Umarł Król, niech żyje Król? Widzieliśmy dwa odcinki najbardziej oczekiwanego serialu sezonu

Król.jpg

Szczepan Twardoch na kartach Króla w sienkiewiczowskim stylu dostarczył historyczny western, zasługujący na ekranizację o skali Gangów Nowego Jorku. O tym, że jest to możliwe, przekonali wcześniej Monika Strzępka i Paweł Demirski za sprawą spektaklu na deskach warszawskiego Teatru Polskiego. Jak z książkowym bestsellerem poradził sobie Jan P. Matuszyński?

Na reżyserze Ostatniej rodziny spoczywała ogromna odpowiedzialność przełożenia na język serialu książki, która rozeszła się w nakładzie przekraczającym sto tysięcy egzemplarzy. I zachwyciła nie tylko polskich czytelników, ale też dziennikarzy The New York Times, Publishers Weekly czy The Times. Redakcja brytyjskiego dziennika okrzyknęła ją nawet najlepszą powieścią historyczną kwietnia.

Poklasku z zagranicy nie należy w tym przypadku traktować jako jałmużny. Król to faktycznie wielopoziomowa, bandycka petarda, okraszona twistem jak w The Usual Suspects; robi kocioł jak nabuzowani agenci ABW o szóstej rano. Gdyby ta cegła trafiła w ręce Martina Scorsese, zdobywca Oscara za Infiltrację pewnie rzuciłby w diabły adaptowanie Czasu krwawego księżyca.

Scorsese został przywołany wyłącznie dla atencji, bo też Twardoch zakodował swoją fabułę w inkluzywnym języku naszej tożsamości. Jeżeli jednak we wstępie odwołujemy się do figury Sienkiewicza, to trzeba podkreślić, że Król stanowi negatyw prozy pisanej ku pokrzepieniu serc. Laureat Paszportu Polityki 2012 dokonał bolesnego rozliczenia z mitem dwudziestolecia międzywojennego, umieszczając akcję niejako w przedsionku piekła, które ma dopiero nadejść.

I moment premiery serialu Jana P. Matuszyńskiego jest pod tym względem dość szczególny. Ostatnie lata upłynęły w Polsce pod znakiem infekowania przestrzeni publicznej szemraną polityką historyczną, która zasadniczo jest tak fortunna, jak okoliczności prac nad filmem Raport Pileckiego. Rządzący najchętniej śniliby więc sen o Wielkiej Lechii, tymczasem Król - poza płaszczyzną sensacyjną - obnaża grozę codzienności w złowrogim cieniu Marszałka.

Akcja rozpoczyna się na dwa lata przed wybuchem II wojny światowej w Warszawie, rozdartej pomiędzy faszystów z Falangi i socjalistów zgromadzonych wokół króla półświatka, Jana Kaplicy (w tej roli Arkadiusz Jakubik). Wykidajłą stołecznego ojca chrzestnego jest Jakub Szapiro (Michał Żurawski) - żydowski bokser i kryminalista; postać, który znajduje się w centrum tej opowieści. Przed nim pięściarski pojedynek z aryjskim adonisem wspieranym przez radykalnych narodowców, ale rytm dnia wyznaczają mu awantury, nasiadówki w restauracjach, wizyty w burdelach czy ściąganie haraczy. Kiedy dochodzi do rozliczenia z nieudolnym kupcem Bernsztajnem, w jego życiu zachodzi poważna zmiana...

Pierwsze odcinki stanowią przystawkę, która wzmaga głód binge-watchingu choćby z tego powodu, że oferuje ekscytujące igranie z timelinem i subtelne modyfikacje w stosunku do literakciego pierwowzoru. Nie należy - wzorem stereotypowych sprawozdawców sportowych - zabierać się za podsumowanie meczu w trakcie trwania zawodów, ale za mocną stronę produkcji już na tym etapie można uznać teatralny suspens. Zostaje on ponadto podbity aktorską emfazą, która ma zapewne przywoływać środki charakterystyczne dla rzemiosła z epoki, co momentami bywa jednak bardzo edgy.

Król nie oferuje wielkiego hollywoodzkiego rozmachu, tylko budowanie napięcia z każdą kolejną rozmową gabinetową czy knajpianym spotkaniem, które są tutaj przedstawiane na poziomie wizualnym - powiedzmy - seriali typu Czas honoru. Wypada to o tyle korzystnie, że Matuszyńskiemu udało się zbudować interesującą galerię postaci, choć może budzić pewnie wątpliwości, czy nie zagrał zbyt zgraną talią kart. Najbardziej efektowną rolę dostał Borys Szyc. Wciela się tutaj w Jokera międzywojnia, Janusza Radziwiłka i ewidentnie pozwala sobie na aktorską galopadę, ale korzysta jednak z asortymentu patentów, które chyba każdemu zdążyły się przejeść.

Duch czasów unosi się w Królu nad ulicami Warszawy, której od dawna już nie ma i to jest wielka zasługa nie tylko reżysera, operatora (Kacper Fertacz) czy scenografów (Grzegorz Piątkowski, Katarzyna Sikora), ale też autora muzyki - Atanasa Valkova, który na potrzeby produkcji dokonał twórczego update'u multikulturowych dźwięków dwudziestolecia międzywojennego. Wciąż jednak podróżujemy tutaj w przeszłość z bohaterami Króla trochę po omacku; wróżąc z fusów. Poważna weryfikacja nastąpi wraz z oficjalną premierą i dalszymi seansami. Season premiere już 6 listopada na antenie Canal+.

Podziel się lub zapisz
Marek Fall
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.