Rosalie.: Nie jestem raperem, który zapełnia sale po 3000 osób - ja chciałam do tego momentu dotrzeć (ROZMOWA)

Zobacz również:HOT16CHALLENGE2: podsumowujemy najciekawsze wydarzenia ostatniego weekendu
rosalie..jpg
fot. Zuza Krajewska

Dobrze, że udało nam się złapać, jeszcze zanim zaczną ją rozchwytywać zagraniczne portale. Ok, na to będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać, bo w wyczekiwanym, przełomowym momencie drogi do wielkiej kariery pojawiła się spora przeszkoda - pandemia. Porozmawialiśmy z Rosalie. o tym, jak to u niej teraz wygląda.

Premiera twojego albumu pokryła się z początkiem lockdownu. Nie myślałaś o przełożeniu daty premiery?

Powiem ci szczerze, że zupełnie nie przeszło mi to przez myśl. Wtedy chyba nie wszyscy brali na poważnie to, co się wokół nas dzieje - sądziliśmy że to będzie trwało chwilę. A kolejna sprawa - ja chciałam po prostu wydać nowy materiał. Od ostatniego albumu minęły dwa lata. To miał być ten czas i koniec, nie mamy na to wpływu. Muszę sobie z tym poradzić. Nie wiem, czy zaszkodzi to IDeal, wydaje mi się, że jak tylko ten lockdown zostanie zniesiony, to wszyscy ruszą na koncerty. Liczę, że także na moje.

A może w tej niestabilnej sytuacji spokojne brzmienie IDeal będzie odskocznią od tego, co nas otacza?

Gdybym wydała płytę, która byłaby melancholijna i smutna jak Flashback, to mogłabym mieć… trudniej. Ale jest ta możliwość zmiany klimatu, nawet wyżycia się w muzyce, bo ja tak trochę do niej podchodzę - jak ją puszczam, to mam uśmiech na twarzy, chce mi się tańczyć, krzyczeć i towarzyszą mi same dobre emocje. Wydaje mi się, że teraz ludzie bardzo tego szukają.

Bo IDeal jest emocjonalną, ale jednocześnie subtelną opowieścią. Masz wrażenie, że na dzisiejszej scenie brakuje takiej prostoty w śpiewaniu o podstawowych, a jednak kluczowych wartościach?

Sposób, w jaki ja to robię na pewno jest potrzebny na tym rynku - raczej bym tego nie robiła, gdybym tak nie sądziła (śmiech). Bardzo mi zależy na tym, żeby taka muzyka była doceniona w Polsce i żeby było jej coraz więcej. W sumie obserwuję to, co się dzieje i cieszę się, że coraz więcej dziewczyn zaczyna sięgać po R&B i soul. Mam nadzieję, że przywróciłam ten kierunek muzyczny w Polsce i jest to jakiś rodzaj wyróżnienia. Jeżeli chodzi o teksty to taki był zamiar przy powstawaniu tej płyty. Arek Sitarz czy Michał Wiraszko bardzo mi w tym pomogli, bo ja mam jednak taką duszę poetycką i gdzieś tam w tych tekstach bym momentami odjeżdżała, a szukałam luzu. Chmury są tego najlepszym przykładem - to jest utwór pisany na podstawie poezji i ciągnie mnie w tym kierunku, ale chciałam, żeby ta naturalność i lekkość była wpisana w język IDeal.

Jednak pomimo współpracy z dużą wytwórnią twój materiał, choć jest wynikiem pracy wielu osób, pozostaje na wskroś osobisty i - no właśnie - taki twój.

Przez cały czas przy rozmowach z wytwórnią najważniejszą kwestią była swoboda artystyczna. Niezwykle zależy mi na zachowaniu indywidualności. Def Jam Recordings Poland jest wytwórnią, w której w ogóle nie musiałam się bać o żadne ingerencje. Raczej sama zabiegałam o pewne podpowiedzi.

Przez pięć lat mojej pracy bardzo staraliśmy się o to, żeby wyróżniać się spośród innych artystów, żeby mieć swój świat. Także rzeczywiście: swoboda i to, że mogłam współpracować z tymi osobami, z którymi chciałam, nie byłam w żaden sposób blokowana, nigdy nie usłyszałam że ten numer się nie nadaje na płytę, tylko wszyscy byli bardzo pozytywnie nastawieni do całego materiału - i to wszystko było bardzo potrzebne.

Ale to też pierwszy album, który tworzyłaś zupełnie od zera.

