25 lat więzienia za współudział w ostatnim zabójstwie Jadwigi Kuci próbował dowieść niewinności zarówno swojej, jak i braci, siostry oraz siostrzeńca. W odpowiedzi spotykał się z szykanami. Milicja wywierała presję na żonę Henryka. Próbowano zmusić ją do rozwodu i zmiany nazwiska. Straszono odebraniem dzieci, a w 1985 r. poinformowano, że jej mąż zmarł w więzieniu. Pięć lat później z prasy dowiedziała się, że Henryk żyje i nadal jest osadzony. W końcu brat wampira z Zagłębia wyszedł na wolność w 1992 r. Nadal walczył o oczyszczenie swojego nazwiska. Jednak sześć lat później zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Według raportów policyjnych spadł pijany ze schodów i złamał kręgosłup. Następnie wszedł na pierwsze piętro i umarł we własnym łóżku. Śledztwo umorzono - pisała Malwina Użarowska na łamach Rzeczpospolitej. Proces Zdzisława miał charakter pokazowy. No, z tego, co słyszałem, co się dowiedziałem, no to chyba tak. W ten sposób odpowiedział na pytanie sądu, czy przyznaje się do winy. Powieszono go w kwietniu 1977 roku.

2
"Cholera, zamordowałem ją"
Edmund Kolanowski.jpeg

Akta Władca much i Wampir z Zagłębia stanowią właściwie gotowy scenariusz dyptyku kriminalnego, którego akcja toczy się na terenie przemysłowego Śląska w anturażu komunistycznej siermięgi. Ponury rozdział poświęcony Zimnemu chirurgowi rozpoczyna się kilka lat później.

- W dzieciństwie bardzo chorowity. Jako 13-latek znalazł się w sanatorium dla dzieci w Krośnicach, usytuowanym w pobliżu poniemieckiego cmentarza. Stałą rozrywką nastoletnich pacjentów jest penetrowanie zapadniętych, zapomnianych grobów. Zakradają się też w okolice przyszpitalnej kostnicy, aby przez okno oglądać kobiece zwłoki na prosektoryjnych stołach. Ten widok jest im potrzebny do inicjacji seksualnych - można przeczytać o Edmundzie Kolanowskim w artykule Heleny Kowalik, Nekrofil, który mordował.

Jako młody chłopiec trafił do zakładu dla psychicznie chorych i poprawczaka. Później został skazany za pobicie i ponownie - za trzy usiłowania gwałtów. Prawdziwy koszmar miał jednak swój początek w lutym 1982 roku, gdy z cmentarza na poznańskich Naramowicach zniknęły zwłoki 69-letniej kobiety. Zostały odnalezione w okolicy. Zbeszczeszczone. Z wyciętymi piersami i narządami płciowymi. W listopadzie 11-letnia Alinka wyszła z domu i już nie wróciła. Odnalazł ją milicyjny pies. Była okaleczona w sposób znany śledczym. Funkcjonariusze obstawili okoliczne nekropolie i wiosną kolejnego roku prawie udało im się schwytać mężczyznę, który zajmował się odkopanymi zwłokami. Sprawca uciekł, ale zgubił kartkę z napisem Pollena Łaskarzew. To przedsiębiorstwo współpracujące z Ziołolekiem. Na palarni był tam zatrudniony człowiek, który w przeszłości odsiadywał wyrok za próby gwałtów. Miał na twarzy zadrapania, których prawdopodobnie nabawił się na Cmentarzu Miłostowskim. Aresztowanie nastąpiło 16 maja 1983 roku.

- Kolanowski dość chętnie przyznał się do szeregu potwornych profanacji, ale morderstwa długo i konsekwentnie się wypierał. Mówił mało, był bardzo zdenerwowany, a od śledczych chętnie przyjmował kawę i papierosy. Brał leki na uspokojenie. Bał się kary śmierci i to było widać. Wiedział, że powinien się bać – materiał dowodowy był bardzo mocny. Przesłuchiwali go najlepsi, ale złamał dopiero kapitan Michał Gajdamowicz – twardy facet cieszący się szacunkiem i sympatią kolegów. Siódmego września Kolanowski wyznał: przyznaję się, że w dniu 4 listopada 1982 roku w Naramowicach dokonałem zabójstwa dziewczyny. Ze szczegółami opisał morderstwo Alinki. Detale potwierdził w trakcie wizji lokalnych. Podczas jednego z przesłuchań, gdy ze szczegółami opowiadał profanacji w kaplicy cmentarnej w Nowej Soli, niespodziewanie przyznał się także do zabójstwa w warszawskim Wawrze w marcu 1981 roku - pisała Katarzyna Kantner dla Onetu.

W komórce Edka na strychu znaleziono lalki, do których przyczepiono fragmenty ciał. Zimny chirurg - to przydomek, który sam sobie nadał - palił je także w piecu. Jego konkubina wiedziała o wszystkim, ale bała się o własne życie. Kolanowski został skazany na śmierć i powieszony. Pochowano go... na cmentarzu Miłostowo.

Pierwszą część znajdziecie tutaj: Halo, Netflix? Czekamy na true crimes o Wampirze z Krakowa, Skorpionie z Pomorza i sprawie Nasierowskiego

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.