Ulice zmieniają styl, ulice słuchają „NIC” – recenzja nowego Sokoła

Zobacz również:Sokół bohaterem dokumentu? Mamy pierwsze przesłanki, że taka produkcja powstanie
Sokół
fot. Rafał Grobel

Jak się jest narratorem przez duże N, Pawłem Jasienicą sceny i jej Miltonem Friedmanem, poziom trudności paradoksalnie może skoczyć w górę. Bo gdy jedni oczekiwaliby brzmienia WWO i ZIP Składu – choć minęło dwadzieścia lat – inni wymagają twistu. Co na takie dictum Sokół? NIC. Wybiera drogę środka.

Czytasz artykuł premium. Spodziewaj się więcej takich treści w newonce.club – naszej nadchodzącej subskrypcji.

Wraz z końcem poprzedniej dekady i pierwszym samodzielnym materiałem – Wojtek wyprawił sobie benefis, stanowiący w rzeczy samej demonstrację siły. Zebrał wysokobudżetowe beaty od najlepszych producentów, żeby z każdym kolejnym utworem kreślić autobiografię, wykładać artystyczne credo, eksponować znane atuty czy dopuszczać się takich ekstrawagancji jak zaproszenie Marcina Pyszory z Faust Again albo odwołanie się do stylówki Hewry w I tak i nie.

Dyskusje o tamtym wydawnictwie trwały miesiącami, a jego sprzedaż przekroczyła próg 90 tysięcy egzemplarzy. Jak tylko opadł kurz, zasłużony raper rozpoczął prace nad kontynuacją. Przebiegały nieregularnie o czym opowiadał w niedawnej rozmowie z Marcinem Flintem. I tak Zorro ukazał się na początku 2020 roku, a na resztę trzeba było czekać prawie dwa lata.

Sokół
fot. Jakub Suwiński

Wydaje mi się, że przeszłość jest ciekawsza. O czym mam rapować teraz? Że jadę na spotkanie biznesowe albo jem kolację w dobrej knajpie? – przyznawał w wywiadze dla CGM-u. Nie pozostaje to bez wpływu na kształt NIC, gdzie zajmuje sprawdzony punkt obserwacyjny jako zaprawiony w boju self-made man, bon vivant i dokumentalista przemian, który zna meliny, zna salony, zna tu każdy kąt i stara się wyczytać uniwersalne prawdy ze starych klisz (Zorro), odbrązawia wspomnienia (Jednorożec), obnaża mitologię blokowisk (Ludzie z planety bezludnej).

Zaczyna od – napisanego na patencie – powitania, gdzie przegląda się w środowiskowych pochlebstwach i kuksańcach. Podobnie jak pozostałe single – Cześć zyskuje w kontekście całości. Z czasem do obrony wydaje mi się nawet ten mikrofeaturing Sariusa. Następna jest humorystyczna scenka rodzajowa (Ty też), która budzi skojarzenia z Jankiem Pożyczem. Język comedy rapu zafunkcjonuje jeszcze raz – w dialogu z Wojtkiem Friedmannem o Kac Vegas na Aferze. Momentami idzie uschnąć jak ta bagietka z piosenki (tak samo potem przy wersach o jebnięciu Kaczyńskiego na wnuczka), ale to w sumie całkiem urokliwe – napisane z biglem – storytellingi.

Do listy tracków o mniejszym ciężarze gatunkowym należałoby dopisać jeszcze bragga z Innego stylu. Sokół, kopalnia cytatów, na funkowym beacie z klangowanym basem rapuje o tym, że ślepy z jasnowidzem obstawili go w ciemno; że nie płynie z prądem, tylko prąd z nim. I na tym się kończy kino familijne, a zaczyna, może nie Smarzowski jak na Czarnej białej magii, ale fajbusiewiczowa rekonstrukcja. Ćma barowa; moralny niepokój i antyromanse.

Sokół
fot. Jakub Suwiński

Są więc Batoniki o wielkomiejskim fatalizmie. Z fajnym pomysłem na wykorzystanie zapomnianych nazw słodyczy. Raider nazywa się Twix, przeżyłem niejeden lift – rozpoczyna gospodarz. Hodak odbija: To klasyk w nowej odsłonie. Trochę jak Snickers, Marathon, a potem dodaje jeszcze follow-up do Snu i chociaż robi wszystko zgodnie ze sztuką – wypada z jakiegoś powodu dość blado. Jak Kamiński w reprezentacyjnym debiucie z San Marino. Goście stanowią zresztą pewną bolączkę NIC. W Ludziach z planety bezludnej występuje Szpaku z generatora, co doskwiera zwłaszcza, że od 1:37 rozpoczyna się jeden z lepszych muzycznych fragmentów albumu. Młody Simba i Wojtek Sokół, kochaj bliskich i pierdol wrogów? Zwyczajnie nie przystoi takie osiedlowe moralizatorstwo po linii najmniejszego oporu. W Na cały świat zbiera się trójka spośród najważniejszych postaci sceny (na feacie – Quebonafide i Pezet) wyłącznie po to, żeby zgodzić się w sprawie niezdrowych oczekiwań słuchaczy i własnej niezłomności. Chociaż Quebo akurat słucha się świetnie, co potwierdza, że jego zwrotki o mniej formalnym sznycie bywają lepsze od dogłębnie przekminionych; Pezet też celnie punktuje z tym Wokół polski trap ze Stanów, raper to bogaty Janusz.

