Ratujcie się kto może przed obejrzeniem „Resident Evil: Remedium” (RECENZJA)

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
Resident-Evil-Remedium.jpg
fot. Kadr z filmu

Kilka dni temu na Netfliksie zadebiutowała serialowa adaptacja gry. Twórcy produkcji luźno inspirują się motywem z japońskiej serii gier wideo, przedstawiając kolejną postapokaliptyczną opowieść.

Fani marki Resident Evil nie zostawili na najnowszej adaptacji suchej nitki. Netfliksowa seria ma 25% na Rotten Tomatoes, na IMDb 3,6/10, a na Metacritic… jedynie 1,5. Czy jest aż tak źle?

Znajdujemy się w Londynie 2036 roku. Tu śledzimy losy głównej bohaterki, Jade (Ella Balinska), która odpiera ataki zombie i innych stworów, które opanowały świat. Akcja toczy się 14 lat po końcu świata, choć często przenosi się do czasów poprzedzających apokalipsę – do New Raccoon City i nastoletnich lat Jade (Tamara Smart) i jej siostry (Siena Agudong). Ich ojciec – Albert Wesker (Lance Reddick) rozpoczyna wówczas pracę w korporacji Umbrella, gdzie przeprowadza tajemnicze (i mało etyczne) eksperymenty. Te oczywiście szybko wymykają się spod kontroli.

Główna bohaterka jest jedną z nielicznych osób, które przetrwały uwolnienie wirusa-T w 2022 roku i dziś bada zachowania zmutowanych istot. Jednak przyglądając się niekończącej się walce o życie Jade, trudno jest jej kibicować. Zarówno ona, jak i cała reszta ocalałych to postaci pozbawione głębi, często wprowadzone i rozwinięte tylko po to, żeby za chwilę zniknęły z ekranu. Ich nielogiczne zachowania i liczne wątki, które nie mają kontynuacji mogą wywołać zawroty głowy. Tym samym dużo lepiej od krwawej jatki z zombie wypadają sceny z przeszłości i pierwszych objawów choroby Billie. Niepokój o to, kiedy dojdzie do kolejnych przypadków jest dużo większy niż przy scenach walki Jade z umarlakami. Bo czy byłyby ich setki, czy tysiące, główna bohaterka i tak radzi sobie z nimi bez większego problemu.

Kolejne nieudane podejście do gamingowego klasyka w tym przypadku może być zaskoczeniem. Twórcy Resident Evil: Remedium mieli przecież wsparcie streamingowego giganta, licencję na popularną markę horrorową i swobodę artystyczną. Ci postanowili jednak zmarnować potencjał, serwując kolejną przewidywalną i niestraszną produkcję zombie post-apo. W dodatku wyglądającą jak niskobudżetowy horror, na który można trafić przypadkowo, przeglądając kanały w telewizji.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Reprezentantka generacji Z, w newonce.media od 2019 roku. Prowadząca autorską audycję muzyczną KARI ON, współprowadząca pasmo BOLESNE PORANKI, ownerka TikToka, social media managerka albo najgólniej: twórczyni contentu.