To nie jest hip-hop. Travis Scott jest najodważniejszą gwiazdą popu

Zobacz również:Travis Scott przygotowuje album z Kid Cudim? Na pewno nagrał numer do nowego filmu Nolana
Travis Scott
fot. Carla Speight/Getty Images

Największy wizjoner współczesnego trapu skończył właśnie trzydzieści lat. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć, dlaczego Travis Scott - pod trapową przykrywką - zmienia oblicze popu.

Czym charakteryzuje się filozofia Cactus Jacka? Uwielbieniem dla maksymalizmu, przesuwaniem - a w zasadzie wyznaczaniem - muzycznych granic i trapową dekonstrukcją. Dla Travisa Scotta - i jego pokaźnej drużyny - nie ma rzeczy niemożliwych. Jedyną barierę stanowią kreatywność i wizjonerstwo. Trzydziestolatek wpada na jakiś pomysł, dobiera sobie podwykonawców i materializuje go w postaci utworu. Najnowszy singiel z Baby Keemem to przecież posępny track, któremu bliżej do obskurnego stylu Earla Sweatshirta niż do czołówki Billboardu. Durag activity wzbudza pewien dyskomfort.

Travis Scott (2)

Travis Scott (2)

Nie tylko w oczekiwaniu na Utopię - czwarty album Scotta - której premiera zaplanowana jest na jesień tego roku. Wypatrując szczegółów dotyczących tego wydawnictwa i celebrując okrągły jubileusz Travisa Scotta przyglądamy się popowej rewolucji, jaką dokonuje na naszych oczach Jacques Bermon Webster II.

1
Nietypowe konstrukcje utworów

Pierwszy przykład z brzegu - Sicko Mode. Ultrapopularny utwór z Drake’em na feacie dobił do prawie półtora miliarda odtworzeń na Spotify. Drugi - po Butterfly Effect - singiel z Astroworld to kompletna jazda bez trzymanki, jeśli chodzi o konstrukcję. Kompozycja tego utworu jest zaprzeczeniem klasycznego schematu zwrotka-refren-bridge. Wygląda na to, że Cactus Jack wziął sobie do serca linijkę yeah, this shit way too formal i poleciał po bandzie ze strukturą. A w zasadzie polecieli, bo nad kawałkiem pracowało ponad trzydzieści osób. Zresztą, rozbuchany maksymalizm i niekonwencjonalne rozwiązania to jego ulubione zagrywki.

Podobnie wygląda sytuacja w Goosebumps, gdzie gościnne wersy położył Kendrick Lamar. Okej, tu nieco łatwiej rozdzielić zwrotki od refrenu, ale tak gigantyczna popularność tego utworu może zaskakiwać. To psychodeliczny, stosunkowo ponury numer, który na pierwszy rzut ucha wcale nie jest tak oczywistym przebojem. No dobra, a co powiecie na 5% Tint albo Astrothunder? Muzycznie leżące na dwóch przeciwległych biegunach, oba wpisujące się w popowy eksperymentalizm. Pierwszy pozornie minimalistyczny i lekko osobliwy, a drugi to rozlewający się po ciele ambientowy euforyk. Przykłady można wymieniać i wymieniać.

Zresztą, dużo jest u Scotta ambientowości, a harmonie - w czym duża zasługa Mike’a Deana - weszły na poziom nieosiągalny dla większości raperów. Zresztą, jeśli sam zainteresowany mówi, że I’m not hip-hop, to my nie zamierzamy się wykłócać.

2
Goście spoza rapowego środowiska

Poza oczywistymi strzałami w postaci Drake’a, Kendricka Lamara czy Young Thuga, Scott zaprasza do współpracy ludzi spoza rapu. Na Astroworld pojawiali się m.in. Thundercat - znakomity basista z obozu Flying Lotusa - uwielbiany wokalista James Blake oraz songwriter John Mayer. Dodajmy do tego producenckiego masterminda Kevina Parkera z Tame Impali. Nie zapominajmy o kochającym eksperymenty Vegynie, zmysłowym wokaliście River Tiber i awangardowej Björk.

Nie jest tajemnicą, że przy albumach Scotta pracuje cały sztab ekspertów, a poszczególne wydawnictwa są gigantycznymi przedsięwzięciami. Niech dowodem tej różnorodności będzie fakt, że trzydziestolatek działał na Rodeo jednocześnie z Toro y Moi oraz Georgem Clintonem, założycielem Parliament Funkadelic. Tu nie ma żadnych granic.

3
Filmowy rozmach

Zarówno Rodeo i Birds in the Trap Sing McKnight zachwycały podniosłą atmosferą, ale tak naprawdę dopiero Astroworld stał się ekwiwalentem kinowego blockbustera. Zespół specjalistów dowiózł abstrakcyjny art-house wciśnięty w mainstreamowe ramy. Twórczość Scotta już dawno przestano jednoznacznie klasyfikować jako trap. Nie tylko psychodeliczne melodie, niestandardowe kompozycje i zaskakujące połączenia. Do tego wszystkiego dochodzi iście filmowy rozmach. Zresztą, Travis Scott przecinał się z kinematografią w dosłownym znaczeniu. Wspólnie z Ludwigiem Göranssonem nagrał piosenkę do (anty)przeboju Christophera Nolana - Tenet. I ten właśnie moment można uznać za symboliczną klamrę filmowych zapędów artysty.

Podziel się lub zapisz
Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne, czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu. Redaktor newonce.net i prowadzący autorską audycję KOLEKCJE w newonce.radio.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.