Jako dość przewrotna jawi się deklaracja Sokoła, że jak będzie chciał, nagra tu italo trap. Bo on niejako italo trap już nagrywa. W tym sensie, że selekcja beatów nie od wczoraj wskazuje na sentyment do retrowave'u; analogu i ejtisowych syntezatorów. Czyli brzmień charakterystycznych dla labelu Italians Do It Better, który w połowie pierwszej dekady lat dwutysięcznych zwrócił światu italo disco. Naczelnym retrofuturystą w naszym kraju jest Steez, świetnie w takich klimatach odnajuje się Duit i obaj są obecni na NIC. Pierwszy we Wkraczając w pustkę, drugi w Plastikowym tulipanie. Dominuje słowiańszczyzna jak z katalogu The Very Polish Cut Outs, ale nie brakuje światowej awangardy spod znaku Kanye Westa. Jak w Burzy Lanka, Płaczemy pięścią w stół Whølelife'a (Damy radę dwadzieścia lat później; potężny refren) czy Na cały świat Shuko, który współtworzył przecież Pure Souls z Dondy. W chwilach najbardziej wzniosłych i monumentalnych nasuwają się skojarzenia z EL-P, trawestującym Vangelisa.

Plastikowy tulipan i 52 Hz (poprzedzone zbyt cheesy, choć opartym na faktach skitem) to wspomniane antylovesongi. Ten pierwszy na patencie z Deszczu na betonie; niestety z konstatacji Co by nie było nie chcieli zobaczyć prawdy, że jesteś wspólna całej bandy niewiele wynika. Ten drugi wpisuje się w tradycję Pomyłki, ale na diapazonie emocjonalnym Latami. Przedwczoraj siedziałem w kawiarni sam. Tak długo, że dziwnie patrzyli. A wcześniej po sklepach chodziłem wzdłuż lad, aż ktoś mnie z obsługą pomylił...

Pełna duchologia wjeżdża w Jak urosnę z Fasolkami. Przełożenie realiów dzieciństwa na dorosłość z czasem staje się zbyt przewidywalne, ale porusza przepracowywanie – często bagatelizowanych – traum z przeszłości we fragmencie o rodzicach, którzy postanowili suto się zabawić. Z uniwersum TVPCO – bez nieobecnego tu Bartosza Kruczyńskiego – jest Wkraczając w pustkę.

Zwyczajowo język Sokoła jest niesłychanie plastyczny. Utwory z NIC miewają wręcz synestetyczny charakter. W sepii widać choćby te obrazy z Jednorożca. Niezmiennym walorem pozostaje gwara z wszystkimi pantoflami, gamoniami, szkopkami. Docenić trzeba szukanie metaforyki jako drogi ucieczki od dosłowności. Na wysokości tego numeru, gdzie wykorzystano sample z Dwóch serc dwóch smutków Bajmu pojawia się jednak pewien niedosyt większej przenikliwości obserwacji. Postrzegam Wojtka jako gościa napędzanego ciekawością rzeczywistości, co widać także po jego przedsięwzięciach pozamuzycznych, stąd oczekiwanie czegoś bardziej mind-blowing od: Wszystko jest takie chwilowe. Na feedzie trzy posty i spadłeś. Nikt nie naprawia już nic, tylko wyrzuca i sięga po nowe, bo łatwiej. Niby prawda, ale mielona od dekady.

Żal też pewnej asekuracyjności; zachowawczości w wychodzeniu poza strefę komfortu i wymyślaniu siebie na nowo. Najlepszy track (Nic) to co prawda klasyczne miejskie panoptikum, cała galeria postaci i dynamiczny pokaz slajdów jak w Każdy ponad każdym, ale chciałoby się więcej odwagi w eksperymencie. Jak w Burzy, gdzie Sokół z Lankiem dokonali brawurowej dekonstrukcji mitu ZIP Składu, tworząc komiksowy patchwork. I wylały się na nich pomyje. Bez kitu, odechciewa się wszystkiego.

Sokół

NIC stanowi ostatecznie logiczny epilog historii znanej z poprzedniego materiału. Na pewno to jednak album spójniejszy na poziomie dramaturgii; bez rozhuśtanej amplitudy, typowej dla składanek albo krążków, które sprawiają takie wrażenie. Na pewno więcej tu nostalgii, dystrybuowanej w tak sugestywnych wersach jak te z zamknięcia wersji standardowej: Wiatr zawiał i zaniósł ich w takie miejsca, gdzie nie ma już nic i staram się czasem przywołać ich twarze i ksywki. I tak sobie marzę, że jeszcze zobacze jak na ławce jarają z fifki. Sokół nie musiał nic, ale zrobił wiele, szukając w teraźniejszości powidoków lat dziewięćdziesiątych.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także razem z Tomaszem Smokowskim audycję Dragon Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.