Umówmy się, „Hogwarts Legacy” to niewybaczalnie uzależniająca rozrywka

Zobacz również:W 2021 będziemy grać w gry. Oto gamingowe premiery, na które czekamy jak źli
Hogwarts Legacy Dziedzictwo Hogwartu Portkey Games Potteromania Harry Potter
fot. Portkey Games/Warner

Ciężkie jest życie w polskiej szarówie; w środku zimy, w permanentnym mroku. Na całe szczęście wjechała opcja na wyrwanie się z tego smutnego marazmu. I wcale nie trzeba uskuteczniać trybu workation na Bali czy Teneryfie.

Aby oddać się beztroskiemu eskapizmowi wystarczy odpalić długo wyczekiwaną grę Hogwarts Legacy. I życie staje się łatwiejsze. Podbite magiczną feerią, wycieczkami do uroczego Hogsmeade, walką z uporczywymi goblinami czy odhaczaniem kolejnych egzaminów. Od eliksirów przez astronomię po latanie na miotle. Wszystko po to, żeby stać się czarodziejską legendą – niczym Harry Potter, Wanda Maximoff, czy wróżbita Maciej.

Jeszcze przed premierą wyczekiwanej gry z czarodziejskiego uniwersum na TikToku krążyły memy sugerujące, że pierwszą rzeczą po wejściu do Hogwartu będzie szastanie niewybaczalnymi zaklęciami na prawo i lewo. Sprawa jest prosta. Po pierwsze: nie ma takiej możliwości. Po drugie: nie ma takiej potrzeby, bo Hogwarts Legacy to gra, która robi wszystko poza dostarczaniem czystej frustracji.

Ale od początku, bo powyższe czary są dostępne dopiero na późniejszym etapie rozgrywki. I na co komu avady kedavry, crucio i imperio, skoro można cieszyć się prawilnym życiem adepta najsłynniejszej szkoły w magicznym świecie? Nie ma sensu trzymać nikogo w niepewności: Hogwarts Legacy to zaskakująco udana, rozbudowana i satysfakcjonująca gra. Niepozbawiona błędów, ale umówmy się, że na koniec dnia nie psują przyjemności z grania. A ta jest ogromna, bo po latach posuchy –i niestety średnio udanych kinowych spin-offach – doczekaliśmy się dzieła, które dostarcza wajb Potteromanii w maksymalnych wartościach.

 Hogwarts Legacy Dziedzictwo Hogwartu Portkey Games Warner Harry Potter
fot. screen z gry Hogwarts Legacy

Niech pierwszy rzuci zaklęciem, kto nigdy nie wątpił, że Portkey Games dowiozą temat. Masa spekulacji, gameplaye podbijające apetyt, w końcu rezygnacja z opcji gry w Quidditcha. Podobnie jak tysiące zajawkowiczów na całym świecie, też obawiałem się, że nie da się spełnić ogromnych oczekiwań gamingowej społeczność. Niezależnie od tego, czy mowa o frakcji totalnie wkręconej w uniwersum J.K. Rowling, czy czekającej jedynie na kolejny niezobowiązujący fun w stylu action-RPG. A tu proszę – udało się.

Jeśli chodzi o fabułę to, long story short, wcielamy się w postać pięcioroczniaka obdarzonego unikatowymi skillami. Wyjątkowo traktuje nas zarówno całe nauczycielskie gremium, jak i uczniowski skład. Dzięki temu możemy poczuć się jak ten ziomek z błyskawicą na czole. Nasz protagonista ma odpędzić czyhające zło i zapisać się na stałe w historii Hogwartu. Proste? Proste.

Co jest głównym atutem Dziedzictwa? No-brainer: pełna immersja. Muzyka skomponowana przez Chucka E Myersa; każdy detal potężnego zamku i terenów wokół niego; ruchome obrazy na ścianach Hogwartu; wspomniane wcześniej lekcje magii; masa ukrytych easter eggów i smaczków. Wszystko powoduje, że na te kilka godzin kompletnie wyłączasz się z rzeczywistości i lądujesz w alternatywnym świecie. Twórcom udało się oddać klimat książek czy filmów i dorzucić do niego autorskie elementy. Taki wypad do Hogsmeade to przecież turbo przyjemna sprawa. Niezależnie, czy idziesz kupić własną miotłę, spersonalizować różdżkę czy po prostu napić się imbirowego piwa. Czarodziejski slow life w najlepszym wydaniu.

