Raperzy go nienawidzą! Ocena postaci Grande Connection

Grande
YouTube

Doigrała się branża. Kaskady farmazonów, populizmów i strzałów w niebo, gdy scena znajduje się w szczytowej fazie prosperity i inkluzywności, musiały doprowadzić do wywindowania popularności antysystemowego trybuna ludowego. Kimś takim okazał się Grande Connection, któremu bezpardonowa krytyka raperów przyniosła ponad sto tysięcy subskrybentów na YouTube.

Ej, twardzielu. Powiedz mi, co myślisz o polskim rapie? Bo ja uważam, że nie ma w tym nic wyjątkowego. Większość z tych ludzi nie ma ani grama talentu, a ich teksty można napisać – dosłownie – na kolanie. W pięć minut...

Grande człowiek znikąd, rzekomy ghostwriter zaczął kręcić karuzelą niechęci i to błyskawicznie przyniosło mu uznanie części odbiorców. Momentami punktuje bardzo celnie; daje liczne dowody wiedzy o gatunku, które uwiarygadniają jego przekaz; nie pierdoli się w tańcu, a to robi wrażenie w tej kulturze, gdzie piątym elementem jest często lizanie się po fiutach, panowie; i gdzie kąśliwa krytyka miewa reperkusje, choć zwykle kończy się na groźbach; been there, done that.

Gdyby publicystyka youtubera ograniczała się wyłącznie do tego, że bierze wersy Dawida Obserwatora: Żyję teraz, jebię potem/Ziomek jebie dziwnym potem i rozpala grilla, nie byłoby dyskusji. Z tym zastrzeżeniem, że – imho – rozkładanie hip-hopowych utworów na poszczególne linijki na dłuższą metę zawsze skończy się tym, że zadrga miernik grafomanii, która – gdzieś tam – wpisana jest w formułę szesnastki. Chociaż może wolałbym nie grać tą kartą akurat w kontekście Burdelu.

Na chłopski rozum – Grande jest barwny, a może nawet pożyteczny w demaskowaniu gnuśności czy konformizmu u raperów. Ale równocześnie znaków ostrzegawczych pojawia się w jego filmach tyle, że nie da się przejść nad nimi do porządku dziennego.

Viva hate

To o mechanice prasy brukowej ktoś powiedział kiedyś, że najskuteczniejsze są artykuły, które w kontekście opisywanych postaci wzbudzają irytację bądź wzburzenie. Grande Connection to lepszy cwaniak, który wytacza najcięższe działa przeciwko populizmom i socjotechnicznym trikom, ale żeruje na najprostszych emocjach. A tych – negatywnych – emocji nie brakuje, skoro zawsze kogoś będzie wkurwiał jeden czy drugi raper; zawsze będą w gatunku mielizny, budzące uśmiech politowania; zawsze będą kontrowersje związane z wymianą pokoleniową i tym, co za sobą niesie albo z tym, że wykonawcy wychodzą poza sztywne ramy gatunku; zawsze będą miały miejsce wydarzenia, wokół których da się ukręcić – często uzasadnioną – ambę. Grande do perfekcji opanował wykorzystywania takich okoliczności.

Wiadomo na przykład, jaką burzę wywołały przed rokiem zapomogi dla artystów z Funduszu Wsparcia Kultury. Cytując klasyka: skąd ci biedni ludzie, kurwa, mają to zrozumieć, że Miuosh najpierw schyla się po dwa miliony złotych od państwa, a potem naśmiewa się z tego, pakując torbę Louis Vuitton do bagażnika BMW. Powszechny odbiór jest taki, że nóż się w kieszeni otwiera? Jasne więc, że Grande w omówieniu Zbuka zbuduje wokół tego najprostszą narrację. Ty wracasz z pracy do kamienicy, próbując pomóc rodzinie. Gdzie macie jedną łazienkę na piętrze dla pięciu rodzin. […] A hip-hopolowiec płynie właśnie jachtem, nagrywając nowy klip na Costa Brava.

