Trochę radości, trochę bólu; przesłuchaliśmy nowy album Rasmentalism (RECENZJA)

Zobacz również:To jest 16 polskich rap-kawałków o sneakersach: idziemy za śladami butów m.in. Żaby, Włodiego czy TDF-a
Rasmentalism-1.jpg
fot. Ania Bystrowska

Niech was nie zmyli słodki anturaż. Jasne, to nie jest najciemniejsza płyta w dyskografii Rasa i Menta, ale na pewno taka, która rodzi więcej istotnych pytań niż daje błahych odpowiedzi.

Kiedy w 2008 roku w sieci pojawiał się album Dobra muzyka, ładne życie trudno było przypuszczać, że powstały w Lublinie zespół przetrwa próbę czasu, bo podziemie bazowało na przelotnych romansach, nie długotrwałych związkach. Dobrze więc się stało, że 5 lat później przyszedł wyczekiwany debiut na legalu, dający paliwo do kolejnych działań.

Dzięki temu krokowi naprzód Ras i Ment mogli spokojnie dopracowywać formę, ciągle zmieniając się z krążka na krążek. Jeśli już szukać podobieństw, to w ogóle Geniusz poszedł w delikatne Tango, ale już w szczególe jest czymś zupełnie osobnym. Drugiej tak eklektycznej płyty duet jeszcze nie miał w swojej dyskografii.

1
Wszyscy mamy problemy

Zasadniczo polskim rapem od dłuższego czasu rządzą dwie rzeczy: coachingowo-pieniężny mental lub fasadowe, pustosłowne jęczenie nad życiową padliną. Na tle obu tych tendencji Ras kolejny raz w karierze wypada jak dojrzały i świadomy MC, który pozerki z gatunku wygrywania życia czy płakania nad rozlanym Moëtem mógłby skwitować wyłącznie niezbyt serdecznym uśmiechem. Każdy kolejny album przynosił nam nieco inny (choć przecież związany z tym samym fundamentem) typ rozterek lirycznej części Rasmentów, ale dopiero teraz możemy o nich usłyszeć nie tylko w pierwszej osobie.

Obrazowe wersy z nutami zwątpienia i przygaszenia przenikają się tu ze zdaniami rzucanymi przez dziewczynę, kumpla, mamę, no i przede wszystkim psychologa. Najprostsze i najbardziej oczywiste jest odniesienie ich do autora, ale przecież to są zdania-wytrychy, odsyłające nas do wyjątkowo demokratycznych problemów z eskapizmem, zawodzeniem czy przebodźcowaniem, potęgowanych seansami przefiltrowanych zdjęć w mediach społecznościowych. Sprawa Rasa to na zasadzie pars pro toto sprawa wszystkich tych, którzy czują się źle tu i teraz, w takiej, a nie innej rzeczywistości. Ten przykład nie daje rozwiązań, jak sobie radzić, za to każdą kolejną zwrotką pyta na różne sposoby: co zrobić z tym czy innym aspektem rozgardiaszu pod dachem?

2
Nie tylko hit na lato

Warstwę muzyczną najlepiej określa powstałe na tę okazję słowo flirtinism. Zanim ktoś uzna, że to wyjątkowo zajadła i mała obelga, muszę dodać, że wręcz przeciwnie – całkiem spory komplement. Mentowi udało się bowiem po raz pierwszy tak sprawnie połączyć dwa różne byty, przy których od lat macza palce, tworząc coś, co nie jest odtwórcze. Tango było zapowiedzią tego, że jeśli pomysł się odpowiednio długo przegryzie, to zapewne da się to zrobić, Geniusz jest już dowodem na to, iż taka formuła może skutecznie odciążyć album niesiony nieprzyjemną w gruncie rzeczy treścią.

Gdy Ras nawija apatycznie z tęgą miną w czarnym golfie przy przymrozkach, Mentos popija drinka z palemką w czarnych okularach i hawajskiej koszuli w skwarze. Taką radość rapowo-bitową słychać było u niego ostatni raz chyba gdzieś na poziomie Hotelu Trzygwiazdkowego, gdy raz po raz spoglądał na Kanye Westa. Dzięki pójściu w tropy znane z projektu z Jedynakiem zaczął inaczej zarządzać muzyczną przestrzenią; jego kompozycje bujnie rozkwitają i wyłamują szuflady, w które chce się je włożyć. Skok w dal w kierunku lekkiego, nieprzypałowego brzmienia z małą ilością rapu i dużą r'n'b. Nie brzmi to też jednorazowo, więc może to nowy kolor na jakiś czas?

3
Co to będzie, co to będzie?

Gościu! Jak pokazuje najnowszy krążek, żeby dobrze wpasować się do stylistyki albumu, powinieneś bardziej podśpiewywać lub też po prostu śpiewać niż rapować. Pezet, schafter, Taco, Jan-rapowanie, Białas – każdy z nich jest w creditsach, ale równocześnie został stłamszony bardzo skoncentrowanymi i nieznoszącymi sprzeciwu lyricsami gospodarza. Co innego wokaliści i wokalistka, oni pasują tu jak ulał, bo dodają głos jako kolejny ważny instrument i tekst będący na usługach duetu.

A ci dwaj – w biznesie jak turyści, dlatego nas ciągną w tym mieście labirynty. 14 lat współpracy pod jednym szyldem minęło, skoków w bok było jak na lekarstwo i poniekąd słychać, że obaj nie dobili jeszcze do ściany, jeśli chodzi o wspólne zajmowanie się muzyką. Nad produkcjami wisi jednak widmo zastanowienia się, czy aby ten projekt nie jest pewną cezurą w ich historii. O to będzie trzeba jednak ich po prostu zapytać.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz