Ukryty skarb kobiecego rapu? Choreografka Kendricka Lamara i Dui Lipy wkracza na scenę

Charm
Jerritt Clark/Getty Images for Charm La Donna

Wiele lat temu na płycie Esende Mylffon Tedego padła pamiętna, zaczepna linijka: ty - lepiej tańcz, weź nie rapuj. Charm La'Donna korespondencyjnie udowadnia, że jedno nie wyklucza drugiego. Tancerka i creative director - odpowiedzialna za epicki występ Kendricka podczas 60. ceremonii rozdania nagród Grammy - zadebiutowała w tym roku EP-ką La'Donna. Przełom zasięgowy jest dopiero przed nią, ale z takim potencjałem wkrótce może decydować o sile grupy pościgowej za Young M.A czy Kamaiyah.

- Zakochałam się w tym albumie i jego znaczeniu dla kultury. Poza tym jestem z Compton, tak jak Kendrick, więc nie mogłam tego odpuścić - mówiła Charm w rozmowie z dziennikarką Essence po tym, jak nawiązała z raperem współpracę przy okazji trasy promującej DAMN. Ścieżki tej dwójki wychowanej na problematycznych przedmieściach Los Angeles przecięły się już wcześniej, gdy trzeba było przygotować efektowny spektakl na BET Awards w 2015 roku.

La'Donna żmudnie budowała swoją pozycję w branży. Jako siedemnastolatka tańczyła na tournée Madonny, co pozwoliło jej później opłacać studia na UCLA. Nie bez znaczenia była także praca pod skrzydłami Fatimy Robinson. Hajs nie zawsze się zgadzał, ale - za radą legendarnej choreografki - pozostała wierna pasji, zamiast rozmieniać się na drobne w poszukiwaniu pobocznych fuch. Byłam spłukana, ale dorastałam w biedzie, więc nie była to dla mnie żadna nowość. Poświęcenie nie poszło na marne. Jeszcze przed trzydziestką miała na koncie działania z Seleną Gomez (m.in. Look at Her Now) i Duą Lipą (MTV EMA 2019); z Rosalíą i Pharrellem Williamsem.

- Dla każdego artysty przygotowuję coś zupełnie innego, stąd taka różnorodność. Szykując choreografię, poznaję ludzi. I to mnie inspiruje. Dlatego nigdy nie przychodzę z gotowcami. Chcę, żeby wszystko powstawało organicznie - tłumaczyła w rozmowie z Elle.

Kendrick
fot. Christopher Polk/BET/Getty Images for BET

Przez całe lata wykonywała więc mrówczą pracę za kulisami mainstreamowych scen. Jej wkład w oprawę wizualną najważniejszych muzycznych wydarzeń poprzedniej dekady okazał się na tyle znaczący, że rozpisywały się o niej redakcje Forbesa czy Vogue'a. Odkrywanie takiej postaci na początku bieżącego dziesięciolecia zakrawałoby na nieporozumienie, gdyby nie to, że ona sama prezentuje się w nowej roli. Pytana o przyszłość opowiada o karierze aktorskiej i fascynacji Broadwayem. Nie ukrywa przy tym, że zdarza jej się odwiedzać studio nagraniowe. I za tymi wizytami poszły pierwsze single, a następnie kwietniowa EP-ka zatytułowana po prostu La'Donna.

- Co za kretyn w takim wieku łapie za mikrofon? - dawno temu rzucał w eter Ras, nawiązując do własnego debiutu. La'Donna nie jest pierwszą i ostatnią artystką, która udowadania, że na to nigdy nie jest za późno. W tym momencie jej hołd dla muzycznej tradycji Zachodniego Wybrzeża zachwyca jeszcze stosunkowo nieliczne grono odbiorców, ale breakthrough może być tuż za rogiem. I nie będą do tego potrzebne plecy, które ta newcomerka bez wątpienia ma. Choć mogą się przydać.

La'Donna przynosi przy tym intrygującą klamrę, świadczącą o kontinuum w afroamerykańskiej popkulturze, tworzonej przez kobiety. Minialbum zostaje zamknięty shout-outem dla mentorki Charm, wspomnianej wcześniej Fatimy Robinson - ikony choreografii, która stała za tym, co działo się w klasycznych klipach Aaliyah; za Remember the Time Michaela Jacksona, widowiskiem Kendricka na Grammy w 2016 roku i oscarowym show The Weeknd tego samego roku. A real fucking boss.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.