„Solówka po lekcjach”: żywot Stasiaka poczciwego

Stasiak
fot. Jacek Prondzynski

Dolatujesz, kopiesz go w zęby. Skocz do gardła i wal go w pizdę na glebie. Niezapomniane porady herszta nabojki z Pod Napięciem na nic zdają się, kiedy dochodzi do Solówki po lekcjach. Bo Łukasz Stasiak wyśnił polski sen pokolenia wychowanego na książkach Adama Bahdaja i nie traci sił na konfrontacje. Głowę zaprzątają mu rodzinne więzi i upływ czasu; obowiązek czyszczenia kabiny po prysznicu i marzenia o deszczu na betonie.

Jego pierwszy i jedyny dotychczasowy album ukazywał się, gdy dopiero w planach byli Kandydaci na szaleńców. Kilka miesięcy wcześniej wybuch wulkanu Eyjafjallajökull sparaliżował ruch lotniczy nad Europą. Film Jak zostać królem wkrótce wyprzedził Incepcję i The Social Network w oscarowym wyścigu. Mieliśmy w Polsce plac budowy przed zbliżającymi się powoli Mistrzostwami Europy. - Przed premierą płyty zastanawiałem się, czy nie odpalić fanpage'a na Facebooku. Takie to były czasy - wspomina Łukasz.

Jakimś cudem znalazłem recenzję, którą na początku grudnia 2010 roku napisałem do Machiny. Szczerze przepadam za tą g-funkową bombą, którą podłożył Stasiak z 2cztery7. Nie jest ani Miłoszem rymu, ani Stevem Vaiem flow, ale ma zabójczy dystans, poczucie humoru, charyzmę w nawijce i masę pomysłów na to, jak nie zanudzić słuchacza. I tak dalej.

Stasiak
fot. Jacek Prondzynski

Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, od tamtych dni minęła już dekada z hakiem. Niełatwo podsumować tak rozległy czasokres w kilku słowach, ale spróbujmy. Urodziła mi się córka, która właśnie kończy osiem lat. Przejechaliśmy setki tysięcy kilometrów z Mesem. Wydaliśmy ponad czterdzieści płyt w Alkopoligamii. Zacząłem współpracę z Jurasem jako menadżer. Życie absolutnie mi się zmieniło.

W niejednej piosence z narodowego kanonu można dostrzec powracający motyw dojechania przez codzienność, ale Stasiakowi bliżej do Grażyny Łobaszewskiej, którą czas uczył pogody, niż do Tego Typa Mesa z Dawidem Podsiadłą. Co nie znaczy, że w jego wersach zupełnie nie ma goryczy. Płyta dlatego nazywa się Solówka po lekcjach, że odebrałem sporo lekcji. Moja mama ciężko zachorowała, o czym mówię w 38. Zdążyłem się ożenić i rozwieść. Na przekór zwyczajowi - przyjaźnię się z byłą żoną. Bywa, że chodzimy na spacery razem z moją aktualną narzeczoną, córką i psami. To jest niespotykane. Doszedłem do wniosku, żeby nie przejmować się sprawami, na które nie mam wpływu.

I o tym właśnie opowiada ten materiał w skali makro. Że świat rozrósł się niewyobrażalnie od początku lat osiemdziesiątych (38); że trzeba szukać małych szczęść jak u Roberta Jansona (Upał, asfalt i deszcz); że metryki nie oszukasz, ale - jak u Młynarskiego - jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy (Ostatni taniec); że gotować tylko dla siebie to słabe, bardzo słabo samemu się starzeć (We dwoje); że czasem najlepsze, co można zrobić, to odpuścić (Zostaw to). To jest lekcja życia dla trzydziestoparolatków, którzy z miejsca zrozumieją, że jej banalność jest w rzeczywistości supertrudna do realizacji. I podnosi na duchu sam fakt, że komuś udało się osiągnąć takie powszednie zen. To znalazło także odbicie w okolicznościach powstania tych utworów. Niektóre nagrałem w kwadrans. Cała ta solówka jest zapisem życiowego dziennika, który został stworzony na zasadzie: cyk, pyk, zrobione i koniec, co nie znaczy, że cokolwiek jest niedopracowane. To znaczy, że ja jestem bardzo zdecydowany i dobrze wiem, co robię.

