Tu znajdziecie wszystkie części naszego przewodnika po narkotykach w amerykańskim rapie

cyp.jpg

Marihuana, kokaina, MDMA, farmakologia, psychodeliki, lean - brzmi jak suchy prowiant na majówkowy wypad dowolnego rapera z Południa, a tymczasem to najobszerniejszy w polskich mediach przegląd tematu. Łapcie wszystkie sześć części!

Dzisiaj ciężko jest znaleźć rapera, w którego wersach choć raz nie pojawiłoby się nawiązanie do zioła, ale też w międzyczasie kwestia postrzegania marihuany w Stanach Zjednoczonych zmieniła się diametralnie. Od kiedy Barack Obama ogłosił zawieszenie broni w ciągnącej się latami, od początku skazanej na porażkę wojnie antynarkotykowej, ruszyła prawdziwa lawina rozluźniania coraz to kolejnych paragrafów dotyczących konopi medycznych i nie tylko - tak pisaliśmy w pierwszej części przewodnika, opowiadającym o związkach zielonego i rapu.

Na popularyzację kokainy i cracku w rapie spory wpływ miała rosnąca w latach 70. i 80. skala, siła i wpływy narkotykowych imperiów Ameryki Południowej. Docierająca do Stanów w coraz większych ilościach kokaina (która swoją drogą była jednym z głównych katalizatorów dla całego nurtu disco) musiała poddać się nieubłagalnym zasadom wolnego rynku. Nadwyżka w podaży poskutkowała spadkiem cen o 80%. Reagujący na ten kryzys cen dealerzy zaczęli kombinować – tworzyć produkty pochodne, głównie crack. Wypreparowana na skutek gotowania koksu z wodą i sodą oczyszczoną substancja była dla dopeboysów ze Stanów Zjednoczonych cudem porównywalnym do przemiany wody w wino, swoistym – nomen omen – kamieniem filozoficznym dilerów - to z kolei część druga, czyli rap, kokaina i crack.

Poszerzająca się wraz latami oferta substancji psychoaktywnych prędko trafiała z laboratoriów biochemicznych do miejskiego obiegu, a osiedlowi dilerzy zawsze byli na bieżąco z tym, co czarny rynek miał do zaoferowania wszystkim chętnym do lotu. I choć miano pionierów mówienia o E’skach na rapowej scenie dzierży Krayzie Bone z załogą, to prawdziwą ambasadorką metylenodioksymetamfetaminy stała się chwilę później pierwsza dama ówczesnej sceny, Miss E… So Addcictive, Missy Misdemeanor Elliott - część trzecia, MDMA i rap.

A że w Stanach już często dzieci są faszerowane przez rodziców i szkolnych terapeutów przeróżnymi pigułkami szczęścia, nic dziwnego, że towarzyszą one później dorosłym już raperom i przewijają się – mniej lub bardziej wprost – w ich tekstach. To oczywiście część czwarta, której niechlubnymi bohaterami są przeróżnej maści środki farmakologiczne.

To teraz z innej beczki: psychodelikiI choć w owej współczesnej erze wodnika zasiedlanej przez coraz liczniejsze tabuny ponad subkulturowych, post-internetowych hipisów, o swojej miłości do psylocybiny czy dietyloamidzie kwasu lizergowego mówi się dziś dużo bardziej otwarcie i wprost niż kiedykolwiek wcześniej, to wiele dawnych projektów rapowych, które poruszały się po granicach eksperymentu i awangardy, również zdaje się być podlane owym kwasikiem i magią roślinnej psychodelii - tak pisaliśmy w piątej części cyklu.

Nazywa się to potocznie teksańska herbatka, ale chodzi o coś zupełnie innego. Cytat: niekwestionowany trapowy król, Gucci Mane, swój rozbrat z fioletowym syropem wspomina bowiem jak najgorzej: Odwyk od picia leanu jest prawdopodobnie najgorszym uczuciem na świecie. To wykańcza twoje ciało, wykańcza twój umysł. Kiedy robisz coś przez tak długi czas, zaczyna to być dla ciebie jak jedzenie, a zostawienie tego wiąże się z uczuciem wielkiego głodu. To jest nie do opisania. To jest potworny, potworny ból.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.