Dwie legendy NBA. Kobe i Jordan oprócz tego, że przez jakiś czas dzielili boiskowy parkiet, to dzielili jeszcze wiele wspólnego, o czym dowiadujemy się dopiero teraz.
2020 to na pewno nie jest nasz ulubiony rok. Nie dość, że koronawirus, to jeszcze pożegnaliśmy Kobe Bryanta, który zginął 26 stycznia w wypadku helikoptera.
Ta informacja wstrząsnęła całym światem – nie tylko koszykarskim. Podczas oficjalnej ceremonii pożegnalnej, gdy przed mikrofonem stanęła inna legenda NBA, Michael Jordan, dowiedzieliśmy się, że tę dwójkę łączyło coś więcej niż sportowa rywalizacja.
Maybe it would surprise people that Kobe and I are very close friends – mówił Jordan podczas swojej mowy pożegnalnej – Kobe was my dear friend, he was like a little brother. Everyone always wanted to talk about the comparisons between he and I. I just wanted to talk about Kobe. Co stało za tym wyznaniem i co tak naprawdę łączyło dwie legendy NBA? Piąty odcinek serialu dokumentalnego The Last Dance opowiada w dużej mierze o Kobe Bryancie.
Kiedy w 1996 roku Kobe stawiał pierwsze kroki na boiskach NBA, kariera Jordana miała się już ku końcowi. Bryant postanowił dobrze wykorzystać ten czas, a zważywszy na jego charakter, nie brał pod uwagę porażki. Ilekroć Lakersi grali z Chicago Bulls, nastoletni jeszcze Bryant wyczekiwał momentu wyjścia Jordana z szatni. Nie było to łatwe zadanie, bo Michael nigdy nie spieszył się po meczach – masaże, prysznic czy sprawdzanie statystyk meczowych miało zajmować mu zwykle około godziny. Wówczas na stadionie nie było już prawie nikogo. Podczas gdy cała drużyna Lakersów siedziała już w swoim autokarze gotowa do odjazdu, za każdym razem wszyscy musieli czekać… na Kobego. Gdy tylko Jordan opuszczał szatnię, Kobe miał do niego doskakiwać i zasypywać go stosem pytań – o pracę nóg, strategię triangle-offense czy rzuty z obrotu. Jordan opowiadał młodemu Lakersowi o tym, jak doskonalić swoją technikę, a ten chłonął jego nauki jak gąbka.
Do takich spotkań miało dochodzić po każdym spotkaniu Bullsów z drużyną z Los Angeles. Zawodnicy Lakersów w pewnym momencie już przyzwyczaili się do konieczności czekania na Bryanta – wiedzieli, że bierze sobie do serca wykłady Jordana, co przekłada się na boiskowy progres. Przełomowy moment nastąpił, gdy Michael postanowił dać Kobemu swój numer telefonu.
He used to call me, text me 11:30, 2:30, 3 in the morning. At first, it was an aggravation, but then it turned into a certain passion. This kid had passion like you would never know – mówił Jordan. Z każdym kolejnym pytaniem i każdą kolejną lekcją Bryant uczył się czegoś nowego. Panowie mieli także spotykać się na lunche, ale tego już nie wychwytywały kamery.
Telefony nie urwały się ani po definitywnym zakończeniu kariery przez Jordana, ani bliżej emerytury Kobego. Bryant miał się zastanawiać, w jakim kierunku pójść po ostatecznym zdjęciu koszulki Lakersów. Porad miał czerpać choćby u tak odległych sobie osób jak autorka sagi o Harrym Potterze J.K. Rowling czy reżyser Darren Aronofsky, lecz pośród wybranych numerów nie mogło przecież zabraknąć big brothera.
Bo wzajemnie nazywali się braćmi – Jordan Kobego mianem little brother, a Kobe Jordana big brother. Relacja mistrz-uczeń miała bowiem ulec zatarciu, bo Jordan zaczął się także uczyć od Kobego, o czym mówił podczas pożegnania: I can't wait to get home to become a girl dad and to hug them and to see the love and the smiles that they bring to us as parents. He taught me that just by looking at this tonight, looking at how he responded and reacted with the people that he actually loved. These are the things that we will continue to learn from Kobe Bryant.
A czego uczy ich znajomość? Nie będziemy zdradzać wam więcej z fabuły The Last Dance.