Rozwarstwienie społeczne i kolejne uderzenia w portfele Polaków to są zbyt poważne tematy, żeby po linii najmniejszego oporu robić na tym zasięgi. A to powraca u Grande. Weźmy tyradę przeciwko Macie z odcinka poświęconego Bedoesowi. Szmatczaka okrzyknięto głosem pokolenia. Moim zdaniem w krzywdzący sposób dla ludzi, wywodzących się ze zwykłych rodzin. Bo bogatych jest przecież mniejszość. A opisane przez niego zachowania nie są synonimem tylko tego pokolenia bananów. Odkąd pamiętam, zepsute hajsem rodziców dzieci szukały mocnych wrażeń. I to wrażeń, które szokowały nawet patologię z kamienic. Chuj, że dla Grande nie byłoby raczej większym wyzwaniem nakreślenie rzeczowej krytyki tego, co robi Mata, ale przecież wydźwięk nie mógłby się wówczas równać z tym, co przyniesie efekciarski, polaryzujący statement.

Jeszcze jedno. Na pewno znacie kogoś takiego, kto ma konserwatywne i tożsamościowe podejście do rapu; kogoś, kto w dyskusji zawsze przywoła Tupaca, NWA, Public Enemy albo innych wykonawców z pawlacza (hiperbola, spokojnie), co staje się z czasem karykaturalne. I to jest właśnie Grande, który nawet jadąc z tym nieszczęsnym Intruzem, musi wjechać: taki rap, jak Intruz robili nawet w Polsce już w ‘96 roku; Kaliber 44 niszczy go pod każdym względem; na przykład „Plus i minus”. Chociaż równocześnie uczciwie trzeba mu oddać, że – przynajmniej na oko – trzyma rękę na pulsie.

Tak jak pan Pudzian powiedział

Dziwaczną fiksacją Grande jest przy tym ocenianie powierzchowności i stylówy raperów. Odniósł się do tego w odcinku o Avim, wykonując intelektualnego fikołka. To, że wypowiadam się o czyimś wyglądzie, to tylko dlatego, że raperzy sami poniżali innych ze względu na ubiór. Na przykład discopolowców. A dzisiaj przy nich wyglądają jak kompletne dziwaki. I nawet niektóre kobiety są bardziej męskie od nich. W ten sposób we własnym przekonaniu usprawiedliwił absurdalne poszukiwania prawdziwych mężczyzn na scenie. Czasami to zadziwia, jak wtedy, gdy zabiera się za Quebonafide. A może Quebo na speedzie jest dla ciebie prawdziwym mężczyzną. Tańczy taniec brzucha; kręci dupą w sukience z motylkiem; kompletne dziwadło, co się z nim stało? Czasami bawi, jak wtedy, gdy ideał męskości znajduje ostatecznie w... Mariuszu Pudzianowskim. Posłuchaj takich ludzi, jak Pudzian. Prawdziwy sukces wiąże się ze spokojem ducha. A czasami jest po prostu obrzydliwe, jak wtedy, gdy za cel obiera związek Bedoesa, porywając się nawet na niewybredne uwagi względem jego partnerki. Mordo – pierdolisz na tej kanapie o wartościach, a tymczasem zupełnie bazowa kindersztuba i ogłada powstrzymałyby cię od podobnie tanich zagrań. Ale u niego zwykle wychodzi na wierzch mentalność konserwatywnego, pasywno-agresywnego – albo po prostu agresywnego – trolla. Coś jak u Andrew Tate'a albo Dzikiego Trenera.

No i właśnie jeszcze pół biedy, gdy chodzi o rap, ale Grande zrobił sobie z filmików o wdzięcznych tytułach typu Rap w Stylu INTRUZ Pisany w 5 Minut nośnik hardkorowego ideologizmu; światopoglądowych i obyczajowych treści, które potrafią zmrozić. Highlighty? Rozkmina młodzieńczych przygód Stepana Bandery we wspomnianym wcześniej odcinku. A szczucie na Ukraińców to jego konik. Szpitale nagle oferują tysiące miejsc dla uchodźców, które wcześniej były niedostępne dla Polaków; otrzymują przywileje, jakich nigdy w historii jeszcze nie widziano; i tak dalej.

