
Wspaniały to jest rok dla szalikowców alternatywnych gitar, dziwnego popu i folku czy rozmaitych eksperymentów. Za nami już sold out Dry Cleaning i niemal pełna sala na Aldous Harding, a wciąż tyle jeszcze na horyzoncie.
I od razu na wejście disclaimer, że odpuszczamy w tej selekcji festiwale, więc to nie jest tak, że nie odnotowaliśmy choćby OFF Festivalu albo obecności Arctic Monkeys czy Touché Amoré na Open'erze.
Lingua Ignota – 16.05 (Warszawa, Niebo) i 17.05 (Poznań, Aula Artis)
W tym samym roku, gdy Kanye West mierzył się z chrześcijańską tradycją na Dondzie, to samo na swój unikatowy sposób zrobiła Kristin Hayter, nagrywając Sinner Get Ready. Tyle, że jej wyszła z tego sztuka najwyższej próby – muzyka ostateczna, osadzona w dramatycznych doświadczeniach; gdzieś w połowie drogi między egzorcyzmem a folklorem Appalachów. Projekt Lingua Ignota okazał się na tyle graniczny, że Hayter zdecydowała się zamknąć go, tłumacząc: I want to live a happy life [...] It is not healthy for me to relive my worst experiences over and over. Wcześniej jednak otrzymała maksymalną ocenę notę – 10/10 od Anthony'ego Fantano. I ruszyła w trasę, która obejmie także dwa polskie miasta. To ostatnia szansa na Hayter w tej odsłonie.
Swans – 21.05 (Poznań, CK Zamek) i 23.05 (Katowice, Kinoteatr Rialto)
Historia – w tym momencie już czterdziestoletnia – legendarnej grupy pod przewodnictwem Michaela Giry powoli dobiega końca. Bo wszystko wskazuje na to, że przygotowywany właśnie album Swans będzie tym zamykającym dyskografię, a to nadaje dodatkowej wagi ich wizycie w naszym kraju. Potrzeba dodatkowej walidacji? Kurt Cobain wymieniał Young God EP z połowy lat osiemdziesiątych wśród swoich ulubionych albumów ever; To Be Kind i The Glowing Man już z połowy poprzedniej dekady otrzymywały od Fantano ocenę 9/10... Jest tylko jedno ale z tymi koncertami u nas – oba błyskawicznie się wyprzedały, więc albo trzeba kombinować, albo czekać na jesienną datę, która ma zostać ogłoszona.
Arooj Aftab – 24.05 (Lublin, Wirydarz Centrum Kultury)
Odstępstwo od zasady, że pomijamy festiwale, ale raz – Festiwal Tradycji i Awangardy Muzycznej Kody to nie jest wydarzenie, które jednym tchem wymienia się obok Open'era i Festa, a dwa... Arooj Aftab. Amerykańska pieśniarka pakistańskiego pochodzenia przed dwoma laty znalazła się na ustach wszystkich za sprawą przejmującego albumu Vulture Prince. I na ustach wszystkich nie oznacza wyłącznie wysokich not od Pitchforka czy Mojo, ale wejście na poziom Grammy (Best Global Music Performance za Mohabbat). Pod koniec marca Aftab zaprezentowała nowy materiał – Love In Exile wspólnie z Vijayem Iyerem i Shahzad Ismaily. Właśnie w takiej konfiguracji wystąpi w Lublinie.
Interpol – 06.06 (Kraków, Studio) i 07.06 (Warszawa, Stodoła)
Na początku lat dwutysięcznych pogrobowcy Joy Division stanowili – obok White Stripesów i Strokesów – motor napędowy Nowej Rockowej Rewolucji. Znaleźli się przy tym w elitarnym gronie tych wykonawców spośród całego movementu, których muzyka przetrwała próbę czasu, a nie odeszła w zapomnienie wraz z modą. Bo ikoniczne Turn On the Bright Lights figuruje w większości podsumowań dekady i kilku – dwudziestolecia, a takie NME umieściło je nawet w zestawieniu 500 Greatest Albums of All Time. I jasne, że nowojorczycy jadą obecnie na oparach nostalgii, ale są i plusy takiej sytuacji. Będzie można zobaczyć ich w bardziej kameralnych okolicznościach niż kiedyś.
The War On Drugs – 12.06 (Warszawa, Letnia Scena Progresji)
Jak najbardziej byłaby do obrony teza, że The War On Drugs to najważniejszy indierockowy zespół ostatniego dwudziestolecia z hakiem. Co więcej – za wspaniałymi płytami i poklaskiem krytyków poszła w tym przypadku ogromna popularność. A Deeper Understanding z 2017 roku dotarło do pierwszej dziesiątki Billboardu; I Don't Live Here Anymore (2021) znalazło się na początku trzeciej dziesiątki amerykańskiej listy bestsellerów, ale za to przyniosło grupie Grammy w kategorii Best Rock Album. I to naprawdę zadziwiające, skoro mowa o muzykach grających przeciągające się w nieskończoność utwory, przywodzące na myśl Dire Straits. Dodatkowy handicap, jeśli chodzi o czerwcowy koncert? Indigo Sparke na supporcie.
Kevin Morby – 19.06 (Warszawa, Proxima), 20.06 (Poznań, Tama) i 24.06 (Kraków, Kwadrat)
Pamiętacie taki serial Netfliksa – Bardzo dziki kraj o indyjskim guru, który wraz ze swoją sektą zaczyna robić kocioł w Oregonie? W jednym z odcinków pojawia sie tam utwór I Have Been To The Mountain. I to jest właśnie Kevin Morby. Amerykański singer-songwriter – czerpiący garściami z tradycji spod znaku Boba Dylana – przyjeżdża do nas na trzy koncerty z głęboko osobistym materiałem This Is a Photograph (uzupełnionym wkrótce o More Photographs), gdzie pochyla się nad losami swojej rodziny, ale też historią miasta Memphis. Niby była maksymalna ocena w NME, ale chyba jednak ten album nie doczekał się aprobaty, na którą zasługuje. Do nadrobienia w trasie.
Built To Spill – 26.06 (Warszawa, Niebo) i 27.06 (Poznań, Tama)
Built To Spill stanowi legendarną instytucję dla gitarowych lat dziewięćdziesiątych, a trylogia There's Nothing Wrong with Love-Perfect from Now On-Keep It Like a Secret to rzecz obowiązkowe dla miłośników indie rocka, co nie jest chyba dostatecznie zarejestrowanym faktem pod naszą szerokością geograficzną... Projekt pod zarządem powierniczym Douga Martscha, mimo trzech dekad obecności na scenie, nadal potrafi dostarczyć materiał, który robi wrażenie nie tylko, gdy da mu się fory ze względu na chwalebną przeszłość. Tak było właśnie z ubiegłorocznym When the Wind Forgets Your Name, nagranym przez Martscha we współpracy z muzykami brazylijskiej grupy Oruã (na trasie w roli supportu). Od tamtej premiery skład ponownie uległ zmianie, ale ma to drugorzędne znaczenie w kontekście zbliżającego się, post-ninetiesowego karnawału.
Sunn O))) – 15.09 (Warszawa, Progresja) i 16.09 (Tama, Poznań)
Świadkowie występów Sunn O))) są zwykłe zgodni, że towarzyszą tym koncertom doświadczenia wykraczające daleko poza tradycyjną recepcję. Been there, done that. To nie wzięło się znikąd, że Stephen O’Malley i Greg Anderson od ćwierćwiecza cieszą się statusem ikonicznym, jeśli chodzi o metal ufundowany na drone'ach i kręceniem potencjometrów poza racjonalne granice. To nie będzie u nas wizyta pierwsza, ale z pewnością wyjątkowa, a to ze względu na jubileusz oraz Kali Malone na rozgrzewkę. Sprawdźcie jej tegoroczną płytę Does Spring Hide Its Joy zrealizowaną z pomocą Lucy Railton i właśnie O’Malleya.
Black Country, New Road – 23.10 (Warszawa, Niebo)
Co to jest za historia! Na początku ubiegłego roku Black Country, New Road wydali porywający, melodramatyczny album Ants From Up There?, który okazał się sensacją, zbierającą niemal wyłącznie entuzjastyczne recenzje i wdzierającą się na podium wyspiarskiej listy sprzdaży. Ale na kilka dni przed premierą tego wydawnictwa – ze względu na problemy natury mentalnej – szeregi grupy opuścił jej frontman – Isaac Wood. Pozostali członkowie mogli niby go kimś zastąpić. Mogli też w nieskończoność grać sprawdzone numery. Zdecydowali się jednak we własnym gronie napisać całkiem nowy materiał pod kątem koncertów. A następnie zarejestrowali go na żywo. Live at Bush Hall nie dorównuje może wcześniejszym dokonaniom brytyjczyków, ale ma potężne momenty – jak Up Song z upliftingowym refrenem Look at what we did together; BC, NR friends forever. Nie udało się w listopadzie 2021 roku, gdy koncert oryginalnego składu został odwołany, więc jest okazja, żeby zrekompensować to sobie w wyjątkowych okolicznościach.
Yves Tumor – 09.11 (Warszawa, Progresja)
To dopiero na jesień, ale trudno nie wspomnieć o ekscentryku i eksperymentaliście, który od Safe in the Hands of Love (2018) znajduje się na fali wznoszącej i zdążył załapać się nawet na tournée z Nine Inch Nails oraz Florence + The Machine. Przy kolejnej wizycie w Polsce Yves Tumor powinien mieć już dobrze ograny album Praise A Lord Who Chews But Which Does Not Consume; (Or Simply, Hot Between Worlds), który wyszedł w połowie marca nakładem Warp.
Björk – 18.11 (Kraków, Tauron Arena)
Z klubów przenosimy się do hali widowiskowej na dwadzieścia tysięcy widzów, ale trudno przecież, żeby po piwnicach grała ikona radykalnie awangardowego popu, która – mimo, że jej sztuka nie jest szczególnie inkluzywna – sprzedała na całym świecie 20 milionów płyt, a do tego załapała się na szesnaście nominacji do Grammy i nominację do Oscara. W tym roku mija trzydzieści lat od właściwego debiutu Björk, a jednak na nowej płycie nadal udaje sie jej zachować świeżość. Bo chyba w takich kategoriach wypadałoby rozpatrywać połączenie klarnetu basowego i gabberów na Fossorze? Islandka dotarła ostatnio ze swoim spektaklem na Coachellę i wyglądało to zjawiskowo, więc ten Kraków to raczej must-attend.
Komentarze 0