Ten człowiek połączył dwie profesje: komiksiarza i reportera wojennego. W obu stał się światową gwiazdą

Zobacz również:Chcecie lepiej zrozumieć otaczający was świat? Outriders Festival to doskonała ku temu okazja
sacco.jpg

Jakie to uczucie, kiedy wiesz, że jesteś pierwszym i prawdopodobnie jedynym twórcą komiksów we własnym kraju? Joe Sacco może coś o tym powiedzieć.

Choć większość życia spędził w Stanach Zjednoczonych, to pochodzi z liczącej zaledwie pół miliona mieszkańców Malty. Państwa słynącego bardziej z zabytków i słonecznych plaż aniżeli kultury komiksowej. Ściślej: Sacco to pierwszy Maltańczyk - komiksiarz, co zresztą ochoczo wykorzystywał w swojej twórczości; doskonale wiedział, że może sięgnąć po dowolny temat, bo nikt nie zrobił tego przed nim. Dlatego zaczął od True Love, obrazującego dziewczynę, która chce dokonać aborcji. Zwyczajny temat? Nie dla Maltańczyków, jednego z najbardziej katolickich narodów świata, mieszkańców państwa z ostrą polityką antyaborcyjną; państwa, gdzie nawet na rozwody patrzy się bardzo nieprzychylnie.

joe sacco.jpg

Ale Sacco to tak naprawdę obywatel świata. Urodził się na Malcie, kształcił w Stanach, potem wrócił na rodzinną wyspę, a jeszcze później ruszył w długą podróż po Europie, która stała się inspiracją dla jego artystycznej przyszłości. Podczas tripu przez Stary Kontynent wybuchła wojna w zatoce Perskiej, która mocno zainteresowała młodego rysownika. Na tyle, że zaczął studiować politykę Bliskiego Wschodu, wybrał się do Izraela, Palestyny, wykonał drobiazgowy research, a wszystko tylko po to, by stworzyć komiks Palestyna. Był rok 1995, a Sacco nagle stał się gwiazdą. Za Palestynę otrzymał prestiżową nagrodę American Book Award. I momentalnie rozpoczął pracę nad kolejną książką. Safe Area Goražde ukazała się w 2000, stanowiąc zapis spostrzeżeń Sacco na temat wojny w byłej Jugosławii. New York Times mianował ją najlepszą książką roku, Time - komiksem roku.

Nie wyobrażajcie sobie jednak, że jego rola ograniczała się do siedzenia w hotelu i oglądania CNN. Sacco, zawsze uzbrojony w legitymację dziennikarską, ruszał na front. Przebywał w okopach, odwiedzał spustoszone przez wojnę miasta, rozmawiał z żołnierzami i cywilami. Wszystko po to, żeby uchwycić dramatyczny nastrój wojny. Każdej wojny. Nie mam złudzeń co do tego, że mogę teraz dokonać zmiany, ale czuję, że wiele osób, z którymi rozmawiam, tak naprawdę nie ma głosu. Wiele historii przedstawia się fałszywie, albo po prostu o nich zapomniano. Myślisz: No cóż, chodźmy porozmawiać z niektórymi z tych ludzi. Oni wciąż żyją! Jest dla mnie jasne, że należy to zrobić, a ja po prostu zrobię to, co do mnie należy - powiedział w rozmowie z serwisem itsnicethat. A przecież Joe Sacco rysuje także tematy historyczne. Jak na przykład relację z bitwy pod Sommą (I wojna światowa) w komiksie The Great War.

gorazde.jpg

Mieszkający w Portland artysta zalicza się do grona reprezentantów nowego, mocno osadzonego w literaturze dziennikarstwa. I tak naprawdę nie do końca wiadomo, czy szala bardziej przesuwa się na stronę komiksiarza, czy reportażysty. Sacco jest jedyny w swoim rodzaju na skalę światową. Genialne, przeszywające reportaże wojenne Joego Sacco to książki, które wytyczają niezwykle sugestywne terytorium... Sacco pokazuje nam, jak wiele rzeczy kluczowych dla naszego życia może się zmieścić w jednej książce - pisał o nim The New York Times.

To także gość wirtualnej edycji Outriders Festivalu, organizowanego przez twórców platformy outride.rs. Impreza jest dedykowana storytellingowi, który ma wytlumaczyć nam zmiany i zależności współczesnego świata, a spotkanie z Joem Sacco odbędzie się - rzecz jasna w wirtualu - w czwartek, 4 marca o godzinie 20. Temat - czytanie świata poprzez komiksy. Bierzemy udział na sto procent, zwłaszcza że jesteśmy patronem medialnym całego festiwalu. O którym pisaliśmy na naszych łamach parę dni temu.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.