Tak, pierwszy raz przez kilka dni z rzędu wchodziłam do studia wraz z producentami i zamykałam się na parę godzin - osiem, czasami dziesięć. I to rzeczywiście było wspólne szukanie jakiejś drogi, poznawanie się w trakcie. Duży wpływ mieli też na mnie muzycy, którzy doskonale mnie znają jako artystkę, także mniej więcej wiedzieli, czego szukam i po tych kilku godzinach nagle łapaliśmy sens wszystkiego. Wtedy w trakcie jednego spotkania wychodziły nam dwa, czasem trzy numery, które potem dopracowywaliśmy - jak się dało, to ściągałam muzyków do siebie do studia i każdy dodawał coś od siebie. Bardzo polubiłam ten sposób współpracy - już nie tylko przez internet, bo w sumie wtedy robi się coś z maszyną, a nie z człowiekiem. Jest co prawda kilka numerów, które były robione w całości online, na przykład kawałek z schafterem czy z Jordahem, ale współpraca z Jordahem od zawsze tak wyglądała i my się już na tyle do tego przyzwyczailiśmy, że nie próbujemy wyjść z tego rodzaju współpracy, nie musimy się widywać… jakkolwiek to brzmi.

Cieszę się, że wspomniałaś o schafterze, bo ten feat był chyba dużym zaskoczeniem dla wszystkich. Jak to się stało, że się przecięliście i jak udało ci się wejść w ten jego dosyć osobny lot?

schaftera poznałam chyba na koncercie w Katowicach, bo był na backstage’u kiedy grałam z Otsochodzi. W sumie bardzo ciekawiła mnie jego postać, bo jeszcze w tym czasie nie słuchałam za dużo jego muzyki, ale wiedziałam mniej więcej kim jest i co robi. Zainteresował mnie ten taki szczuplutki, wstydliwy, młody chłopaczek, więc ja jako starsza ciocia po prostu podeszłam do niego, zaczęliśmy gadać i złapaliśmy takie flow, że stwierdziłam, że to jest ktoś, z kim bardzo chciałabym coś zrobić. To jest dla mnie niesamowite, jak tak młody człowiek może czuć najntisy, jego twórczość sprowokowała mnie też do tego, żeby łączyć język angielski z polskim, bo wydaje mi się, że on robił to jako jeden z pierwszych i wychodzi mu to świetnie. Dlatego stwierdziłam, że jeżeli ludziom się to podoba, a w sumie zawsze chciałam coś takiego zrobić, to spróbuję sama. I rzeczywiście na IDeal są dwa numery, w których słychać czasami jakieś angielskie wstawki. Fajnie jest pokazać, że te dwa języki są w sumie bardzo do siebie podobne i że ten nagły switch nikogo nie boli. No więc napisałam do Wojtka i okazało się, że bardzo chętnie coś zrobi… i siadło.

Ale w przeciwieństwie do Flashback, w którym pojawia się kilka utworów po angielsku, na IDeal tych wstawek jest zdecydowanie mniej - stawiasz na lokalność?

Z płytą IDeal jak najbardziej. To było moje założenie od samego początku tworzenia tego albumu - chciałam, żeby teksty były w języku polskim, nie tylko ze względu na to, żeby zrobić ukłon w stronę swoich odbiorców, ale to był też jakiś rodzaj wyzwania dla mnie. Pisanie tekstów w języku angielskim jest dla mnie bardzo proste i w sumie każde prevki, które powstają, są najpierw po angielsku, a dopiero później przekształcam je na język polski. Sama na koncertach zaczęłam zauważać, że ludzie pragną tego polskiego i na przykład jak wchodzi numer Spokojnie to nagle wszyscy zaczynają się drzeć i to też mnie do tego zmotywowało. Ale to nie jest tak, że zamykam się na angielski, już do niego wracam w nowych nagraniach, które powstają. Zawsze bardzo zależało mi na tym, żeby wyjść poza Polskę i na pewno angielski to ułatwia, chociaż patrząc na zagraniczny rynek, ludzie są spragnieni języków obcych, także to nie jest wcale takie oczywiste. Na IDeal jednak najbardziej zależało mi na tym, żeby przeważył język polski. I na szczęście udało się wstawić tylko jeden numer po angielsku, właśnie tytułowy.

Koledzy z redakcji w wielu tekstach wieszczyli ci, że to już ostatnie chwile przed ogólnopolską rozpoznawalnością i wjazdem do pierwszej ligi. Tylko czy tobie tak naprawdę na tym zależy?

