To żaden H8, ale nowy album Białasa pozostawia niedosyt (RECENZJA)

Zobacz również:2020 najgorszym rokiem ever? Dla tych polskich raperów, raperek i producentów jest wyjątkowo dobry
maxresdefault-1-1.jpg

Po ciężki nokaucie, jakim okazało się H8 liczyliśmy na jeszcze większy wycisk. I H8M5 jest faktycznie daniem smacznym, ale odgrzewanym... na ogniu Polonu, Hypera3000 i H8M4.

Kiedy w openerze H8M5 Grzegorz Ciechowski zwiastuje, że Inwazja spadnie na kraj, balon oczekiwań zostaje nadmuchany do granic możliwości. Imperialna zapowiedź daje przeczucie graniczące z pewnością, że nowa odsłona kultowej serii Białasa przyniesie mu okazję do podniesienia sobie poprzeczki. Po raz nie wiadomo który. H8M4 stanowiło przecież wymarzone rozpoczęcie sagi afirmacji życia i - całkowicie zasłużonej - trapowej przewózki. Po dwóch kolejnych płytach na zbliżonym patencie wydawało się, że konceptualny H8 sprzed sześciu miesięcy rozpocznie dla Beezy'ego epokę miejskiego pisarstwa i eksperymentów z tematyką, związanych - na poziomie osobistym - z życiową stabilizacją i rozliczoną przeszłością. Cytując Tadeusza Sznuka: otóż nie tym razem.

Chociaż nie było mowy o świeżości - całkiem dobrze nastrajały teasery, choć na początek promocji wybralibyśmy dowolny numer, tylko nie Sępy. Szpaku dał tu kolejną zwrotkę ze swojego generatora, a obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia wymuszona przekmina Muszę być potwornie wielki, bo mi latają koło chuja sępy z refrenu.

Następne single podniosły jednak poziom endorfin. W Imię Ojca Trapu wywołuje ciepłe wspomnienia z ery Klik-Klaków Białas ma wywalone na pisanie od linijki, bo woli sypać punchline'ami jak z rękawa. Nie ma drugiego rapera w Polsce, który zrobiłby sobie liryczną jogę śmiechu na kanwie rozmowy z kierowcą Ubera. Swoosh Gang pokazał z kolei moc, jakiej powinno się oczekiwać od cyklu H8-ów. Na plus wypada Pezet, który - poza pompowaniem tematu włosów bubble gum róż - udowadnia, że nie zardzewiał, jeśli chodzi o kolportaż chwytliwych linijek. Zapuszczając się jednak w głąb materiału, dostrzegalne (dosłyszalne?!) stają się jednak mankamenty.

Największym problemem jest wyraźna monotematyczność. Białas niejako idzie na łatwiznę, bazując na - przemielonym po stokroć - toposie Started from the bottom, now we're here. Indeksy 2-8 na poziomie poruszanej problematyki są właściwie nie do odróżnienia. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że Beezy napisał niejako znaczną część H8M5 na poprzednich wydawnictwach - i to w stylu znacznie bardziej intrygującym. Dualizm społeczny został ograny na Osiedlu Botox, wiwisekcja bolesnych wspomnień to Milion Długu, słowa otuchy - Blizny Na Rękach. Ten recycling zostaje częściowo zrekompensowany na finiszu krążka. To właśnie tam dostajemy wspomniane single oraz Prawdziwego Króla z - zapadającym w pamięć - podsumowaniem drogi do rapowej korony. Pytanie brzmi: czy to zamknięcie rozdziału i - przywołując kultowy numer Włodiego - pierwszy krok na nowej drodze.

Padły ksywki Szpaka i Pezeta, więc kilka słów należy się także pozostałym gościom. Kara w Potępionym daje grubo ciosane linijki - zupełnie nie na miarę potencjału objawionego m.in. w Demonach. Bedoes kombinuje z artykulacją na Morfinie (he he) i ze swoją eksploracją wspomnień naturalnie wkleja się w reminiscencyjny klimat kawałka. Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem jest jednak refren Smolastego w Toniemy. Smołę często dotyka krytyka za te zaśpiewy, pojawiają się argumenty, że są żywcem wyciągnięte z początku poprzedniej dekady. Na H8M5 wokalista dostarcza jednak interesujący kontrast, dając energetycznego kopa na kontrze do stonowanej zwrotki. Poza tym - tu każda niespodzianka jest na wagę złota.

H8M5 to w żadnym wypadku nie jest rozczarowująca płyta, ale cierpi na syndrom przewidywalności i niedosyt artystycznych plot twistów. Całkiem niedawno wyróżnialiśmy H8 jako jeden z najlepszych tytułów pierwszego półrocza 2020 roku i liczyliśmy, że Białas jeszcze rozwinie się jako literat-chuligan; że odważy się wyruszyć w nieznane. Przecież pokazał już, że potrafi doskonale odnaleźć się w zwartych, konceptualnych projektach. Zamiast tego mamy jednak m.in. próby przepisania niewątpliwego sukcesu na życiowe poradnictwo i pewne populizmy - szlachetne, ale miałkie.

Trzydzieści albumów w karierze to dorobek, o jakim marzy wielu wykonawców. Można było więc wystrzelić w powietrze fajerwerki, ale współtwórca SB Maffiji wolał pójść drogą bezpieczną i zachowawczą. Na pocieszenie jest wysokokaloryczna przystawka - H8 i deser w postaci ME, ale czekamy na kolejny krok w chmurach.

Podziel się lub zapisz
Autor tekstów, których tematyka krąży wokół wydarzeń popkulturowych - również tych w cyberprzestrzeni, czyli dotyczących premier najnowszych gier i wydarzeń ze świata esportu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.