Recenzujemy netfliksowy "Crack": jak Ameryka nie poradziła sobie z plagą narkomanii

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
crack.jpg

Narkotyk, który spustoszył amerykańskie miasta w latach 80. i 90. doczekał się netfliksowego dokumentu. Dokumentu tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

To szokujący seans. Crack pokazuje historię destrukcyjnego narkotyku, nie szczędząc mocno zasłużonej krytyki pod adresem kolejnych rządów Stanów Zjednoczonych. Ten dokument to nie tylko dobre źródło wiedzy na temat cracku i jego dziejów, ale także solidne narzędzie do zbudowania sobie szerszego kontekstu społecznego dla współczesnych wydarzeń i zjawisk w USA - choćby protestów Black Lives Matter i skandalicznych epizodów systemu sprawiedliwości. Tzw. wojna z narkotykami nie tylko zawiodła w sprawie ograniczenia ich spożycia, ale przeprowadziła prawdziwą destrukcję w czarnych społecznościach.

Zaczynamy w latach 80., kiedy kokaina została ukoronowana na królową narkotyków. Wciągała ją elita - zarówno finansowa, jak i świata rozrywki - ale przez swoją cenę i krótki czas trwania haju nie zeszła do społecznych dołów. Co innego jej ugotowana forma. Łatwy do rozprowadzania w atrakcyjnej cenie, dający mocny i natychmiastowy haj crack szybko podbił biedniejsze dzielnice amerykańskich miast. Nad tym ponurym krajobrazem panowała postać równie posępna - Ronald Reagan, który w imię politycznej korzyści i przesuwania geopolitycznej szali na rzecz Stanów Zjednoczonych był skłonny poświęcić miliony ludzkich żyć. Film jasno pokazuje, jak rząd Reagana wspierał nikaraguańską bojówkę Contras, która przemycała kokainę do USA. Ale Contras walczyli z Sandinista (lewicową siłą polityczną wspieraną przez Związek Radziecki), więc każda ofiara była warta poświęcenia dla zwiększenia amerykańskiej siły w Zimnej Wojnie.

Ronald Reagan Giving Campaign Speech
Wally McNamee/CORBIS/Getty Images

Hipokryzję rządu w Waszyngtonie podkreśliła promowana przez Pierwszą Damę Nancy Reagan antynarkotykowa akcja Just Say No. Rozpoczęła się tzw. War on drugs, pełna obłudy i nieskuteczności wojna, która trwa do dzisiaj. Zamiast skupić się na przyczynach choroby - systemowym rasizmie, nierównościach społecznych, upadku usług publicznych i zaniedbaniu całych dzielnic amerykańskich miast - zaczęto brutalnie zwalczać objawy, czyli masowe uzależnienie od narkotyków. Crack w oczach oficjalnej propagandy urósł do rozmiarów mitycznej bestii, co podkreślały kolejne antyobywatelskie ustawy. Jedna z nich zrównywała posiadanie jednego grama cracku do 500 (!) gramów kokainy w proszku i sugerowała te same wyroki za oba wykroczenia. Ostre wyroki i policyjne represje nie dotykały tylko dilerów, ale również, a w zasadzie głównie osoby uzależnione. Crack stał się problemem kryminalnym, nie zdrowotnym, a słony rachunek za to podejście czarna społeczność płaci do dzisiaj. Tym bardziej, że każdy kolejny prezydent USA kontynuował samobójczą i ostrą politykę narkotykową poprzedników, dozbrajając policję i czyniąc z niej siłę paramilitarną. A przecież mówimy tu o tzw. przestępstwie bez ofiar, jakim jest zażywanie narkotyków. Skutki widać jak na dłoni - Stany Zjednoczone są na szczycie niechlubnej listy liczby obywateli w więzieniach i w czołówce państw, które najbardziej zaniedbują i represjonują swoich najbiedniejszych obywateli i obywatelki. Niezależnie czy był to Reagan, Bush, czy Clinton - każdy brnął w szkodliwe i bezproduktywne sposoby na rozwiązanie plagi uzależnień. Mimo tego, że ⅔ użytkowników cracku była biała, policja i wymiar sprawiedliwości obrały sobie za cel niemal wyłącznie czarnych dilerów i osoby uzależnione. To upiorna ironia, że problemy powodowane przez systemowy rasizm próbowano rozwiązać jeszcze większym stężeniem rasizmu. I ten przygnębiający fakt dokument Netflixa pokazuje dość dobitnie.

W filmie wypowiada się szerokie grono - przedstawiciele służb mundurowych, dilerzy, dilerki, dawni użytkownicy i użytkowniczki cracku, osoby ze świata nauki i kultury. Crack operuje czytelnym kodem wizualnym, podbitym hip-hopowym soundtrackiem. Narracja jest chronologiczna i stara się pokryć wszystkie pola życia społecznego, na które wpłynęła kariera narkotyku. Widzimy korupcję i rasizm władzy, ale także rolę popkultury w budowaniu szkodliwych stereotypów (szczególnie dotykających kobiet, jak crack whore, czy matki zaniedbujące dzieci na rzecz cracku). Niektóre wątki padają ofiarą dość wartkiego tempa filmu - temat jest na tyle głęboki, że z powodzeniem mógłby być materiałem na miniserial. Ostatecznie jednak dokument podchodzi do zagadnienia z odpowiednim poziomem empatii i intelektualnej oraz społecznej uczciwości, nie stroniąc od ostrych ocen i mocnych obrazów. Trudno również mówić o emocjonalnej i politycznej manipulacji, bo fakty prezentowane są w suchy sposób, a relacje osób w ten czy inny sposób dotkniętych plagą cracku nigdy nie popadają w przesadnie dramatyczne tony (poza w pełni zasłużoną końcówką).

Oglądając Crack nietrudno wybiec myślami do współczesnej Ameryki, trawionej epidemią opioidów. Mocno skupione polityczne cele dawnych administracji zastąpiła bierność i bezradność, a efekt jest ten sam - katastrofa społeczna, która podcięła życia całych społeczności. Od lat osiemdziesiątych polityka narkotykowa drgnęła w dobrą stronę, ale powody, przez które ludzie sięgają po narkotyki - bieda, brak perspektyw, zaniedbanie całych miast przez państwo - pozostały te same. Warto wyciągnąć wnioski.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.