Mnie chyba zależy głównie na tym, żeby robić dobrą muzykę, spełniać się jako wokalistka i pracować z ludźmi, którzy gdzieś budzą we mnie nowe emocje. Jeżeli ja się będę spełniać i to będzie się ludziom podobać to wtedy jak najbardziej. Jasne, że chcę być na samej górze, nie będę tym gardzić (śmiech). Ale głównie chodzi jednak o to, żeby robić coś w zgodzie ze sobą i żeby to nadal był kawał dobrej muzyki, to jest chyba najważniejsze dla mnie. Jeżeli pojawi się szansa zaistnienia za granicą - chętnie spróbuję, ale dobrze wiem jak wiele czynników wpływa na ewentualny sukces poza Polską.

Zastanawiam się też, jak ktoś, kto nagrywa tak kameralną muzykę, czułby się na takich dużych wydarzeniach. Ty pojawiłaś się i na wspólnym koncercie Taco z Dawidem na Narodowym, ale też półtora roku temu wystąpiłaś w Poznaniu na koncercie z jazzową orkiestrą. To był ten pierwszy krok do zapełniania hal?

Ten koncert w Poznaniu był przełomowy i rzeczywiście pojawiła się tam bardzo duża liczba osób. Ja uwielbiam jak jest duża publika i wydaje mi się, że każdy wokalista pragnie tego, żeby jak najwięcej ludzi cię słyszało. Chodzi o to w jaką interakcję możesz wejść z ludźmi. Jeżeli masz przed sobą trzy tysiące osób, które śpiewają twój numer, to jest spełnienie marzeń każdego muzyka. Jasne, że jeżeli masz przed sobą sto osób, to też jest satysfakcjonujące i nigdy nie byłam smutna, kiedy miałam mniejszą publikę, ale jest to pewien rodzaj adrenaliny, który jest nie do opisania. I ten występ na stadionie na pewno był czymś wyjątkowym. Ja właśnie wczoraj patrzyłam na zdjęcia i filmiki z zeszłego roku i wpadłam na filmik ze stadionu. To, że udało mi się stanąć na tak ogromnej scenie po tych pięciu latach pracy jest czymś, co mnie bardzo wzrusza. Dla mnie to jest pewien rodzaj nagrody, docenienia, szacunku i jest to niesamowite uczucie. Także ja na pewno będę walczyć o to, żeby coraz więcej ludzi usłyszało o Rosalie.

rosalie1.jpg
fot. Zuza Krajewska

A w jakim momencie kariery teraz jesteś? Chodzi mi o to, czy 27-letnia Rosalie. czuje się na dzień dzisiejszy spełniona, czy może właśnie na odwrót - od wydania kolejnego albumu ta lista to do wciąż się zapełnia?

Mam sporo ambicji i to, że wydałam kolejny album nie oznacza, że teraz usiądę na kanapie i powiem, że zdobyłam już wszystko. Już pracuję nad kolejnym albumem, siedząc w studiu po osiem godzin dziennie. I to nawet nie jest tak, że ja coraz więcej chcę, tylko to jeszcze nie jest koniec i wydaje mi się, że jeszcze za dwadzieścia lat będę stała tam na tej scenie z moimi muzykami, bo to jest po prostu spełnienie moich marzeń. Siedzenie w studiu to jedno, ale jednak śpiewanie przed publiką jest czymś nie do opisania. Teraz zostało mi to po prostu odebrane i to zaraz po wydaniu albumu. To jest dla mnie ogromny cios i początkowo zupełnie nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Ja nie jestem raperem, który zapełnia sale po 3000 osób - ja chciałam do tego momentu dotrzeć, a mam teraz jakąś przerwę, która nie wiadomo ile będzie trwała, gdzie nadal nie miałam okazji pokazania tego albumu na żywo. To wszystko jest trudne do przełknięcia, bo nikt z nas nie wie, kiedy ruszymy znowu, także wykorzystuję ten czas jak tylko mogę właśnie na pracę nad kolejnym albumem. Chyba nikt z nas od dawien dawna nie miał tyle wolnego - ja na pewno tego nie pamiętam.

A oprócz pracy nad albumem będzie można posłuchać twojego koncertu na żywo z domu…

Właśnie nie jest to koncert na żywo - to jest koncert w ramach kolaboracji z Tidalem, gdzie wraz z moim zespołem mogliśmy się w końcu spotkać, zagrać kilka numerów z tej płyty, uwiecznić to na kamerze - tak, żebyście wy i moja publika mogli to zobaczyć. Cieszę się bo nagranie wyszło bardzo fajnie, w super jakości. To mnie cieszy, bo oglądam koncerty na żywo - czy to na Facebooku, czy na Instagramie i powiem szczerze, że to z jednej strony może jest jakaś odskocznia dla ludzi, ale mnie ona by nie satysfakcjonowała z tego względu, że niestety większość streamów się zacina i nie brzmi tak, jak chcielibyśmy, żeby brzmiało. Ta opcja z Tidalem zapewnia ludziom dobry sound, na którym bardzo mi zależało. Nie mówię, że nie będę robiła koncertów z domu, ale chciałam, żeby ten pierwszy był po prostu na tip-top.