 Hogwarts Legacy Dziedzictwo Hogwartu Portkey Games Warner Harry Potter
fot. screen z gry Hogwarts Legacy

Dużym atutem produkcji jest też fakt, że otwarty świat wcale nie jest tak rozległy. Choroba, na którą cierpiało wiele gier – Valhalla czy Horizon Forbidden West – nie dała się we znaki HL. I całe szczęście, bo dzięki temu wszystko wydaje się bardziej spójne, a grający nie traci czasu na bezsensownie przedłużone podróże i nadmierną eksplorację. Tej i tak nie brakuje, bo żeby odkryć wszystkie zakamarki zaczarowanego zamku, trzeba poświęcić całkiem sporo czasu i energii. A do tego dochodzi jeszcze outdoor. Czyli sytuacja typu win-win.

Wysokie loty na miotle to pełna immersja: efekty wizualne i możliwość podziwiania cudownych widoków dają mindfulness kompletne.

Sam gameplay jest dość przystępny, co nie oznacza, że banalny. Najfajniejszym elementem jest walka, która daje naprawdę szerokie pole do popisu. Mnogość konfiguracji i możliwość szybkiego przełączania się pomiędzy defensywnymi a ofensywnymi zaklęciami powoduje, że rzadko kiedy wdziera się monotonia i powtarzalność. Inna sprawa, że twórcy mogli pokusić się o większą różnorodność w kontekście selekcji przeciwników. Ile razy można potykać się o tych samych villainów. Ale spoko, nie jest to super istotny mankament. Bo poza skromnymi wrogami, postaci są zaprojektowane topowo. Większość z charakterów zapada w pamięć. Nie są to random NPC, o których zapominasz chwilę po zapoznaniu się. Można poczuć więź z profesorami i profesorkami, z rówieśnikami, jak i właścicielami sklepów i warsztatów.

A jak to się ogląda? Wybitnie, bo dzieło Portkey Games jest naprawdę dopracowane wizualnie. Grałem na PlayStation 5 z opcją Fidelity Ray Tracing, czyli wspierającą jak najlepsze doznania graficzne. Każdy detal Hogwartu czy domków w Hogsmeade został dopieszczony do perfekcji. Woda w tej grze wygląda - i zachowuje się - przepięknie. Wysokie loty na miotle to też pełna immersja: efekty wizualne i możliwość podziwiania cudownych widoków dają mindfulness kompletne. Mimika twarzy poszczególnych bohaterów jest spoko, nie kłuje w oczy, chociaż akurat nie jest to jeszcze perfekcyjny poziom. Czasami zdarzają się dziwne glitche: ładowanie przy wejściu do niektórych komnat czy szalejący nieboskłon zmieniający się z ciemnego na jasny. Znowu - szczegóły, które nie psują odbioru całości. Fair enough. Za to zaklęcia – mniam, cudowne są te animacje, kolory i efekty.

 Hogwarts Legacy Dziedzictwo Hogwartu Portkey Games Warner Harry Potter
fot. screen z gry Hogwarts Legacy

Hogwarts Legacy nie należy do wybitnie skomplikowanych tytułów. To nie Metal Gear Solid, Elden Ring czy inna pozycja FromSoftware. Tu najbardziej liczy się czysty fun ze spędzania czasu w ukochanym uniwersum Hagrida, Hermiony Granger i Albusa Dumbledore’a. Historia, która dzieje się ponad 100 lat przed powrotem Voldemorta, jest całkiem sensownie rozpisana. I chociaż fabularnie nie są to najwyższe loty, tak cała reszta rekompensuje scenariuszowe braki. Tam, gdzie trzeba, gracze i graczki są challengowani, o śmierć wcale nie jest tak trudno, a rozwiązywanie questów i kolejnych zagadek przynosi frajdę. Serio, jeśli szukaliście na maksa czilerskiej, niezobowiązującej, pięknej wizualnie i wciągającej rozrywki – lepiej nie dało się tego zrobić. Hogwarts Legacy to gra, w którą po prostu chcesz zagrać. Budzisz się rano, odhaczasz dorosłe życie i cały dzień myślisz o latających konewkach, zaklęciach i sekretnych przejściach. To też gra, która jest super przystępna i chcą ją odpalić twoja partnerka/partner/ziomal/ziomalka na co dzień zupełnie nie jarający się gamingiem.

I tak to właśnie wygląda. Murem za Quidditchem w DLC i niech to się utrzymuje. A ja wskakuję na moją Księżycową Miotłę, załatwiam jeden temat w Zakazanym Lesie i widzimy się pod wejściem do klasy Obrony przed czarną magią. Wingardium leviosa!

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz i deputy content director newonce. Prowadzi autorskie audycje „Vibe Check” i „Na czilu” w newonce.radio. W przeszłości był hostem audycji „Status”, „Daj Wariata” czy „Strzałką chodzisz, spacją skaczesz”. Jest współautorem projektu kolekcje. Najbardziej jara go to, co odkrywcze i świeże – czy w muzyce, czy w popkulturze, czy w gamingu.
Komentarze 0