W 2020 Lil Pump ostatecznie pogrzebał swoją karierę. Będziecie tęsknić?

Zobacz również:10 rapowych numerów, które trwają poniżej 2 minut i zawsze wciskamy po nich rewind
Post Malone In Concert - Brooklyn, NY
fot. Theo Wargo/Getty Images

Kontrowersyjny raper pływa po oceanie coraz głębszej desperacji.

Hip-hop, jak żaden inny gatunek, jest podatny na cykle hype’u. Topowi wykonawcy zmieniają się co sezon, na dłużej zostają tylko nieliczni. To odpadanie często nie jest ich winą - pewne procesy są bezwzględne i niezależne od strony artystycznej. Ale jakiś wpływ można mieć, nawet niekoniecznie osobisty, w końcu od czegoś są managementy.

W 2020 widzieliśmy, jak pewne artystyczne marki jaśnieją pełnią blasku - DaBaby udanie wskoczył w buty ziomka od komercyjnych featuringów, Megan Thee Stallion kontynuowała świetną passę, Lil Baby wymyślił się na nowo... Tego typu przykłady można mnożyć dalej. Ale jednym z raperów, który ubiegłego roku zdecydowanie nie zaliczy do udanych, jest Lil Pump. Można nawet powiedzieć, że 2020 to rocznik, kiedy pożegnaliśmy go na dobre.

Dla jasności - sam jest sobie winien.

Pumpa łatwo hejtować, co więcej, przez długi czas ten hejt karmił go kreatywnie. Gucci Gang, choć głupkowaty do granic możliwości, był chwytliwą i sprawną reprezentacją fali zmian w hip-hopowej formule. Kiedy stara gwardia zakopywała się pod górą sylab do coraz bardziej rozbuchanej produkcji (a listy osób w nią zaangażowanych zaczęły zbliżać się do poziomu popowych superprodukcji), soundcloudowa młodzież przywracała surowość, nawet jeśli odbywało się to kosztem zawartości lirycznej. Ta destylacja rapu do jego podstaw mocno rezonowała z publicznością. Niekoniecznie ze starą gwardią, która albo reagowała niezrozumieniem, albo troską (jak J. Cole w 1985). Niestety, poza postawieniem na prostotę formuły, soundcloudowcy do arsenału swoich zagrywek mocno zaprzęgnęli wygłupy i prowokacje na Instagramie. Najgorszy pod tym względem był oczywiście 6ix9ine, ale Lil Pump tylko trochę ustępował mu pola.

O ile tęczowowłosy prowokator jakoś przeczołgał się przez 2020 - jego słońce już zachodzi, ale udało mu się wyjść z więzienia, wydać album i dzięki machlojkom trafić na pierwsze miejsce Billboardu - tak Pump pogrzebał swoją karierę dokumentnie. Kiedyś już pisaliśmy, że zaczyna się początek jego końca, dzisiaj możemy stwierdzić, że ten proces już jest na finiszu. Co prawda udało mu się wycisnąć kawałek, który nabił 40 milionów wyświetleń (ILLUMINATI), ale jego relatywny sukces to głównie efekt zaproszenia latynoskiej gwiazdy, Anuela AA. Ostatnio Pump miota się po niezbyt udanych featuringach i kawałkach na soundcloudzie, które nie wychodzą poza kilkaset tysięcy odsłuchów. Nic dziwnego, że walka o uwagę przybiera na desperacji. Pod koniec prezydenckiej kampanii wyborczej w USA raper poparł Donalda Trumpa. Nie był w tym jedyny, bo obietnica niskich podatków dla bogaczy zyskała poparcie w najbardziej mrocznych odmętach rapowego jeziora. Ale Pump poszedł dalej, dał się zaprosić na scenę i wyszło jak wyszło - Trump nazwał go Lil Pimpem, przyklepując instrumentalny charakter tej dziwacznej relacji.

Co ciekawe, raper próbuje robić dobrą minę do złej gry i w połowie listopada wypuścił kawałek „BIG MAGA STEPPIN” pod ksywką… Lil Pimp. To jeden z jego najgorszych tracków, ostateczny dowód na upadek i kreatywne bankructwo. W momencie pisania tego tekstu nie przebił nawet 250 tysięcy wyświetleń na YouTube, co na skalę popularności artysty jest wynikiem żałosnym. Nawet jego wybryki na Instagramie zaczynają męczyć co bardziej wytrwałych. Ostatnio wjechał na Eminema, chociaż nie miał ku temu zbytniego powodu - na właśnie wydanym Music To Be Murdered By: Side B legendarny raper oszczędził Pumpa (pocisk w jego stronę wystrzelił ostatni raz na Kamikaze). Nie ma problemu, autor Gucci Gang i tak wskoczył na IG i bełkotał coś o tym, że Eminema nikt nie słucha. Ziomuś, to twój kawałek przez miesiąc nie przebił ćwierci miliona - można mieć różne opinie na temat Ema, ale jego muzyka się sprzedaje i sprzedaje się dobrze. Music To Be Murdered By zadebiutowało na jedynce Billboardu, bez żadnej promocji przed premierą.

Zawsze przy Lil Pumpie można usłyszeć: a po co o nim rozmawiać, najlepiej ignorować. No cóż, po zamknięciu oczu rzeczywistość nie znika. A jego historia, w zasadzie ramię w ramię z 6ix9inem, służy za doskonałą przestrogę. Również i w Polsce brykanie na Instagramie napędza niejedną dramę. Żywotność rapowych karier zazwyczaj jest krótka, a tych zbudowanych wyłącznie na desperackich pseudoskandalach - jeszcze krótsza. Czy hip-hop uleczy się z internetowej dramy? Niekoniecznie, ale symboliczne złożenie kariery Lil Pumpa do grobu zapomnienia może być dobrą lekcją na przyszłość. Do dzisiaj mamy słabość do Gucci Gang (czy ogólnie jego największych hitów, bo jako głupawa muzyka do wygrzewu sprawdza się znakomicie), ale raper nie zrobił zbyt wiele, by na kanwie swoich przebojów zbudować trwałą karierę. Raczej nie będziemy rozpaczać.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.