Myślisz, że da się ten żywy element jakoś zastąpić w przyszłości?

To znaczy?

Tak, żeby wirtualne koncerty były niemal takie, jak na żywo.

Myślę, że nie ma takich szans. To jest zupełnie nie do porównania i owszem, ja jako licealistka oglądałam koncerty Beyoncé w domu i bawiłam się na nich tak samo świetnie, jak wtedy, kiedy byłam na jej występie na stadionie w Warszawie, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że to było nagrywane na żywo z publiką i dźwiękiem najlepszej jakości. I to jest ta różnica: w momencie, w którym dostajemy koncert, gdzie wszystko się przerywa i brzmi tak, jakbyśmy puścili z głośników komputerowych w dwutysięcznym roku to dla mnie to nie jest fun… Jeżeli to jest to, czego ludzie pragną, to ja jednak będę walczyć o to, żeby to było lepsze jakościowo.

Emocje - to też jest zupełnie co innego, być z ludźmi w jednym pomieszczeniu czy przestrzeni gdzieś tam na festiwalach. Nie mogę się doczekać tego powrotu i myślę, że każdy z muzyków jak wejdzie na scenę i zobaczy przed sobą publikę, to będzie to dla niego bardzo wzruszający moment. Rozmawiałam już z moim realizatorem, który powiedział, że jak tylko będzie ten pierwszy koncert, gdzie naciśnie pierwszy guzik, usłyszy i zobaczy, jak zespół wchodzi na scenę, to na pewno zakręci mu się łezka w oku. Wszyscy po prostu bardzo za tym tęsknimy.

Ale nieraz podkreślałaś, że te pierwsze koncerty były dla ciebie wyjątkowo stresujące. Popularność w takim razie zwiększa pewność siebie czy wystawianie się na opinie innych może podkopać poczucie własnej wartości? I nawiązując jeszcze do twojego poprzedniego wywiadu dla newonce - w tym momencie bardziej stresują cię koncerty czy... dzwonienie do kogoś przez telefon? Bo wspominałaś, że wciąż masz z tym problem.

Po tylu koncertach ta pewność siebie rośnie. Nie dzięki temu, że ludzie cię oglądają czy oceniają, tylko przez to, jak wiele tych koncertów zostało zagranych, ile można było zmienić w trakcie kolejnych występów i tym podobne. Po prostu zaczynasz wcielać się w pewną rolę. Jeżeli chodzi o dzwonienie do obcych to mam wrażenie, że jest trochę lepiej, ale to też dzięki pandemii, bo przez ten ostatni miesiąc czy półtora wszystko działo się przez telefon i nigdy nie dałam tylu wywiadów telefonicznie, co w tym okresie po wydaniu płyty. Pewna bariera została na pewno przełamana (śmiech). Dziś bardziej niż koncerty, stresuje mnie ten okres związany z promocją płyty. Tych wywiadów przy okazji IDeal było naprawdę dużo. Często kilka dziennie. To mnie z jednej strony bardzo cieszy, z drugiej wymaga bardzo dużo skupienia i zaangażowania.

Kilka lat temu, kiedy twoja kariera jeszcze raczkowała, przedstawiano cię jako kolekcjonerkę butów z Poznania i muszę cię o to zapytać - nadal jesteś sneakerheadką?

Sneakerheadką na pewno już nie jestem, ale mam od groma butów. Kolekcjonowanie nauczyło mnie na pewno dbania o obuwie, ale już nie siedzę na forach, nie wrzucam stylówek, nie szukam na Allegro czy eBayu konkretnego modelu i nie zamawiam używanych butów, które potem pimpuję - ta zajawka już mi przeszła. Ale na pewno nie zmieniam sneakersów na szpilki. W tej kwestii jestem wierna sportowemu obuwiu.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Reprezentantka generacji Z, w newonce.media od 2019 roku. Prowadząca autorską audycję muzyczną KARI ON, współprowadząca pasmo BOLESNE PORANKI, ownerka TikToka, social media managerka albo najgólniej: twórczyni contentu.