Trump czy Biden? Wszystko, co powinniście wiedzieć na temat wyborów w USA

Zobacz również:Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, Duda… Jak wyglądały wybory prezydenckie od 1990 roku?
Donald Trump
fot. Isaac Brekken/Getty Images

Wybory w Stanach Zjednoczonych odbywają się zawsze w pierwszy wtorek po 1 listopada. Pomimo tego, że w przedwyborczych sondażach zarysowywała się niewielka przewaga reprezentanta Demokratów, Joe Bidena, to jednak wiele wskazuje na to, że nadchodzące dni będą pełne emocji w obu sztabach.

Amerykanie są wyraźnie zmęczeni prezydenturą Donalda Trumpa. Przeciwko niemu stoi wiele niepodważalnych faktów świadczących o nieudolności 45. prezydenta USA (przypomnijmy, że pod koniec 2019 groził mu nawet impeachment). Szalę goryczy przelały katastrofalne i często absurdalne decyzje związane z pandemią COVID-19 oraz komunikaty pełne demagogii i populizmu (jak rekomendacja wstrzykiwania sobie wybielacza, który miał zlikwidować wirusa). Pytanie brzmi, czy są to wystarczające argumenty za tym, aby buńczuczny miliarder przegrał z kretesem. Byłaby to pierwsza od 27 lat sytuacja, kiedy urzędujący prezydent nie doczekałby się reelekcji.

Jako że wybory w USA to nie jest taka oczywista sprawa, a sam proces diametralnie różni się od tego, który znamy w Polsce, postanowiliśmy przybliżyć wam kilka niezbędnych faktów na temat ich przeprowadzania.

Kto faktycznie kandyduje na stanowisko prezydenta USA?

Wiadomo, że media głównego nurtu skupiają się na dwóch najważniejszych kandydatach - Donaldzie Trumpie i Joe Bidenie. Nikt się nie łudzi, że poza nimi jest jeszcze osoba mająca realną szansę na objęcie urzędu.

74-letni Trump to urzędujący prezydent i biznesmen-miliarder. Z kolei 77-letni Biden pełnił przez dwie kadencje funkcję wiceprezydenta w gabinecie Baracka Obamy. Mówi się, że Amerykanie zmuszeni są wybrać mniejsze zło, bo jak inaczej określić pojedynek jednego z najgorzej ocenianych prezydentów w historii kraju z politykiem będącym narzędziem Partii Demokratycznej i nie gwarantującym przełomowych zmian. Poza tym dobrze nie wróży fakt, że obaj panowie mają już grubo ponad 70 lat. To najstarsza para kandydatów w historii.

Czy można głosować na Kanye’ego Westa? Jak najbardziej. Poza Ye, w wyborach prezydenckich startują też m.in. Jo Jorgensen z Partii Libertariańskiej, Howie Hawkins (Partia Zielonych), Gloria La Riva (Partia Socjalizmu i Wyzwolenia) czy należący do Partii Konstytucyjnej Don Blankenship.

Na koniec krótki przegląd sondaży. Większość z nich wskazuje na kilkuprocentową przewagę kandydata Demokratów, podobnie jak w 2016, z tą jednak różnicą, że okoliczności towarzyszące wyborom mamy już zupełnie inne, a hakerskie ataki i wykorzystywanie facebookowych niedoskonałości nie powinny mieć już miejsca w takiej skali, jak 4 lata temu.

Czym jest Kolegium Elektorów i na czym polegają swing states?

Wybory w stanach nie są bezpośrednie, co oznacza, że obywatele nie głosują od razu na wybranego kandydata. Wyborcy oddają głos na elektora, który w ich imieniu przekaże głos na kandydata, jakiego popierają. W teorii elektorzy nie mają obowiązku zagłosować wedle deklarowanych poglądów, ale w praktyce takie sytuacje nie mają raczej miejsca. Dystrykt Kolumbii oraz 26 stanów wprowadziły nakaz głosowania na kandydatów wskazanych przez większość społeczeństwa. Co prawda w historii USA elektorom zdarzyło się oddać głos przeciwko wskazaniom aż 158 razy, ale nie miało to nigdy wpływu na wynik wyborów.

No dobra, a o co chodzi ze swing states? W skrócie - są to stany, w których przewaga żadnego z kandydatów nie jest znacząca. Mowa o sytuacji, w której różnice są naprawdę niewielkie i do końca nie wiadomo, za którym kandydatem wstawi się dany swing state. W tym roku wzrok sztabów wyborczych skierowany będzie głównie m.in. na Arizonę, Florydę, Pensylwanię, Teksas, Ohio, Karolinę Północną czy Michigan. Tam liczba głosów elektorskich jest stosunkowo duża (od 10 do 38), a różnica pomiędzy kandydatami wynosi mniej niż 3%, co może zaważyć na ostatecznej wygranej.

Jaka liczba głosów elektorskich gwarantuje wygraną?

270. Wynika to z prostego rachunku - mamy 538 elektorów, połowa to 269, więc do wygranej potrzebny jest jeden więcej. Jeśli kandydat lub kandydatka zdobędzie tę magiczną liczbę głosów elektorskich, wówczas automatycznie wygrywa wybory prezydenckie.

Co ciekawe, w historii Stanów Zjednoczonych zdarzały się przypadki, w których przegrywali kandydaci z większą liczbą głosów w wyborach powszechnych, ale mniejszą w elektorskich. Było tak w 2000 roku, kiedy Al Gore ostatecznie przegrał po wyczerpującej batalii z George'em W. Bushem oraz w 2016, kiedy Donald Trump triumfował nad Hillary Clinton. Nie ma więc znaczenia, który kandydat zdobędzie więcej głosów w skali kraju w tzw. popular vote.

Kiedy poznamy zwycięzcę?

Bazując na exit polls, pierwsze nieoficjalne wyniki wyborów w USA będziemy znali już jutro, 4 listopada. Na oficjalne ogłoszenia przyjdzie nam jednak poczekać nieco dłużej. Bardzo możliwe, że sytuacja będzie wyglądała analogicznie do tej, która miała miejsce przy okazji lipcowych wyborów prezydenckich w Polsce, kiedy to Andrzej Duda nieznacznie wygrał z Rafałem Trzaskowskim. Warto też dodać, że ze względu na pandemię COVID-19 z opcji głosowania korespondencyjnego skorzystało ponad 90 mln Amerykanów, czyli ponad dwa razy więcej niż 4 lata temu. Jeśli Biden i Trump będą szli łeb w łeb, o oficjalnych wynikach możemy przekonać się nawet po kilku tygodniach. Ostateczną datą jest 14 grudnia, kiedy to Kolegium Elektorów zbierze się, żeby wyłonić nowego prezydenta.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz i deputy content director newonce. Prowadzi autorskie audycje „Vibe Check” i „Na czilu” w newonce.radio. W przeszłości był hostem audycji „Status”, „Daj Wariata” czy „Strzałką chodzisz, spacją skaczesz”. Jest współautorem projektu kolekcje. Najbardziej jara go to, co odkrywcze i świeże – czy w muzyce, czy w popkulturze, czy w gamingu.