Mocny jest też ten fragment, gdy Grande rzuca jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego w przeszłości doszło do rozbiorów Polski, jesteśmy świadkami podobnych wydarzeń, a jego słowa zostają zestawione z wypowiedzą prezydenta Dudy: to jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich z uroczystości zapalenia świec chanukowych... Niech każdy sam odpowie sobie, czy potrzebne mu w życiu żenienie takiego mindsetu.

Rap w Stylu GRANDE Pisany w 5 Minut

Ale wróćmy jeszcze do samego hip-hopu. To jest rzeczywiście ciekawy case. Otóż Grande Connection sam wystawił sobie legitymację do orania sceny, każąc uwierzyć sobie na słowo, że zajmuje się profesjonalnie ghostwritingiem. Ja jestem autorem tekstów. Wymyślam raperom melodie, mimo że na bardzo niskim poziomie mam opanowaną emisję głosu; pokazuję, jak mają ją wykonać, ale to oni są nazywani artystami. [...] Praktycznie z każdej wytwórni znam kogoś, kto korzysta z tych usług. Czy to dawne Step Records, SBM, była Ganja Mafia, BOR. I po prostu widzę, jak wybujałe ego mają ludzie, którzy bez pomocy uzdolnionych producentów, realizatorów czy tekściarzy nie mieliby racji bytu.

Jest to plan (kurwa sprytny), bo w żaden sposób nie da się tego oficjalnie potwierdzić. Tak, jak zwracał uwagę Pat Kustoms z Daily Grind – w tym hermetycznym i rozplotkowanym środowisku ktoś raczej puściłby już farbę o Grande, a tymczasem nikt o nim nic nie wie. Usilnie próbowałem coś ustalić – bez skutku. Ale wiadomo – spisek; zmowa milczenia. Budowanie złowróżbnego wizerunku kulis branży jest zresztą charakterystyuczne dla Grande. Ludzie od wizerunku urastają do rangi deep state'u z House of Cards – tak, jakby czymś niezwykłym była codzienna opieka wytwórni nad artystami. Kupowanie wyświetleń urasta do rangi tajemniczego zabiegu, na którym ufundowano niejedną karierę. Bardzo atrakcyjnie to wszystko wygląda, ale raczej niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Sprawdźcie nasz materiał Kupowanie wyświetleń w polskim rapie: mit czy rzeczywistość? Chociaż to nadal część spisku.

Grande Connection dobrze wymyślił sobie też formułę spontanicznych nagrywek. Teoretycznie przecież można by mu zarzucić, że – poza generatorem wielokrotnych rymów – nie ma w tym żadnego skilla; jest słabiutki głos, kasztaniarskie flow, nic ciekawego w tekstach – wyłączając męczącą obsesję dwuznaczności, ujemna charyzma i brak magnetyzmu w delivery. Ale still – przecież to tylko żarty, przygotowywane na kolanie w kilka minut; gdyby on się tylko postarał i zrobił coś na serio... No właśnie. Cała Polska czeka na weryfikację; numer z prawdziwego zdarzenia albo – na początek – ujawnienie ksywek raperów, którzy go pozwali. Bo sporo tych niedopowiedzeń i strzałów w niebo?

Gdyby weryfikacja przebiegła jednak niepomyślnie, Grande Connection zawsze będzie mógł zająć się swoim projektem psychologicznym ze stroną internetową jak z Dunder Mifflin. Dobra – złośliwości na bok; nie o tym. W zamian nolanowski twist. Co w takim przypadku, gdy popularność Grande jest tak naprawdę lepszym miernikiem kondycji sceny od analizowanych przez niego wersów? Co, jeśli na nikogo lepszego nie zasługujemy?

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.
Komentarze 0