Łukasz zarzeka się, że nie traktuje tego projektu w kategoriach zarobkowych, a wystarczającą gratyfikacją będzie - po hip-hopowemu - zajawa. I wydaje się to o tyle zdroworozsądkowe podejście, że jego wosk nie jest dla każdego. Zakładałem, że trzeba mieć jednak wyższy PESEL. Tak jak ja nie będę do końca kumał utworów Janusza Walczuka - tak pewnie Janusz Walczuk nie będzie kumał moich utworów. Potrzebne jest doświadczenie, chociaż z drugiej strony - chciałbym, że ten krążek trafił też do młodszego odbiorcy. Pół żartem, pół serio (nomen omen) można by napisać, że dobrze mierzyć siły na zamiary, skoro następuje tu follow-up do Piaska z Robertem Chojnackim...

Stasiak
fot. Jacek Prondzynski

W warstwie muzycznej zaistniały tropy, z którymi Stasiak kojarzony jest od dawna. Jak choćby organiczny funk w Upał, asfalt i deszcz, nagrany z Andrzejem Pieszakiem i Manolem. Ale selekcja beatów nie ograniczyła się do grzebania w pawlaczu i eksploracji strefy komfortu. Stąd minorowe Wyspy Brytyjskie atutowego w Ostatnim tańcu albo 80'sowe syntezatory i retrowave w Zonku, za który pierwotnie miał być odpowiedzialny Steez.

Zależało mi na przekrojowym brzmieniu. Płyta została w ten sposób wymyślona z wyprzedzeniem od początku do końca. Akurat byłem po obejrzeniu Notoriousa i w studio czułem się jak jebany Puff Daddy, układając te klocki. Spontanicznie narodził się jeden element. Pisząc jeden z tracków, użyłem follow-upu do Zkibwoya. Pomyślałem: no tak, przecież mieliśmy zrobić razem numer, bo on urodził się tego samego dnia co ja. Skontaktowałem się z nim w czwartek, a w sobotę już byliśmy w studio. Wcześniej zgłaszał mi wątpliwości, że nie wie, czy zdoła napisać zwrotkę, a po godzinie wysłał ją SMS-em. Hip-hop.

Solówka po lekcjach brzmi, jakby Stasiak zrobił bilans zysków i strat na plus, dopisując epilog do historii swojej obecności na scenie. Byłoby to tym bardziej uzasadnione, że zaraz miną dwie dekady, odkąd powstało 2cztery7. Ponadto - biorąc pod uwagę jego częstotliwość wydawniczą - kolejny drop byłby datowany na 2032 rok, więc są uzasadnione podstawy, żeby rozpatrywać ten winyl w kategoriach pożegnania. Ale Łukasz zapewnia, że nic z tych rzeczy.

Wysłałem zgredom sygnał, że jeszcze tutaj jestem, żyję i mam się dobrze. W tym sensie Solówka po lekcjach to jednocześnie kropka i dwukropek. Zamnkąłem pewien etap za sprawą 38. To była klamra. Poruszyłem tam parę tematów, o których wcześniej nie mówiłem. Teraz wyszedł minialbum i to jest totalnie skocznia K38 w jakimś Kuopio czy innym Oberstdorfie. Lecę dalej. Bo kiedyś rap to była dla mnie trudność, a tym razem miałem z tego frajdę jak przy pierwszym 2cztery7. Albo jak wtedy, kiedy Stare Miasto nagrywało numer z Eisem, Kret wysłał mi beat, ja przygotowałem zwrotkę, stałem na kamieniu i rapowałem ją Pezetowi. To jest tego typu zajawa.

Ostatnie sztuki Solówki po lekcjach są dostępne tutaj.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.